Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Frymuśna, fikuśna i zawadiacka, ale też elegancka i dla wybrańców. O czym mowa? O poszetce – niewielkiej ozdobnej chusteczce, często będącej krawieckim dziełem sztuki wystającym z kieszonki marynarki eleganckiego mężczyzny. Z Joanną i Tomkiem Godziek, założycielami marki, sklepu internetowego oraz salonu i pracowni Poszetka na ulicy Morcinka w Katowicach, rozmawiamy o ich, niekoniecznie oczywistej, drodze do fascynacji modą męską, prowadzeniu firmy rodzinnej oraz miłości do lokalności.

Mateusz Bzówka: Zacznijmy od podstaw. Powiedzcie, proszę, czym jest poszetka i do czego służy. 

Joanna Godziek: Poszetka to mała wielka rzecz. Niebanalna, ręcznie obszyta chusteczka z tkaniny naturalnej, która mieszka w kieszonce marynarki każdego dżentelmena. Mimo swych rozmiarów dobrze dobrana może zdziałać cuda w stylizacji.

MB: Dlaczego zatem w taki sposób nazwaliście swój sklep i pracownię? Chociaż mam wrażenie, że dużo lepszym określeniem byłoby tutaj słowo „salon”. 

JG: Można to porównać do słowa „adidas”. To w końcu nazwa konkretnej marki, która weszła do potocznej mowy jako popularne określenie obuwia sportowego, nieważne jakiej marki. Kiedy zaczynaliśmy, w 2010 roku, nie było na polskim rynku poszetek, więc gdy zastanawialiśmy się nad nazwą, wybór padł na nazwanie firmy produktem, który tworzymy. Poza tym zależało nam na podkreśleniu naszych korzeni, więc postawiliśmy na nasz piękny rodzimy język. Poszetka, jako firma z lokalnymi korzeniami, nie mogła nazywać się inaczej.

MB: Jak wygląda wasz dzień pracy na Morcinka?

JG: Bardzo różnie. Ponieważ wyznajemy zasadę: praca dla nas, a nie my dla pracy, plan dnia jest mocno dostosowany do życia rodzinnego. Przy prowadzeniu małego biznesu, w którym wiele rzeczy dzieje się naraz, zachowujemy raczej włoski model i działamy intuicyjnie. Nie oznacza to jednak sjesty o 13 i lenistwa, wręcz przeciwnie. Staramy się nie wkładać czynności codziennych w ciasne ramy. Codziennie na Morcinka jest moment na herbatę z imbirem i kreatywne tworzenie, ale również na ciężką intensywną pracę. Między 10 a 18 w firmie wiele się dzieje. Każdy ma przypisane swoje zadania, które skrupulatnie wykonuje. Jeśli jednak klienci stacjonarni dopisują lub jest dobra aura na burzę mózgów przy projektowaniu nowych kolekcji, to odkładamy codzienność i działamy spontanicznie.

MB: Jak to się stało, że w stolicy Górnego Śląska, Katowicach, na Koszutce, pojawił się sklep, którego grupa docelowa to raczej wystylizowani od stóp po, nomen omen, poszetkę bywalcy targów Pitti Uomo w Mediolanie czy Florencji niż, z całym szacunkiem, stereotypowi mieszkańcy Śląska?

JG: Nasze serce bije lokalnie i mimo biznesu nastawionego na świadomego odbiorcę wybór miejsca był dla nas naturalny. Z początku rezydowaliśmy kątem w zaprzyjaźnionym Geszefcie – salonie z dizajnem ze Śląska, ale nie tylko. Kiedy jednak okazało się, że tuż za ścianą usycha lokal, który od początku swego istnienia nasiąkał rzemiosłem – miał tam swoją pracownię krawiec –

uznaliśmy, znowu spontanicznie i intuicyjnie, że czeka właśnie na nas. Nie wiem, na ile znasz Katowice, ale Koszutka jako jedna z najstarszych dzielnic stolicy Górnego Śląska okazała się niezwykle wdzięcznym miejscem z olbrzymim potencjałem, pełnym ciekawych ludzi.

MB: Skąd wzięła się wasza fascynacja i zamiłowanie do mody męskiej?

Tomasz Godziek: Tak naprawdę fascynacja jest konsekwencją naszego biznesu, nie na odwrót. W naszym przypadku najpierw była potrzeba wymyślenia sposobu na siebie, a że w tamtym momencie klasyczna moda męska w Polsce przeżywała swój renesans, wybór tej ścieżki był wynikiem analizy rynku.

MB: Nie uwierzę jednak, że była to zimna kalkulacja rodem z tabelki Excela.

TG: Trochę jednak tak było. Ta cała fascynacja i zainteresowanie modą męską rosła wraz z rozwojem Poszetki. Obecnie z pełną świadomością możemy powiedzieć, że wsiąknęliśmy bez reszty w ten świat. Fascynuje nas klasyczna moda męska, jej kultura i historia, szarmanckie korzenie, dopasowanie czy szycie miarowe.

Naszą fascynację modą męską dobrze opisuje claim naszej firmy: Everyday Classic. Moda klasyczna może być wygodna, praktyczna i na co dzień. Wiesz, minęły już czasy, gdy panowie mieli dwa garnitury w szafie, w których czuli się jak w przebraniu. Dokonywanie świadomych wyborów w codziennych sytuacjach co do tkanin i kolorów to świetna zabawa i sposób na wyrażenie siebie oraz pokazania kultury osobistej.

MB: Wyroby dostępne u was to rzemiosło przez duże RZ. Opowiedzcie, proszę, gdzie zaopatrujecie swój salon.

