Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

“Gdy kończy mi się jeden projekt, zaczynam szukać na siebie kolejnych pomysłów. Nie umiem stać w miejscu i odcinać kuponów.” O spełnianiu marzeń, artystycznych i życiowych inspiracjach, nieustannej potrzebie tworzenia, a także o najbliższych artystycznych planach rozmawiamy z aktorką, piosenkarką i kompozytorką Olgą Bończyk.

Ola Kozak: Pracuje Pani zarówno jako aktorka jak i piosenkarka – czy te role wzajemnie się uzupełniają czy idą swoimi indywidualnymi torami?

Olga Bończyk: Cudowne w mojej pracy jest to, że wszystko czego nauczyłam się w młodości, dziś pozwala mi spełniać moje marzenia. Muzyka wypełnia niemal każdy mój dzień i nie wyobrażam sobie by mogło jej zabraknąć. Marzenia o aktorstwie spełniam za każdym razem stojąc na scenie teatralnej lub przed kamerą. Te światy często się przecinają, ale czasami biegną niezależnymi torami. Uwielbiam przychodzić do teatru, zakładać kostium, czuć zapach kulis, słyszeć gwar publiczności i wyczekującą ciszę przed podniesieniem kurtyny. To ekscytujące móc zamienić się w kogoś kim na co dzień nie jestem. Zagrać rolę. Uwielbiam też podróże w odległe rejony Polski by zagrać koncert. Każda publiczność jest inna. Każde spotkanie z widzem pozwala poczuć inną energię. Jednak od lat jedno się nie zmienia. Na scenie jestem szczęśliwa bo czuję jak z minuty na minutę udaje mi się wciągnąć widzów w mój świat i opowiadać moimi piosenkami różne historie. Czuję jak czas przestaje istnieć, a muzyka i moje piosenki łączą wszystko w całość. Moje życie to całość choć ulepiona z różnych artystycznych dróg. Lubię to moje życie artystyczne i nigdy nie zamieniłabym go na inne.

OK: Od zawsze wiedziała Pani, że chce zostać artystką? 

OB: Miałam 5 lat gdy dowiedziałam się, że mam talent muzyczny. Odkryła go Pani Zosia – przedszkolanka. Trzy lata wcześniej mój brat już rozpoczął naukę gry na skrzypcach w szkole muzycznej. Bardzo mu zazdrościłam więc siebie widziałam jako światowej sławy pianistkę. Scena była moim marzeniem. Potem tylko te marzenia trochę skorygowałam. Nie fortepian tylko piosenka, estrada i scena teatralna. Marzenia się spełniają.

OK: Czy tworzenie jest trudne?

OB: Jestem osobą bardzo kreatywną. Gdy kończy mi się jeden projekt, zaczynam szukać na siebie kolejnych pomysłów. Nie umiem stać w miejscu i odcinać kuponów. Wiem że gdyby tak się stało, to byłby już mój koniec. Uwielbiam rozmyślać, planować, tworzyć wizje, nawet gdyby miały być tylko projektami nie do zrealizowania. Mam w sobie jakiś motorek, który nie pozwala mi spokojnie zasnąć gdy nie mam przed sobą jakichś artystycznych perspektyw. Może dlatego nigdy nie narzekam na brak pracy. Bo ją siebie sama wymyślam a potem kreuję.

OK: Czy ma Pani swoje autorytety, osoby którymi się Pani inspiruje?

OB: Och, jest ich wielu. Zależy o jaką dziedzinę Pani pyta. W latach studenckich moim wzorem wokalnym była (i jest nadal) Barbra Streisand. Aktorka, reżyserka, producentka, znakomita wokalistka. Wzór niedościgniony. Artystka o niespotykanej barwie głosu. Jej muzykalność, frazowanie, interpretacja piosenek powinna być analizowana w Akademiach Muzycznych na wydziałach wokalnych. Podobne odczucia mam w stosunku do Franka Sinatry. Ale w Polsce też mamy wielu znakomitych artystów, których kompozycje i wielka wrażliwość muzyczna miały wpływ na mój gust muzyczny i artystyczny: Santor, Wodecki, Korcz, Wasowski teksty Młynarskiego, Kofty, Osieckiej, Przybory… To czasy mojej młodości. A dziś? Jestem chyba dużo bardziej otwarta i mam szeroko otwarta głowę by czerpać z wielu źródeł i nie zamykać się na to czym nasiąkałam w młodości. Lubię wyzwania bo okazuje się, że nagle w nieznanej przestrzeni potrafię poczuć się jak ryba w wodzie. I takie odkrycia uwielbiam najbardziej.

