Ulubione. Szymon Holcman
Co poniedziałek zmuszam jedną osobę do nadludzkiego wysiłku. Zadanie polega na tym, by wybrać jedną książkę, jeden film i jedną piosenkę, które w jakiś sposób są ważne dla ankietowanego. Może być to wybór podyktowany nastrojem chwili, może być tzw. życiówka. I trzeba uzasadnić
Szymon Holcman (wyd. kultura gniewu) umęczył się okrutnie, ale w końcu wybrał: „Jest to wybór szczery. Metoda najtrudniejsza, najbardziej bolesna. Wymagająca wysiłku, wyrzeczeń i nie przynosząca satysfakcji, bo zawsze można było podać co innego…”
Szymon Holcman, rocznik 77, (południowe, nasłonecznione stoki), absolwent filmoznawstwa na UJ. Swoje największe pasje – kino i komiksy – zamienił w pracę: przez 10 lat związany był z Gutek Film, a od 11 wydaje komiksy w wydawnictwie kultura gniewu. Pisanymi z rzadka tekstami o muzyce próbuje obrzydzić sobie ostatnie hobby. Wtedy z rozrywek zostanie mu już tylko gra w FIFĘ na konsoli. Chociaż ją akurat traktuje najbardziej ambicjonalnie. Podobnie jak picie whisky. Tata Heli i Anieli.
Książka
Marjane Satrapi, „Persepolis”, Post 2006 / Egmont 2015.
Tego, że tu musiał znaleźć się komiks chyba nie muszę tłumaczyć. Moim ulubionym jest „Maus” Arta Spiegelmana. A jednak zdecydowałem się na „Persepolis”, bo choć drugi na liście, ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Zmienił moje życie. Po raz pierwszy opowieść o dzieciństwie autorki w Iranie lat 80. czytałem gdzieś na przełomie 2003/04 roku z oryginalnych francuskich wydań, mozolnie sprawdzając w słowniku, co drugie słowo. A i tak zachwyciła. Do tego stopnia, że zacząłem myśleć: „dlaczego nikt w Polsce nie wydaje takich komiksów?”. To zaprowadziło mnie do kolejnej myśli: „skoro nikt nie wydaje, to trzeba samemu to zrobić”. Polskie wydanie „Persepolis” ukazało się potem w zupełnie innym wydawnictwie, ale ja zostałem wydawcą.
Piosenka
Wings, „Silly Love Songs”.
To jest taki numer, który mogę puścić rano i po kilku godzinach zorientować się, że zapętlony cały czas leci. I nie męczy, nie nudzi. Wręcz przeciwnie. Noga cały czas sama chodzi. Czysta, niezmącona popowa radość, czyli to czego szukam w muzyce. W warstwie tekstowej to z kolei poważna deklaracja, która jest mi bliska. McCartney udowadnia też tą piosenką – bo że potrafi pisać przebojowe kawałki to oczywiste – że jest znakomitym basistą, bo tylko tacy piszą takie tłuste linie, jak ta z „Silly Love Songs”.
Film
„Annie Hall”, Woody Allen, 1977.
Do tego stopnia ulubiony, że nawet napisanie o nim dużej części pracy magisterskiej – „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o miłości, ale baliście się zapytać na podstawie wybranych filmów Woody Allena” – nie obrzydziło mi go. Klasyczna historia damsko-męskiej relacji opowiedziana w nieklasyczny sposób. Dowcipna, inteligentna, z bohaterami którzy mają fantastyczne życie, a jednak ciągle czegoś im brakuje. No i ten Nowy Jork! A może przede wszystkim otwierająca scena.