Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Walizki wypełnione ubraniami z Indii, połączenie sił pedagoga i lekarza, a do tego potężna porcja odwagi. Nie każdy wie, że tak właśnie wyglądały początki jednej z najbardziej znanych polskich marek odzieżowych. Dziś, gdy historia marki Solar liczy blisko trzy dekady, w cyklu AMBICJA przysłuchujemy się opowieści o jej początkach. A wszystko zaczęło się od niesamowitej intuicji.

Marta Mach: Na kiedy można datować zalążek pomysłu na markę Solar?

Maria Pyzio: Firmę tworzyliśmy 30 lat temu i trzeba pamiętać, że działo się to w zupełnie innej rzeczywistości niż dzisiejsza, to był odmienny świat. Działaliśmy po omacku, nie mieliśmy żadnych dużych założeń, żadnych narzędzi.

Stanisław Bogacki: Powstanie Solar naprawdę można porównać do amerykańskiej opowieści – firmę zaczęliśmy od… garażu. Postanowiliśmy pracować w dziedzinie, na której się właściwie nie znaliśmy, czyli w zorganizowanym biznesie. To, że mieliśmy niewielką wiedzę na temat zarządzania, sprzedaży i marketingu, to jedno, ale nie wiedzieliśmy też, jakie są prawdziwe mechanizmy rynkowe, bo wtedy takiego rynku w Polsce po prostu nie było. Co więcej – nie wiedzieliśmy, co się w naszym kraju stanie. Solar zakładaliśmy w 1989 r., a zewsząd pojawiały się głosy, że jeszcze może wrócić ustrój komunistyczny, że do Polski mogą wkroczyć Rosjanie. Samo założenie firmy nie było ryzykiem, ale ryzykowaliśmy swoje całkowite poświęcenie się jej. To była kwestia dużych inwestycji i sporej odwagi. Wtedy też nie myśleliśmy o marce, o jej kreowaniu – zakładaliśmy po prostu firmę. A wszystko wzięło się od tzw. importu turystycznego.

MP: A dokładnie od moich wycieczek. Od lat marzyłam o podróży do Indii – w dzieciństwie zamiast po „Anię z Zielonego Wzgórza” sięgałam po książki podróżnicze. Jednak wtedy, w tamtych warunkach społeczno-politycznych, samo zdobycie paszportu było bardzo trudne, nie mówiąc już o zorganizowaniu wyprawy, kupnie biletu i zdobyciu funduszy. Dziś trudno w to uwierzyć, ale wtedy liczyły się znajomości, nie można było ot tak udać się do wybranego kraju. Indie były dla mnie magiczne, znałam je tylko z książek i opowieści znajomych – dobry kolega podpowiedział mi, abym jadąc tam, wzięła ze sobą towar, który będę mogła wymienić na miejscu. To o tyle ciekawe, że przecież w Polsce wtedy nic nie można było dostać. Jechałam do Indii z aparatem fotograficznym – a zdobycie tego Zenita też wcale nie było łatwe. Tamtejsze warunki rzeczywiste w Polsce były ciekawsze niż dzisiejsze gry komputerowe!

S.B.: Wtedy w Indiach, Maria była naszą specjalistką, miała niesamowitą intuicję, jeśli chodziło o ubrania, o materiały, z których były zrobione.

MP: Byłam zaskoczona i oczarowana tą ilością cudownych kolorów i fantastycznych tkanin. Zachwyciła mnie indyjska bawełna, tamtejsze wzory, jak kratka Madras, która teraz ponownie staje się modna, a na której zbudowaliśmy firmę. To było oszałamiające – można było z miejsca kupić gotowe stoki, czyli całe partie ubrań, które sprowadzaliśmy do Polski. Wówczas mogliśmy w styczniu sprzedawać letnie sukienki.

SB: Dodajmy tylko, że wtedy w naszym kraju nie można było tak po prostu kupić ubrań. Rynek był co prawda wypełniony bluzkami z Tajlandii, ale one były wykonane z tworzyw sztucznych, tego nie dało się nosić. Ludzie zdobywali więc ubrania z zagranicy. Hindusi też dostrzegli ten popyt i rozbudowywali swoje sklepy, szczególnie w Delhi. My też wpłynęliśmy na ten rozwój – Polacy kupowali hinduskie ubrania tonami. Przywoziliśmy ten towar sami, czasem to było 10 wielkich toreb i walizek.

