Inne magazyny czyli co mnie kręci, co mnie podnieca
Tekst: Marta Mach
The Gentlewoman Spring and Summer 2015
Choć nie przepadam za pytaniami o ulubioną książkę, płytę, ulubiony film, zapytana o magazyn z ręką na sercu mogę przyznać, że poza Zwykłym Życiem, które jest z oczywistych względów poza jakimkolwiek rankingiem, The Gentlewoman to mój ulubiony ze wszystkich, jakie kiedykolwiek miałam w ręku. Na każdy kolejny numer wyczekuję jak komputerowy geek na nową część ulubionej gry. I nie wiem, jak to możliwe, ale nigdy nie jestem zawiedziona. Numer Spring and Summer 2015 powalił mnie na kolana.
Okładka
Bjork w obiektywie Alaisdaira McLellana. Pierwsze po dziesięciu numerach kolorowe zdjęcie wygląda świetnie w delikatnej beżowej ramce. McLellan odwołuje się do tekstu Vanessy Griogoriadis. Autorka opisuje moment, kiedy Bjork, niczym postać z „Krzyku” Muncha łapie się za twarz, wspominając chwilę, kiedy zdała sobie sprawę, że stworzyła album „rozstaniowy”. Jest w tym zdjęciu coś, co przypomina mi portret Jane’a Babtiste’a-Mondino, który trafił na okładkę albumu Debut. Te dwa obrazy dzieli… 21 lat. (Tak, Bjork w tym roku skończy pięćdziesiątkę!)
Bjork
Wychowałam się na jej płytach, teledyskach, filmach, koncertach, najpierw oglądanych na kasetach VHS, potem – na żywo (do dziś zaliczam koncert w Sopocie w ramach W Festiwalu do jednych z najważniejszych katharsis w życiu). Ikona, wariatka, geniusz, idolka. Tekst Griogoriadis sprawia wrażenie, że wizyta w islandzkim domu artystki jest dla autorki ważnym wydarzeniem – zawodowo i osobiście. Opisuje ze szczegółami przestrzeń, gesty, zachowanie Bjork. Naturalnie, rozmawiają o rozstaniu z Matthew Barney’em, ale głównie w kontekście pytań o pracę nad najnowszym albumem, który cały tym rozstaniem krzyczy. Bjork opowiada poza tym o swoim zwykłym życiu podzielonym między Islandię a Nowy Jork, a Griogoriadis wtrąca w tekście wiele szczegółów z jej biografii, o których nie miałam pojęcia.
Gentlewomen
Lubię sposób, w jaki The Gentlewoman dobiera swoje bohaterki. Interesujące, silne, pracujące. Poza tym dzieli je wszystko: wiek, rasa, pochodzenie, zainteresowania. W tym numerze mamy więc między innymi wywiad z Mirandą July a propos jej niedawno wydanej książki pt.: The First Bad Man, portrety: Raine, Countess Spencer, 85-letniej aktywnej pani dyrektor Harrods International i Harrods Estate (Ma fisia na punkcie paznokci, manicure robi sobie samodzielnie, czego nauczyła się w dzieciństwie od manicurzystki swojej matki. Z tego względu nie uległa modzie na każdy paznokieć w innym kolorze – nie miałabyna to czasu) i Sussie Wolff, jedynej brytyjskiej kierowcy Formuły 1, która w zeszłym roku jako pierwsza kobieta od 22 lat wzięła udział w weekendzie Grand Prix (Mercedes zaproponował jej swego czasu jazdę różowym samochodem, którego nie znosiła. Bardziej jednak denerwował jej przeciwników, których w nim prześcigała).
Kucyk i garnitur
W edytorialu Leny C Emery bezpretensjonalnie, ale z ogromną klasą stylizowanym przez Agatę Belcen, modelki nie mają głów. Nie, nie, to nie jedna z tych ciasno kadrowanych, skupiających się na detalach sesji, z których zasłynął magazyn. U Emery jest pustynia, są szerokie, niedbałe kadry. Tyle tylko, że modelki mają poucinane głowy. Genialne. Jest też w tym numerze klasyk gatunku. Sfotografowany przez tę samą fotografkę. To kucyki uczesane na różnych głowach na różne sposoby. Benjamin Aleksander Husbey bez patosu fotografuje modę na Iselin Steiro, która pozuje mu w siódmym miesiącu ciąży. A jeśli o prostocie mowa, to jak zrealizować najprostszy pomysł na najwyższym poziomie? The Gentlewoman wie jak. Hasło „garnitur” oddaje Collier Schorr, która wkłada go na Freję Beha Erichsen w doskonałym edytorialu All Day Every Day.
Ach, ty Gentlewoman! Jesteś piękna i mądra.