OK: Ma Pani również szczęście współpracować z artystami, którzy mieli wpływ na kształtowanie Pani gustu muzycznego. Które kolaboracje wspomina Pani najlepiej?

OB: Rzeczywiście, mam szczęście współpracować z wieloma wspaniałymi artystami,  których bardzo cenię i szanuję, a pracę z nimi poczytuję sobie za wielki honor i wyróżnienie. Są wśród nich Włodzimierz Korcz, Alicja Majewska, Krzysztof Herdzin, Jacek Piskorz i wielu, wielu innych artystów, których jest długa lista. Od każdego czegoś się uczę i każdy jest dla mnie inspiracją. Włodek Korcz ma wciąż niezmordowane siły i odwagę pokazywać gdzie można szukać swojego muzycznego języka. Jego uwagi niezwykle biorę sobie do serca. Alicja jest dla mnie wielką osobowością sceniczną i przykładem, że gdy śpiewa się z miłością i charyzmą czas nie gra roli. Piosenki Ireny Santor towarzyszyły mi odkąd pamiętam i niemal wszystkie znałam na pamięć. Współpraca z Krzysztofem Herdzinem to dla mnie wielki zaszczyt. On sam ma tak wielki talent, że zawsze przy nim czuję się jak mała dziewczynka, która dopiero zaczyna swoją przygodę z muzyką. Z uwagą wsłuchuję się w każdą jego uwagę i podpowiedź. Był jeszcze Zbyszek Wodecki, który zostawił w moim sercu wielką pustkę. Jego barwa głosu, muzykalność, wyobraźnia muzyczna, wyczucie publiczności i swoboda sceniczna. On był z nią zrośnięty. Mam wielkie szczęście w życiu, że spotykam takich artystów.

OK: Co natomiast inspiruje Panią w codziennym życiu?

OB: Bardzo wiele rzeczy. Obrazy, książki, filmy, dźwięki, zapachy, spacerująca para w parku, sroka, która przegania kota siedzącego na płocie, cichy szum fal… Wiem, że to brzmi teraz banalnie, ale z banału powstają najpiękniejsze artystyczne historie. Nic nie poradzę. Taka już jestem.

OK: Jak wygląda zwykły dzień Olgi Bończyk?

OB: Nie mam zwykłych dni… Każdy jest inny. Jeśli mogę spać dłużej, nie nastawiam budzika. Lecz gdy trzeba wstać o 5 nad ranem, jestem jak żołnierz. Moje koty Tosia i Stefan jednak mają swoje zwyczaje i nie pozwalają zbyt długo wylegiwać mi się w łóżku. Zwykle nie jadam śniadań, ale moje koty muszą je dostać i cały poranny rytuał musi się odbyć. Mój żołądek rozkręca się około południa. Rano gorąca woda z cytryną i biegnę do zajęć. Codziennie są inne. Spotkania, próby w teatrze albo z muzykami. Wolne dni od prób czy obowiązkowych zajęć wykorzystuję na załatwianie przyziemnych spraw takich jak: księgowa, poczta, zakupy wszystkiego co potrzebne w domu począwszy od papieru toaletowego po tusz do drukarki. Jeśli nie mam wieczornego spektaklu, idę do kina lub nadrabiam zaległości w czytaniu książek lub idę do teatru oglądać moich kolegów. Lubię teatr i kino. Aha… jeszcze maile. Muszę mieć czas na odpisanie na maile. Nie lubię mieć zaległości. Najbardziej lubię wieczorne „nic nierobienie”. Włączony telewizor, koty na kolanach i cisza… Chyba najbardziej lubię ten spokój i poczucie bezpieczeństwa, które sobie stworzyłam. Moment kiedy leżę w łóżku i radość, że tak wiele zawdzięczam moim rodzicom. Bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem. Lubię moje życie i te moje „niezwyczajne” dni.

OK: Wspomina Pani swoich rodziców. Czy mieli oni duży wpływ na Pani artystyczne wybory?

