Meet the men with dirty hands: Marcin Gajewski
Tekst: Marta Mach
Zdjęcia: Bartek Wieczorek
Marcin Gajewski jest hodowcą i kolekcjonerem. Zawodowo prowadzi własną agencję talentów Division Art i jest dyrektorem agencji modelek Division Model.
MM: Długo jesteś pszczelarzem?
MG: Nie, pszczelarstwo to moja najnowsza z wielu pasji. Pierwszy ul postawiłem pod koniec zeszłego lata. W ciągu dwóch miesięcy miałem już cztery.
MM: Jak ważną rolę w twoim życiu odgrywa praca?
MG: Dzięki pracy, którą się pasjonuję, zarabiam na życie i rodzinę. Pracuję intensywnie – do kilkunastu godzin dziennie. Dlatego równie ważne są dla mnie pasje „po pracy”, które są naturalną, zdrową odskocznią.
MM: Jakie masz marzenia zawodowe?
MG: Kiedyś zakładałem sobie cele zawodowe, jak na przykład: zabukowanie modelki czy artysty do okładki magazynu Vogue. W momencie, kiedy pierwszy raz mi się to udało, pomyślałem, że jestem mistrzem świata. Chwilę potem pojawiła się pustka. Dziś kieruję się w pracy kilkoma ważnymi zasadami: droga jest celem; nie sztuka wejść na górę – sztuka z niej nie spaść; nie muszę sobie nic udowadniać. Okładki dla Vogue’a bukuję teraz regularnie. Moim dążeniem zawodowym jest, by w tym niełatwym biznesie pozostać człowiekiem, sobą, a nie kolejną osobą zachłyśniętą blichtrem.
MM: Skąd zainteresowanie pszczołami?
MG: Świat zwierząt ogólnie bardzo mnie interesuje. Od kilku lat zbieram motyle i chrabąszcze. Wgryzanie się w wiedzę o owadach zawiodło mnie do zainteresowania pszczołami. Ule postawiłem również z powodów ekologicznych.
MM: Jak nauczyłeś się opiekować pszczołami?
MG: Z książek. A w zasadzie z jednej książki. Pomógł mi też bardzo pan Wojtek – mój sąsiad, od którego kupiłem pierwszy ul i pszczelą rodzinę. W każdej chwili mogę zadzwonić do niego z prośbą o poradę.
MM: Jak ważne w pracy przy ulach jest ubranie?
MG: Pszczoła ma jad praktycznie identyczny z jadem grzechotnika. 500 ugryzień zabije nawet najodporniejsza osobę. Jeśli w jednym ulu mieszka rodzina licząca od 40 do 60 tysięcy pszczół, nietrudno sobie wyobrazić, jak bardzo niebezpieczne jest to zajęcie bez odpowiedniego stroju ochronnego, bo pszczoły czasem wpadają w szał. Kapelusz chroni mnie przed ewentualną utratą wzroku, kombinezon przed spuchnięciem. Kiedyś grzebałem w ulu tylko w kapeluszu. Następnego dnia miałem dwa razy grubszą rękę.
MM: A na co dzień? Jak ważne jest ubranie w osobistej identyfikacji?
MG: Mimo, że od lat pracuję w branży modowej, dla mnie osobiście najważniejsze jest, żeby czuć się ubranym, a nie przebranym. Ubiór cię identyfikuje. Przede wszystkim w oczach innych.