Szkicowanie baśni, szlifowanie wyobraźni. Rozmowa z Kasią Jackowską
Rozmawiała: Katarzyna Kozłowska
O inspiracjach czerpanych z funkcji matematycznych, baśniach, gdzie punktem kulminacyjnym jest morderstwo Czerwonego Kapturka i o początkach jej działalności. Z Kasią Jackowską, ilustratorką i architektką rozmawia dla nas Katarzyna Kozłowska.
——
Na jednej ze stron internetowych opisałaś siebie jako architekta z rękoma umazanymi tuszem. Jak rozpoczęła się twoja przygoda z ilustracjami?
Rysunek towarzyszy mi nieprzerwanie od wczesnego dzieciństwa. Wszystkie dzieci rysują, ale nie wszystkie przestają. Potem, w trakcie szkoły i studiów na architekturze na UW w Warszawie kształciłam warsztat na prywatnych lekcjach rysunku i malarstwa. Rysunek jest dla mnie naturalną formą przekazywania treści i emocji.
W twoich rysunkach, szczególnie w serii „Lucid dreams” jest wiele odniesień do świata zwierząt, buszu i odległych lasów. Jak udało ci się wpaść na ten niecodzienny koncept?
Rysunki z serii „Lucid Dreams” powstają „przypadkiem”. Daję ręce rysować, myśląc o niebieskich migdałach bądź planach detali dla stolarza – w końcu jestem architektem – a potem przyglądam się tym fragmentom i łączę je jakoś w całość. Często zdarza mi się włączać też codzienne sytuacje do moich prac. Tak było na przykład z różowymi kartkami A4, które stały się początkiem innej serii tj. Rabiate Rabbits. Były to przekładki materiałów dla studentów, w związku z czym walały się wszędzie na uczelni. Robiłam na nich notatki podczas zebrań. Wkrótce z plątaniny rysunków na marginesach wynurzył się pierwszy królik. Obecnie wybrane rysunki z tej serii, łącznie około 60 królików komentujących świat wokół są dostępne jako pocztówki TUTAJ.
Jaką techniką powstają twoje rysunki?
Rysuję tuszem, akwarelami, kredkami, farbami akrylowymi i pastelami olejnymi a na dodatek często wszystkim naraz. Potem drapię, prasuję kartki żelazkiem, czasem nakładam kolejne warstwy. Ostatnio zaczęłam rysować na płytkach i figurkach gipsowych oraz rzeźbach z papier-mache. Maski z papier-mache nakładam na głowy modelom, fotografuję, potem rysuję na fotografiach. Komputera używam jedynie podczas powstawania ilustracji do druku, na zamówienie. Skanuję poszczególne etapy pracy, poprawiam kolory, czyszczę drobne linie, nakładam na siebie rysunki. To ogromna różnica między ilustrowaniem do prasy a swobodnym realizowaniem projektów ilustratorskich.
Jaki był dotychczas najciekawszy projekt ilustratorski który wykonałaś? Mam na myśli jego oddźwięk w mediach internetowych…
Myślę, że zdecydowanie seria matematyczna „Drawing Mathematics” (2010). Projekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania a same rysunki wylądowały potem na ścianie strony ifuckinglovescience, która ma ponad 18 milionów (sic!) obserwatorów na Facebooku. Gdy tylko zdjęcie moich rysunków opisujących wzory matematyczne pojawiło się na tej stronie moja własna jackowska.ch kompletnie padła. A zaczęło się od corocznie wydawanego w formie broszury spisu zajęć dla zagranicznych studentów programu Erasmus na Wydziale Matematyki UW w Warszawie. Moje pomysły miały ilustrować katalog dostępnych dla nich zajęć. Dostałam wgląd w różnorodne formuły matematyczne i ich graficzne przedstawienia, jak na przykład elipsa warszawska czy popularny znak nieskończoności. Zaczęłam szkicować po owych znakach. Sinusoida stała się wężem na przechadzce, jakaś inna funkcja – wielbłądem, i tak dalej. Zeskanowane szkice zamieniłam na wektorowe rysunki w programie Adobe Illustrator, wyczyściłam, trochę naprostowałam i poszły w świat!
Co jeszcze poza matematyką inspiruje twoje rysunkowe pomysły. Czyje prace podziwiasz, kogo oglądasz i na czym się wzorujesz?