Powstanie Solar naprawdę można porównać do amerykańskiej opowieści – firmę zaczęliśmy od… garażu...

Kampania reklamowa wiosna/lato 2019

MM: Zastanawia mnie, co znajdowało się w tych walizkach, bo przecież wówczas o stylistach czy doradcach nie było mowy. Decydował osobisty gust?

MP: Wybierałam ubrania intuicyjnie, stawiałam na to, co sama chciałabym nosić. Po powrocie z Indii okazywało się, że moje koleżanki też chętnie by się tak ubierały. Sprzedawaliśmy więc gotowe modele, ale równolegle pracowaliśmy na miejscu z lokalnymi przedsiębiorcami i rzemieślnikami. Tworzyliśmy własne wzory i printy i zlecaliśmy szycie, ale to była karkołomna praca – często spędzaliśmy długie godziny w pomieszczeniu, gdzie było co najmniej 35 stopni i działał jeden wiatrak. Pracowałam w pojedynkę, mój obecny zespół projektowy byłby wtedy wielkim marzeniem!

SB: Czasami mnie też pytano o zdanie (śmiech). Starałem się pomagać w wyborze ubrań, choć moja rola dotyczyła głównie kwestii organizacyjnych. Decyzje podejmowaliśmy wspólnie. Czasem wskazywałem to, co mi się podoba, wtedy Maria odpowiadała, że faktycznie – to jest ładne, ale się nie sprzeda. Do dzisiaj ma tę niesamowitą sprzedażową intuicję.

MP: Chcieliśmy tu, w Polsce, sprzedawać coś zupełnie innego, doskonałego jakościowo, jak czystą bawełnę i jedwab. Te indyjskie sukienki były wspaniałe, kobiety chętnie je kupowały, ale z czasem okazało się, że to za mało – mamy przecież cztery pory roku, a nie byliśmy przygotowani na zimę. Wtedy zwróciliśmy się w inną stronę – na targach w Niemczech i później w Polsce znaleźliśmy producenta wysokiej jakości dzianiny z Hongkongu. I tak się zaczęła nasza historia kolekcji dzianinowej, którą mamy w ofercie do dziś.

Materiały archiwalne Solar, jesień 1994

MM: Ten pierwotnie nieco brawurowy pomysł na założenie firmy odzieżowej okazał się strzałem w dziesiątkę, ale muszę tutaj zdradzić, że Państwa wykształcenie było dalekie od mody.

MP: To prawda – moim marzeniem, zaraz obok podróżowania, było uzdrawianie świata, jak nazywam pracę z trudną młodzieżą. Ostatecznie pracowałam jako pedagog, ale szkolny, i wytrzymałam w tym systemie zaledwie kilka lat. Stanisław z kolei jest absolwentem Akademii Medycznej w Poznaniu, gdzie w 1988 r. zdobył tytuł doktorski w dziedzinie okulistyki. Można więc w uproszczeniu powiedzieć, że Solar stworzyli nauczycielka i lekarz (śmiech).

MM: Czyli wygrała intuicja. Najpierw sprzedawali Państwo ubrania przez pośredników, w zbiorowych sklepach z odzieżą, ale wreszcie przyszedł czas na pierwszy salon Solar. Kiedy i gdzie on powstał?

MP: Impulsem do stworzenia własnego sklepu było moje rozczarowanie. Pamiętam, gdy odwiedziłam jeden ze sklepów odzieżowych w poznańskim, pionierskim precentrum handlowym i zobaczyłam na witrynie nasze ubrania. Wisiały pośród zupełnie innych modeli, panował tam wizualny chaos, a ja poczułam, że nie chcę, by Solar był tak kojarzony. Pierwszy sklep z naszym logo otworzyliśmy w Poznaniu, to był 1998 r. Obecnie mamy ponad 70 salonów firmowych, a ja przez cały ten czas obserwuję, jak zmienia się podejście polskich kobiet do mody. Mamy też sporo klientek, które są z nami od początku aż do dziś. To niesamowite uczucie.

MM: Doskonale pamiętam początki Solar – pochodzę z Grudziądza i pod koniec lat 90. jeździłam z mamą na zakupy do Torunia. Obie kupowałyśmy wtedy ubrania w Solarze. Do kogo je Państwo kierowali?