OB: Choć rodzice podjęli fundamentalną decyzję o początku mojej drogi artystycznej to tak naprawdę wszystko co działo się potem było już moim własnym wyborem. Akademia Muzyczna, aktorstwo, estrada, koncerty…wyjazd z Wrocławia do Warszawy. Wszystkie decyzje podejmowałam intuicyjnie i choć wiele z nich okupiłam łzami i poczuciem klęski to zawsze potrafiłam podnieść się z kolan i iść dalej. Dziś jestem dumna z siebie bo wszystko co osiągnęłam, zawdzięczam po pierwsze rodzicom, którzy we mnie uwierzyli i dali szansę wejść w świat muzyki. Po drugie – mistrzom, których spotkałam na swojej drodze, a było ich wielu. I po trzecie – swojej intuicji i wewnętrznemu przekonaniu, że scena jest moim miejscem na ziemi. Nigdy w siebie nie zwątpiłam. Nikomu nie pozwoliłam zachwiać mojej wiary w siebie ani zniszczyć tego co dostałam od rodziców – ich poświęcenie, by wychować w świecie ciszy swoje dzieci, które okazały się uzdolnione muzycznie. Dziś to procentuje i dlatego mam w sobie poczucie wielkiego szczęścia, że jestem tu gdzie jestem.

OK: W jaki sposób lubi Pani spędzać wolny czas?

OB: Nie będę oryginalna. Ponieważ wolnego czasu nie mam zbyt wiele, nadrabiam wszelkie zaległości kinowe, teatralne i książkowe. A i tak mam poczucie że wiele dobrych pozycji bezpowrotnie przegapiłam…

OK: Gra Pani również na fortepianie, jakie były początki gry na tym instrumencie?

OB: Nie są to początki, które przyprawiają o zawrót głowy. Szkoła muzyczna I i II stopnia we Wrocławiu. W ciężkim tornistrze, który taszczyłam jako 6 latka miałam komplet nut na lekcje fortepianu. Gamy, pasaże – konieczność, której nie dało się pominąć na żadnym etapie edukacji, a także łatwe utwory na fortepian. Początkowo ćwiczenia zabierały godzinę dziennie. Z roku na rok coraz więcej, aż w klasie maturalnej bywało że ćwiczyłam 6-7 godzin dziennie. Dziś wiem, że tamten czas wyrobił we mnie cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celu. Przykuć nastolatka do instrumentu na tyle godzin? Dziś wydaje się to niemożliwe, a tak wyglądało moje dzieciństwo i młodość. Ale… nie żałuję.

OK: A jak dziś wygląda Pani relacja z instrumentem?

OB: Mam w domu pianino CASIO Celviano Grand Hybrid, na którym gram dla przyjemności, komponuję, aranżuję, uspokajam się przy jego kojących dźwiękach. Sam instrument jest piękny i idealnie wpasowuje się w domowe wnętrza. Jest eleganckie a gra na nim to czysta przyjemność. Profesjonalnie gra na nim mój pianista podczas naszych prób muzycznych do koncertów. I jest pod ogromnym wrażeniem możliwości jakie pianino CASIO oferuje. Chwali autentyczne doznania pełno wymiarowej klawiatury, brzmienie odpowiadające instrumentowi akustycznemu, bardzo realną pracę pedałów i mechanizmu młoteczkowego, a dodatkowo wiele możliwości zaawansowanej technologii cyfrowej. Dla mnie to niezwykle ważne, ponieważ profesjonalne instrumenty dają wielki komfort pracy, a hybrydowe pianino CASIO takie właśnie jest. Jest ono również idealne, kiedy nie chcemy nikomu przeszkadzać. Wystarczy podłączyć słuchawki i można grać nawet w nocy.

 

Casio Music

OK: Jakiej muzyki słucha Pani na co dzień?

OB: Najchętniej klasycznej. W samochodzie szukam stacji, które taką właśnie muzykę nadają. Świat pędzi zbyt szybko. Muzyka musi mnie koić. A Chopin, Czajkowski, Rachmaninow, Bach, Mozart, Beethoven, Mahler to esencja równowagi i harmonii.

OK: O czym Pani marzy i jakie są Pani najbliższe plany?

OB: Marzeń mam wiele, ale aby mogły się spokojnie wykluwać nie będę ich płoszyć i mówić o nich. A plany? Bardzo konkretne: dwie lub nawet trzy premiery teatralne czekają mnie w tym roku. Program muzyczny, który mam nadzieję będzie miłą niespodzianką dla tych, którzy chcieli by mnie zobaczyć w nowej produkcji. Ale to co najważniejsze (bo już wydarzy się za kilka tygodni) to premiera mojego singla zapowiadającego nowa płytę, piosenka nosi tytuł „Więcej Niż Kochanek” do słów Igora Jaszczuka z muzyką Adama Abramka. Wierzę, że ta nowa odsłona Olgi Bończyk spodoba się wszystkim, którzy od dłuższego już czasu czekają na moją nową płytę.