Trudne pytanie. Wpływów jest po prostu zbyt dużo i wciąż dochodzą nowe. Świadomie nie wzoruję się na nikim. Jednak z pewnością to jak i w jaki sposób rysuję, ma związek z tym, co oglądam i czytam. Z polskich ilustratorów podziwiam Józefa Wilkonia, który rysuje i rzeźbi nieprzerwanie od pięćdziesięciu lat. Do dziś mam ogromny sentyment do jego prac. Poza tym lubię twórczość wciąż zbyt mało znanego w Polsce Tomiego Ungerera. Niektóre z moich ostatnich rysunków są inspirowane baśniami ze szwajcarskiego regionu Graubünden. Krótko mówiąc baśnie i bajki są niezmierzoną kopalnią motywów nadających się do zilustrowania. Osobiście polecam niedawno wydaną nową wersję bajki o Jasiu i Małgosi „Hansel & Gretel” Neil’a Gaimana i Lorenzo Matotti.
Twoją seria ilustratorska „Little Red Riding Hood” to rysunki bardzo mocno przesiąknięte grozą bajek braci Grimm. I ta kontrastowa kolorystyka – szczególnie zafrapowało mnie jak dużo jest w nich czerwieni i czerni…
Ta seria pokazuje, jak bardzo ilustracja jest daleka od tak zwanego idealnego, wolnego od strachu świata dziecięcego. W gryzońskich baśniach szwajcarskich (z regionu Graubünden) pojawia się pewien czarny stwór, który mnie prześladuje. Powraca on w różnych rysunkach, ujarzmiony w nich przez inny kontekst. Zresztą cała serię z Czerwonym Kapturkiem najlepiej potraktować z przymrużeniem oka. Wszystkie role są zamienione a historia dzieje się na odwrót: Czerwony Kapturek więzi myśliwego, uwodzi wilka a na końcu zostaje zastrzelony przez babcię.
Na jednym z rysunków zauważyłam królika z zamalowanymi oczami na czarno i podpisem Catch me if you can… albo inny wiele mówiący komentarz „Once I was a mermaid now I am a fairy”. Lubię też świetne „a deadline cat” czy „a chabbit”. Skąd czerpiesz inspiracje do komentarzy w rysunkach?
To często żarty sytuacyjne czy słowne. “A deadline cat” odnosi się do rzeczy znanej wszystkim tak zwanym kreatywnym, czyli daty oddania projektu. Deadline cat, walk the deadline, this line is dead… możliwości jest nieskończenie wiele. Przypadkowa fraza razem z rysunkiem może dać niesamowite efekty. Wiele rysunków powstaje z zasłyszanych zdań, “kiedyś byłam syreną, teraz jestem wróżką” to koleżanka opisująca swoją rolę w kolejnych związkach. “Chabbit” to dosłowna mieszanka chicken+rabbit, takie stworzonko naprawdę było na sprzedaż w kiosku przy szpitalu na Bródnie, przysięgam, mam zdjęcie! Tytuł serii “Take a Walk on the Wild Side” to oczywiście Lou Reed. “Shot through the heart and you’re to blame” zupełnie inaczej brzmi, jeśli postrzelonym jest biały słoń.
Pytanie na koniec: Planujesz nową serię ilustracji czy pracujesz nad czymś nowym. Co chciałabyś najchętniej zilustrować?
Wspominałam o rysowaniu na gipsie i maskach z papier-mache, fotografowanych na realnych figurach. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ta seria pod roboczym tytułem „For my Animal Heart” powstaje bardzo powoli. Jednocześnie cały czas rysuję nowe ilustracje do „Lucid Dreams”. Chętnie zilustrowałabym jakiś fajny tekst. A jak już mówimy o książkach, to jest jedna książka, nie baśń, którą kiedyś zilustruję. Jak będę wiedziała jak. Może za trzydzieści lat.
——
Kasia Jackowska – urodzona w Warszawie, mieszka na stałe w Zurychu w Szwajcarii. Ilustratorka, architekt oraz wykładowca akademicki na Hochschule Luzern Technik und Architektur w Luzernie. Pracowała m.in. dla najlepszej firmy architektonicznej świata Herzog & de Meuron w Bazylei. Jej prace można zobaczyć TUTAJ oraz TUTAJ