SB: Tu też działaliśmy intuicyjnie. Ubrania wybierała Maria, razem stawialiśmy na podobną grupę docelową: kobiety po trzydziestce i starsze. Od początku właśnie kobiety. Mieliśmy chwilową przygodę z męskimi swetrami, ale okazało się, że polski rynek nie jest jeszcze gotowy na modę dla mężczyzn. Klientki same podpowiadały nam też, co im się podoba – na początku po prostu obserwowaliśmy, co chętniej kupują; nie było przecież wtedy zaawansowanych badań i statystyk.

Materiały archiwalne Solar, lato 1996

 

MM: Jak wyglądał wtedy rynek odzieżowy – które marki były na początku drogi Państwa wzorem, a które konkurencją?

SB: Trudno mówić o jednym i drugim, bo sam rynek dopiero się tworzył, polska moda kiełkowała. Jedynymi markami na rynku były polskie firmy państwowe: Kora, Telimena, Olimpia, Modena i oczywiście Moda Polska, ale to była kropla w morzu. Sklepy w ogóle były nieliczne i znajdowały się tylko w dużych miastach, a sieci sklepów w dzisiejszym rozumieniu po prostu nie było. Musimy też pamiętać, że w tamtym czasie nie było też ani domów towarowych, ani centrów czy ulic handlowych. Po okresie transformacji polski rynek był pustynią. Wtedy główną rolę grały bazary i składane, metalowe, uliczne stoiska często zwane szczękami. Pierwsze centra handlowe, które stanowiły podstawę nowej organizacji rynku, pojawiły się dopiero z końcem 1997 roku.

MM: Właśnie.  I nastąpił wtedy ten moment, kiedy „Polacy wcale nie chcieli spacerować ulicami w poszukiwaniu kolejnych butików. W Polsce bowiem zaczęły powstawać zupełnie nowe bazary – z obfitością zagranicznych marek i kawą latte do kompletu”, jak pisze Karolina Sulej w książce „Modni”. Jak marka Solar odnalazła się w nowych nawykach zakupowych Polaków? Czy od razu postanowiliście, że sklepy muszą przenieść się do galerii?

SB: Kiedy rynek w Polsce zaczął się organizować w nowoczesny sposób i pojawiały się centra handlowe, natychmiast staraliśmy się o powierzchnię sprzedażową w takich miejscach. To nie było jednak takie łatwe, ponieważ centra handlowe były budowane przez zagranicznych inwestorów, którzy na początku nie byli przekonani do polskich marek. Potem sytuacja zaczęła się bardzo szybko zmieniać. Dość wcześnie wyczuliśmy, że centra handlowe będą stanowiły podstawę handlu detalicznego w naszym kraju, m.in. z tych powodów, o których mówiliśmy wcześniej – braku jakiejkolwiek innej struktury rynkowej i jednoczesnej niemożności wykreowania ulic handlowych. Proszę sobie wyobrazić, że wszystkie lokale – mieszkalne i użytkowe – przy głównych ulicach w większych miastach były własnością prywatną. Oznacza to, że chcąc stworzyć sieć sklepów, trzeba by było rozmawiać z każdym właścicielem, w każdym mieście, ustalając różne warunki. Były takie przypadki, że ktoś otwierał sklep, zaczęło mu się powodzić, a wtedy właściciel lokalu robił wszystko, żeby tę przestrzeń z powrotem przejąć i rozpocząć własny interes. Na polskim rynku całkowicie brakowało zasad i to właśnie centra handlowe zaczęły wprowadzać dobre standardy, takie jak stałe czynsze czy ochrona, dzięki czemu można było skupić się na rozwoju biznesu. Nie trzeba było też samemu szukać odpowiednich lokalizacji sprzedażowych przy ulicach dużych miast, polski rynek stał się najłatwiejszy, a to było bardzo korzystne z punktu widzenia budowania sieci.

MM: Solar słynie z jakości. Proszę opowiedzieć o tkaninach. Jak je wybieracie? Skąd pochodzą?

MP: O tym, co pojawi się w kolekcji – także w kwestii materiałów – decydujemy wspólnie z zespołem projektowym. To grupa młodych, bardzo zdolnych i zaufanych kobiet, którym staram się pomagać i doradzać, ale bez których Solar by po prostu nie istniał. Nasze projektantki uczestniczą we wszystkich ważnych branżowych wydarzeniach, w tym w targach mody oraz tkanin. Wybierają materiały, z których Solar jest znany od lat – dobrych jakościowo, ale też niebanalnych, z ciekawymi wzorami, które są naszym znakiem rozpoznawczym.

