Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

O atlasie grzybów jakiego jeszcze świat nie widział oraz… czernidłaku kołpakowatym. Przeczytajcie rozmowę Mateusza Bzówki z Zofią Leszczyńską-Niziołek, autorką „Polowania na grzyby” od wydawnictwa Buchmann.

Mateusz Bzówka: Jak to jest z tymi grzybami? Co to za kosmiczne stwory ze ściółki leśnej, którym poświęciłaś swoją książkę?

Zofia Leszczyńska-Niziołek:Z grzybami bywa różnie. Jedne są jak obcy z kosmosu lub majaki szamana, inne jak dobrzy znajomi, od lat towarzyszący nam w leśnych wędrówkach i przy stole. Wszystkie są interesujące, mają swoje zalety i wady (oczywiście z naszego, homocentrycznego punktu widzenia), z niektórymi trzeba bardzo uważać, bo mogą się na nas śmiertelnie obrazić. 

MB: Rzeczywiście lepiej ich nie tykać? Jednym z mitów, z którymi rozprawiasz się w „Polowaniu…” jest przeświadczenie o tym, że grzyby są niebezpieczne.

ZL-N: Nie, to nie tak. Grzyby są niebezpieczne dla tych, którzy są nieostrożni, nie starają się jak najwięcej o nich dowiedzieć zanim wyrusza na polowanie, nieodpowiedzialnie eksperymentują. Owocników, których nie znacie, lepiej nie tykać, szczególnie gdy celem jest grzybowa. Ale jeśli jesteście na grzybobraniu zorganizowanym przez ludzi znających się na rzeczy, w celach edukacyjnych zbierajcie różne grzyby, żeby je skonsultować. Taka lekcja w lesie jest na wagę złota lub zdrowej wątroby. Większość z nas zaczyna swoje polowanie na grzyby od powszechnie znanych gatunków, które nie zrobią nam krzywdy. Borowiki szlachetne, podgrzybki brunatne i zajączki, maślaki zwyczajne obłaskawiło już wiele pokoleń łowców-zbieraczy i tu raczej nie ma się czego bać.

MB: A skąd u ciebie takie zainteresowanie grzybami?

ZL-N: Z dzieciństwa, z pobytów na wsi u babci Reni, która zbierała ze mną grzyby w ogrodzie i zabierała mnie do lasu na pierwsze w moim życiu grzybobrania. A potem piekłyśmy rydze na kuchennej blasze i kanie na patelni, i robiłyśmy najlepszą na świecie zupę z suszu. W latach 80., gdy dorastałam, powszechnie pozwalano dzieciom jeść grzyby leśne, dziś wiemy, że to nie był dobry pomysł.

Polowanie na grzyby? Tylko z Zofią Leszczyńską-Niziołek i wydawnictwem Buchmann!

MB: Opowiedz proszę jak wyglądała twoja praca nad książką.

ZL-N: Praca nad koncepcją i układem rozdziałów poszła nadspodziewanie szybko. Mój wydawca – wyd. Buchmann, zażyczyło sobie nietypowej książki o grzybach, jakiej nie było jeszcze na rynku, stąd formuła osobistego atlasu, prywatnej opowieści, ale z rzetelną faktografią. Najwięcej czasu zajęło mi i Karolowi, mojemu mężowi, wytropienie grzybów do zdjęć. Część oczywiście mieliśmy, ale większość fotografii robiliśmy specjalnie do tej publikacji.

Były momenty zwątpienia, jednak generalnie tworzenie tej książki sprawiało mi dużą przyjemność. Książka taka jak „Polowanie na grzyby” to wysiłek zbiorowy, któremu ostateczny kształt nadaje wydawca. Więc jeszcze raz dziękuję wszystkim.

MB: A czy masz jakiś ulubiony rodzaj lub gatunek grzyba? Ja chyba najbardziej lubię kurki. Co cenisz sobie w grzybach bardziej: ich walory smakowe czy może czasem niemalże bajeczne kształty i kolory?

ZL-N: Obsesyjnie wręcz kocham czernidłaki kołpakowate, co zresztą wyziera z mojej książki. W kuchni pierwszeństwo mają walory smakowe i łatwość przetwarzania. Tu borowik szlachetny ma poczesne miejsce. W lesie lub na łące wygrywa jednak piękno owocników, niesamowite formy i właściwości oraz… czernidłak kołpakowaty. Zdecydowanie.

Zofia Leszczyńska-Niziołek, „Polowanie na grzyby”, wyd. Buchmann