Babel = Wawel. Rozmowa z Dawidem Misiornym.
Tekst: Marta Mach
Zdjęcia: Dawid Misiorny
W piątek, 9 stycznia w krakowskiej galerii Zpaf otwiera się wystawa fotografii Dawida Misiornego „BABEL”. Artysta zbudował ekspozycję, która powraca do zagadnienia procesu interpretacji fotografii. Wybór zdjęć zestawiony zostanie w sekwencje, które co tydzień co tydzień będą się zmieniać. Tak powstaną cztery odmienne linie narracyjne.
Marta Mach: W czerwcu przy okazji Gallery Weekend w Poznaniu podczas naszej niezobowiązującej pogawędki na krawężniku wątpiłeś w fotografię i to, czy nadaj chcesz się w niej rozwijać. Z ulgą zobaczyłam informację o otwarciu twojej wystawy BABEL w krakowskiej galerii Zpaf. Czyli jednak nadal jesteś fotografem?
Dawid Misiorny: Kiedy przeczytałem, że 1,8 biliona zdjęć wrzuca się dziennie do internetu, z czego publikacje na Instagramie i Facebooku to 240 tysięcy zdjęć na minutę, zacząłem zastanawiać się, co te dane znaczą dla kogoś, kto ma aspiracje zajmowania się fotografią profesjonalnie. Czy w ogóle jest sens oscylowania wokół takich terminologii jak profesjonalny fotograf dziś, a jeśli tak, to co ten termin oznacza? Przecież każdy z nas robi zdjęcia. Innymi słowy, zastanawiałem się, jak w obrazowym gąszczu odszukać miejsce dla siebie. Naturalnie, fotografia w internecie to nie wszystko. Niemniej jednak bardzo podobnie schemat ten objawiałby się w przypadku każdej innej możliwości dystrybuowania obrazów.
Pewnie właśnie wtedy się spotkaliśmy, ale nie pamiętam żebym wątpił w fotografię w ogóle. Mniej więcej w tym samym czasie założyliśmy przecież z Michałem Grochowiakiem, Ewą Dyszlewicz i Adamem Mazurem magazyn o współczesnej fotografii „Magenta”. Nie robiłbym tego, gdybym w nią wątpił.
MM: Babel czyli pomieszane języki i komunikacyjny chaos. Język obrazów ma być uniwersalny? Taki, że każdy go zrozumie?
DM: Język obrazów jest uniwersalny. Na tym polega jego największa siła. Można go czytać można intuicyjnie i zdecydowanie szybciej. To pewnie przyczyniło do wzrostu popularności form komunikacji obecnie: poczynając od emotikon w messengerze czy wszelakich komunikatorów wizualnych, poprzez wizualny branding zalewający nas zewsząd. I wreszcie problemy z unifikowaną tożsamością kulturową krajów zachodnich.
Żyjemy w kulturze wizualnej. Mam wrażenie, że natłok obrazów sprawia, że czytamy je byle jak. Jakby nasza percepcja nie nadążała z katalogowaniem wizualnych danych. To sprawia, że często odczytujemy fotografię bardzo powierzchownie. Po za tym, dochodzi druga kwestia, jaką jest świadomość osoby czytającej. Parafrazując Bosackiego: wartość obrazu zależy od inteligencji obserwatora. Trudno, by każdy widział tyle samo i interpretował w ten sam sposób. Na pewnych poziomach powstają dysonanse poznawcze i tworzenie subiektywnego odbioru.
MM: Jakim kluczem kierowałeś się, wybierając zdjęcia na wystawę?
DM: Często wracam do zdjęć, które zrobiłem w przeszłości. Namiętnie przeglądam archiwa, uzupełniam nowszymi zdjęciami i na odwrót. Inspirujące były dla mnie trzy teksty. “Różnica i powtórzenie” Gilles’a Deleuze’a, a zwłaszcza koncepcja podmiotu w nim opisana. Autor nie traktuje podmiotowości jako czegoś, co jest nam dane, ale jako coś co dopiero ma powstać. “Pamięć i życie” Henry’ego Bergsona, gdzie francuz wykłada zależności między pamięcią a wyobrażeniem oraz różnice między oddziaływaniem obrazu na obraz i schematu na obraz. „Przeciw interpretacji” Sontag – szczególnie fragmenty o bizantynizmie i nadmiarze. I jeszcze żart słowny: Babel = Wawel.
MM: Babel = Wawel?
DM: Kartkę z takim napisem powiesiłem sobie nad biurkiem w trakcie pracy nad wystawą. Była dla mnie inspiracją i jednocześnie „przypominaczem” o terminie. I zobacz: wystarczy podmienić B na W i od razu zmienia się sens. O tym jest ta wystawa.
Przypowieść o wieży Babel jest metaforą dla aktualnych problemów: indywiduum a zbiorowość, pęd w kierunku pozornego rozwoju, kapitalizm a globalizm, a także szerzej posunięte wnioski za tym idące jak np. struktura władzy poznawczych oraz techniki manipulacyjne podmiotu.
MM: W tekście kuratorskim do wystawy Piotr Sikora pisze, że zabiegiem zmieniających się sekwencji podważasz siłę pojedynczych obrazów. Czy rzeczywiście pojedynczy obraz traci na mocy przekazu zestawiony z innym/innymi?
DM: Nie wiem. Z jednej strony zyskuje, z drugiej traci. Musząc dzielić się odbiór z sekwencją obrazów, relacjami ich łączącymi i możliwościami czytania tych relacji. Zresztą nie wyobrażam sobie zdjęcia, które egzystować by mogły jako pojedynczy obraz. Zawsze znajdą się jakaś analogie, refleksje, nawet na poziomie najbardziej absurdalnym.
MM: Czy to nie z tego słynie twoja twórczość? Z mocnych, wyrazistych obrazów, które „mówią same za siebie”?
DM: Jasne. Takich pewnie nie zabraknie.
MM: Chcesz poprzez „BABEL” opowiedzieć jakąś historię?
DM: Nie. Opowiadanie historii to rzecz, która interesowała i interesuje mnie najmniej w fotografii.
Dawid Misiorny (ur. 1985 r., Poznań)
Absolwent Wydziału Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu, student Intermediów na Wydziale Komunikacji Multimedialnej UAP. W 2012 r. został laureatem Miesiąca Fotografii w Krakowie. Jego prace były pokazywane na wielu wystawach zbiorowych (m.in. Paris Photo, 2011; Miesiąc Fotografii w Krakowie, 2012; Biennale Fotografii w Poznaniu, 2013, oraz Galerii Piekary w 2014 r). W latach 2012-2013 współpracował z Self Publish, Be Happy w Londynie. Publikował także w magazynach „Kwartalnik Fotografia”, „Punkt”, „PIG”, „Holy Ghost”, „Romka”, „Szum”, „Zwykłe Życie” i wielu innych. W 2013 pełnił funkcję jurora podczas Warsaw Photo Days, a od 2014 jest redaktorem naczelnym magazynu poświęconego fotografii współczesnej „Magenta”.
Więcej szczegółów o wystawie znajdziecie TUTAJ