MM: Właśnie, dział projektowy to same kobiety i kobiet w ogóle jest u Państwa wiele. Jak dziś wygląda struktura firmy? Ile osób tworzy Solar?

Aleksandra Danel: Obecnie w Solarze zatrudniamy prawie 800 osób, które pracują w poznańskim biurze i w sieci sklepów w całej Polsce. Nasza firma to naturalnie także mężczyźni, ale rzeczywiście – budują ją głównie kobiety. W zasadzie Solar jest tworzony przez kobiety dla kobiet. My, kobiety, mamy inne spojrzenie na sprawy codzienne i na pracę w zespole – to bardzo cenne i wartościowe doświadczenia, z których czerpiemy inspirację do działania. Bardzo nam zależy, aby mimo tego, że w kategoriach rynkowych jesteśmy dużą firmą, nasza struktura nie była mocno rozbudowana. Zdecydowanie lepiej odnajdujemy się w płaskiej strukturze – dzięki temu pracownicy mają duża swobodę w działaniu, są samodzielni i na co dzień podejmują istotne decyzje, mając realny wpływ na rozwój firmy. Taka forma organizacji wymaga oczywiście dużego zaufania do zespołu, z którym współpracujemy, i tu warto podkreślić, że Solar to ludzie, którzy go tworzą. To nasz największy atut i jak wierzę – wyróżnik. Wiem, że jesteśmy zespołem, który potrafi stawić czoła największym wyzwaniom.

MM: Olu, Ty jesteś szczególnie cenna – wniosłaś do firmy swojej mamy dużo profesjonalnej wiedzy, wpłynęłaś na sposób jej zarządzania. Opowiedz o tym.

AD: Dołączyłam do zespołu w 2004 roku i chyba rzeczywiście wprowadziłam małą rewolucję (śmiech). Choć patrząc wstecz na moją już 14-letnią karierę w firmie, myślę, że była to jednak ewolucja – długofalowe działania, które były impulsem do zmian. Początkowo studiowałam filozofię i dodam, że nie wiązałam zawodowej przyszłości z Solarem. Jednak z czasem podjęłam decyzję o zmianie kierunku i stanęło na biznesie modowym. Wyjechałam do Nowego Jorku i tam ukończyłam Laboratory Institute of Merchandising College, na kierunku Fashion Management. Niewątpliwie była to szkoła życia i najlepsze studia z obszaru biznesu mody, jakie mogłam wybrać. Pobyt w Stanach i edukacja, którą tam odebrałam, dały mi nie tylko wiedzę o tym, jak zarządzać nowoczesnym przedsiębiorstwem, ale przede wszystkim miałam szansę zdobyć wiele doświadczeń, które mnie ukształtowały. Gdy rozpoczęłam pracę w Solarze, w naturalny sposób przejęłam tematy związane z działaniami z dziedziny Public Relations – takiego działu bowiem wtedy w Solarze nie było, a zmieniający się w Polsce rynek mody już mocno wymuszał na nas, żebyśmy zaczęli zaznaczać swoją obecność w mediach. Pojawiła się konieczność, aby usystematyzować nasze działania w tym obszarze i nadać im określony kształt. Z czasem przybywało mi obowiązków i obecnie jestem w firmie odpowiedzialna przede wszystkim za wizerunek marki, również w kontekście architektury sklepów i VM. Opiekuję się też sklepem internetowym i czuwam nad rozwojem w zakresie IT. Niemniej z racji pełnionej funkcji biorę także udział wielu innych działaniach Solaru.

MM: Jakie są Państwa marzenia, jeśli chodzi o rozwój marki Solar?

MP: Zgodnie marzymy o tym, żeby współtworzyć modę dla każdej kobiety – niezależnie od jej wieku. Chcielibyśmy właśnie ubraniami przyczyniać się do tego, że panie czują się atrakcyjne i pewne siebie.

SB: Zgadzając się z tym, co powiedziała Maria, dodałbym swoje, już spełniające się marzenie, które siedzi właśnie tutaj – to jest Ola. To dzięki niej stale rozwijamy firmę, utrzymując ją na wysokim poziomie.

AD: Bardzo dziękuję za te miłe słowa i zaufanie. Mam nadzieję, że nigdy nie zawiodę oczekiwań, które są we mnie pokładane, a Solar będzie coraz silniejszą firmą i rozpoznawalną marką, chętnie noszoną przez Polki i nie tylko.

 

___________