TG: Liczba tkalni, z którymi współpracujemy, jest po tylu latach bardzo mała. Jesteśmy jak dobrzy przyjaciele, wiemy o naszych mocnych i słabszych stronach, znamy się na wylot. Kontakty z firmami włoskimi i angielskimi stały się bardziej personalne. Przy składaniu każdego zamówienia rozmawiamy z kontrahentami o życiu, rodzinach czy podróżach. A trzeba mieć świadomość, że są to ci sami dostawcy, z których usług korzystają takie firmy jak Drakes, Hermes czy Turnbull Asser.

MB: Część rzeczy produkujecie lokalnie, prawda?

TG: Tak! Staramy się jak najwięcej produktów tworzyć w naszej pracowni. Lokalność to jeden z elementów DNA naszej firmy. Nasze krawcowe pochodzą ze Śląska i są wyspecjalizowane w ręcznym, precyzyjnym szyciu, kluczowym w przypadku naszych produktów. Poza rzeczami, które szyjemy u siebie (jak krawaty, poszetki, muchy, garnitury, czapki), w naszej ofercie posiadamy skrupulatnie dobrane produkty wykonywane rękami innych rzemieślników.

MB: Mam wrażenie, że klasyczna moda męska to bardzo niszowa sprawa. Jak to wygląda z waszej perspektywy?

TG: Większość naszej oferty to rzeczywiście produkt niszowy, nie każdy założy krawat z szantungu, a mucha z surówki jedwabnej czy poszetki z modalu z kaszmirem to produkty specjalistyczne. Z drugiej strony poszetka weszła na dobre do powszechnego użycia i stała się elementem popkultury. Patrząc z perspektywy naszych początków, moda klasyczna jest dużo bardziej powszechna, a mężczyźni bardziej świadomi jej użytkowości.

MB: Klasyczna moda męska kojarzy mi się z elegancją, ale również z pewnego rodzaju chłodem i wstrzemięźliwością w okazywaniu uczuć czy emocji. Mam wrażenie, że wy jednak staracie się zmieniać spojrzenie na klasyczną modę męską.

TG: Najbliżej nam do włoskiego stylu. w modzie męskiej. Jest takie pojęcie dobrze opisujące ten styl: sprezzatura. Akcentuje ono klasyczne zasady, z uwzględnieniem luzu oraz wygody, to właśnie dlatego Włosi tak naturalnie i z uśmiechem wyglądają w garniturze. Innymi słowy: zasady można nagiąć, jednak z poszanowaniem, świadomie i bez przesady. Musimy uważać, żeby z ubrania nie zrobić przebrania.

MB: Dresowa dzianina i street wear nie są dla was?

JG: Aż takimi ortodoksami nie jesteśmy! Na spacer z psem chodzimy w dresie, a na skitury w puchówce!

MB: Jeśli mielibyście wybrać po jednym ulubionym elemencie z męskiej garderoby, to co by to było i dlaczego?

TG: Marynarka to dla mnie najbardziej praktyczna odzież wierzchnia. Przy postawieniu kołnierza zastępuje kurtkę, cztery kieszenie mieszczą wszystko, to ona decyduje finalnie o elegancji ubioru. Z drugiej strony poszetka z ciekawym personalizowanym motywem potrafi dać marynarce nowe życie.

MB: A dla ciebie, Asiu?

JG: Ja kocham szale wszelkiego typu – najbardziej te wzorzyste, w ciepłych kolorach. Sama często podbieram Tomkowi z szafy. Niby kawałek materiału, a często jest najbardziej żywym elementem stroju.

Wpadnij na Poszetka.com!

MB: Jesteście parą w życiu prywatnym i w życiu zawodowym. Jak łączycie te dwie sfery swojej codzienności? Czy macie może jakieś porady dla kreatywnych par, które chcą otworzyć wspólny biznes?

JG: Nie jest to najłatwiejsze pytanie, ale wydaje mi się, że to właśnie.Brak przesadnej analizy jest kluczem w naszej relacji. Zarówno rodzinnie, jak i zawodowo czujemy, że możemy na sobie polegać. Świadomość, że sukcesy i porażki dzieli się z osobą, której równie mocno zależy, daje poczucie bezpieczeństwa. I chyba tego samego chcemy od życia – kroczymy w tym samym kierunku. Obecnie trochę wolniej, bo już niedługo spodziewamy się trzeciego dziecka. Mamy dzieciaki, psa, kanarki i firmę na głowie. Podejmowanie wszystkich wyzwań razem smakuje bardziej. Jasne, że bywa nam za ciasno, ale wtedy Tomek idzie na antresolę, a ja pracuję na dole. Ważne jest również to, że nie wstydzimy się emocji – potrafimy, delikatnie mówiąc, poróżnić się, ale również przytulić na forum, przy wszystkich pracownikach, nie jesteśmy robotami. Nasi pracownicy, z tego, co mówią, już się przyzwyczaili do tej rodzinnej atmosfery panującej na Morcinka i czują się tu swojsko.

TG: Dobrze podzieliliśmy się zadaniami. Asia zajmuje się całym zapleczem – logistyką, finansami, produkcją; ja jestem odpowiedzialny za marketing, PR, wprowadzanie nowych towarów. Wiesz, nasza rodzina wrosła w Poszetkę. To była, jest i mam nadzieję, że będzie firma rodzinna, którą być może przejmą nasze dzieci. Dużo łatwiej się pracuje i dużo łatwiej o kompromisy czy ustępstwa, jeśli masz z tyłu głowy, że jest w tym wszystkim głębszy sens.

//

Materiał opublikowany pierwotnie w numerze 20. magazynu Zwykłe Życie – Miłość.