Tak się to robi po hiszpańsku
Tekst i zdjęcia: Olga Szymkowiak
Za chwilę w Polsce rozpocznie się sezon festiwalowy, jednak w Europie został on już zainaugurowany 28 maja podczas imprezy Primavera Sound, która od piętnastu lat odbywa się w Barcelonie. Na czym polega wyjątkowość hiszpańskiego festiwalu? Czy uczestnicząc w nim da się zobaczyć coś oprócz koncertów? Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Zacznijmy od tego, że standardy hiszpańskiego festiwalu dość mocno odbiegają od tych, które znamy z polskich imprez plenerowych.
Po pierwsze: podczas koncertów ludzie nie wchodzą sobie na głowy, lecz dają sobie przestrzeń. Nawet stojąc w pierwszym rzędzie można uniknąć efektu puszki sardynek i poruszać w rytm muzyki czymś więcej niż tylko głową.
Po drugie: kolejki do punktów z jedzeniem i piciem praktycznie nie istnieją, ponieważ punkty gastronomiczne są rozlokowane w różnych miejscach festiwalu. Brak zamkniętej strefy przeznaczonej do jedzenia i picia skutkuje jednak dużą ilością rozlanego alkoholu i walających się wszędzie plastikowych kubków.
Po trzecie: ci, którzy lubią na festiwalu napić się alkoholu, nie są skazani na rozwodnione piwo. Do wyboru mamy wiele rodzajów trunków, w tym wino, whiskey czy rum.
Po czwarte: błoto na Primaverze nie ma racji bytu nie tylko względu na pogodę, ale również betonowe podłoże znajdujące się na terenie festiwalu.
Po piąte: aby dostać się na koncerty nie trzeba pokonywać kilometrów przez niekończące się pola, a zaledwie kilkaset kroków ze stacji metra. Trzeba jednak uważać – podczas dwóch pierwszych dni festiwalu metro nie działa od godz. 2 w nocy do 5 rano!
Największym minusem Primavery są chyba tabuny koncertowych palaczy i gaduł. Dla równowagi muszę dodać, że Hiszpanie nie mają w zwyczaju klaskania podczas piosenek, co bardzo przypadło mi do gustu.
Osobną kwestią jest oczywiście line-up, który – oprócz prawdziwych sław szeroko pojętej muzyki alternatywnej – zawiera również występy muzyków mniej znanych czy wręcz początkujących. Wybór jest naprawdę bogaty, momentami wręcz nazbyt, bo zobaczyć wszystkich koncertów niestety nie sposób.
W tym roku wyjątkowa silna była też polska reprezentacja: na scenach plenerowych zagrał duet Rebeka oraz Zamilska, a podczas specjalnego polskiego showcase’u także Thaw i Stara Rzeka.
Które koncerty z tegorocznej Primavery zapamiętam najbardziej? Na pewno ultra wakacyjny, świeży i bezpretensjonalny występ Unknown Mortal Orchestra. Muzycy tak świetnie bawili się grając własne piosenki, że nie sposób nie było bawić się razem z nimi.
Z pewnością długo będę rozpamiętywać klubowy koncert Torres. Jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się tak bardzo wzruszyć podczas występu artysty, którego dorobku nie znałam wcześniej. Przejmujący głos amerykańskiej singer/songwriterki w połączeniu z surowym brzmieniem gitary zahipnotyzował chyba wszystkich zgromadzonych w klubie BARTS.
Rewelacyjne były też dwa występy na scenie ATP: pierwszy należący do hiphopowego duetu Run The Jewels drugi do Jona Hopkinsa, który zaprezentował elektryzujący, rytmiczny i doskonale wyważony set.
Prawdopodobnie nie zapomnę też koncertu The Strokes, choć szczerze mówiąc wolałabym o nim zapomnieć jak najszybciej. Widok półprzytomnego wokalisty, który najwyraźniej przegrał z nałogiem był tak przykry, że radości nie sprawiły mi nawet moje ulubione piosenki.
Na koniec słów kilka o samej Barcelonie. Przełom maja i czerwca to idealny moment, aby odwiedzić to miasto. Temperatury oscylują w granicach 24-25 stopni, a więc nie ma mowy o gotowaniu się w upale ani na koncertach, ani podczas zwiedzania. Pomimo tego, iż na festiwalu codziennie pojawia się około 50 tys. osób, Barcelona nie wydaje się z tego powodu wyjątkowo zatłoczona.
Czy da się zwiedzić Barcelonę podczas wizyty na Primavera Sound? Tak, ale tylko jeśli przyjedziemy tam na więcej niż trzy dni. Koncerty trwające po kilkanaście godzin potrafią wykończyć nawet najbardziej wytrzymałych zawodników. Kilka dni spędzonych poza terenem festiwalu spokojnie wystarczy jednak na zobaczenie zarówno najsłynniejszych turystycznych punktów Barcelony (Sagrada Família, kamienice projektu Gaudiego, Park Güell, La Rambla, Montjuïc), jak i spędzenie kilku godzin na plaży czy wałęsaniu się po rozmaitych dzielnicach, np. Barri Gòtic.
Jeśli chcielibyście więc zaznać trochę hiszpańskiego festiwalowego klimatu, już teraz zarezerwujcie sobie ostatnie dni maja 2016 roku. Jestem pewna, że nie pożałujecie!