Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Co wyjdzie z połączenia miłości do dzieci i papieru? Jak mama trójki dzieci znajduje czas na prowadzenie własnej marki i pracę twórczą? Przeczytajcie, a jeśli odwiedzicie nas na Niech Żyje Papier! w Krakowie, możecie spotkać Beatę Bogołębską i jej papiernicze dzieła na stoisku Hi Little. Wasze dzieci będą Wam wdzięczne.

Marta Mach: Kiedy powstała marka Hi Little i kto za nią stoi?

Beata Bogołębska: Markę założyłam w 2015 roku, ale  od zawsze chciałam robić w życiu coś twórczego. I właściwie zawsze coś wytwarzałam. No i w Hi Little wciąż najbardziej lubię proces tworzenia. Efekt oczywiście też mnie cieszy, ale prawda jest taka, że w trakcie pracy nad jednym produktem, wpadam na pomysły kolejnych. Czasem mam wrażenie, że to pułapka. Zamiast dać sobie chwilę na radość z tego, co właśnie powstało, już myślę o kolejnych wyzwaniach. Hi Little od początku prowadzę sama: od pomysłu do realizacji i wysyłki każdej rzeczy. Czy były schody po drodze? Oczywiście. Cięgle się piętrzą. Doba jest krótka, a chęci duże. No i niestety, ciągle się zmagam z tym, że jestem raczej płotką niż rekinem, a drukarnie wolą rekiny. Cieszę się jednak, że gra „memory”, nasz bestseller, okazała się sukcesem i dzięki niej przeszłam na swoje. Aż się boję zamówić dodruk (śmiech).

MM: Na stronie w internetowym sklepie Hi Little jest zakładka „papierowe love”. Co w niej znajdziemy?

BB: W zakładce znajdziemy notesy do zapisków przeróżnych, zakładki do książek, a także kolorowanki z rysunkami zaprzyjaźnionych ilustratorek, wydrukowane na papierze ekologicznym. Zakładka ta jednak nie jest jedyną zakładką, w której można znaleźć papierowe produkty. W „pokoju dziecięcym” mam szeroką ofertę plakatów, a w „zabawkach”, jedyną, jak na razie, własnego projektu grę „memory”, o której wspominałam przed chwilą – papierową rzecz jasna.

MM: Skąd miłość do papieru?

BB: Ha! Zastanawiam się właśnie, czy to już miłość (śmiech). To chyba sentyment do czasów, w których się wychowałam. Wtedy, jeśli chciałam mieć fajną ozdobę na okno, musiałam sobie ją sama wykonać, wycinając dziesiątki kółek i klejąc obustronnie do sznurka. Nożyk introligatorski to mój odwieczny przyjaciel. Gdy zbliżały się urodziny przyjaciółki, robiłam własnoręcznie kartkę pocztową, z kopertę oczywiście. Dzięki kalce technicznej uzyskiwałam efekt „za mgłą”.

MM: Dlaczego postanowiłaś tworzyć dla dzieci?

BB: Bo jestem w temacie – mam trójkę swoich. Wymyślając zabawy i zabawki dla nich, pomyślałam, że może warto wyjść z tym poza dom.

Hi Little online

MM: Sądzisz, że obcowanie z papierem jest ważne dla współczesnego dziecka? Jak to widzisz, czy dziś ekrany wypierają papier czy funkcjonują równolegle?

BB: Z moich obserwacji wynika, że jednak wygrywają ekrany. Jest to dla mnie bardzo przykre. Nie jestem przeciwniczką technologii, sama z niej korzystam, ale ogromną frajdę do dnia dzisiejszego sprawiają mi papierowe projekty. Jestem dumna, że udało mi się zaszczepić tę miłość dzieciom. Te, gdy czegoś potrzebują, to najpierw ich myśli wędrują w kierunku samodzielnego wykonania, nie do sklepu. Domki dla lalek z pudełek po proszkach do prania, samoloty z pudełek po pizzy. Chociaż mam w związku z tym w domu bezustanny bałagan, jestem zadowolona. Żaden karton po meblu nie wylądował w kontenerze z makulaturą od razu. Zawsze lądują w nim wysłużone, wspomniane już, domki dla świnek, pianina, pociągi, czołgi (tuby do pakowania plakatów świetne sprawdzają się jako lufy).

MM: Jak wygląda twój przeciętny dzień pracy?

BB: Oj, to jest ciężki temat… Przy trójce dzieci chyba trudno o nim mówić. Praca przeplata się z macierzyństwem i prowadzeniem domu dość płynnie. Posiłki, logistyka zajęć szkolnych i pozalekcyjnych i wszystkie inne zadania związane ze zwykłym codziennym życiem rodziny w głównej mierze spoczywają na moich barkach, bo tata dzieci często jest w podróżach związanych ze swoją pracą.  Korzystam z każdej wolnej chwili w ciągu dnia, by poświęcić ją Hi Little. Pracuję też w nocy. Uwielbiam to. Jest to dla mnie najbardziej produktywna część doby. Mam spokój i nie musze myśleć o sprawach dnia powszedniego.

MM: Czy sama korzystasz w pracy z notesów i karteczek?

BB: Tak, uwielbiam wszystkie papierowe, ładne gadżety. Korzystam z nich nagminnie. Są też takie, które czekają na swoją kolej, ale zostały kupione, bo żal mi było je zostawić na sklepowej półce. I tu znów muszę powrócić do dzieciństwa i do mojego dziadka, który codzienne odbierając mnie ze szkoły dawał się zaciągać do sklepu papierniczego i naciągać na kolejny zeszyt czy ołówek.

MM: To opowiedz jeszcze o swoim memory. Kto wymyślił sprytne rozwiązanie na 2 w 1?

BB: To mój autorski pomysł. Muszę jednak przyznać, że dzieciaki podrzucają mi na codzień milion pomysłów i inspiracji. Gra stworzona jest do ćwiczenia pamięci, jak to memory, a także do rozwijania wyobraźni poprzez funkcję układanki. Nie ma instrukcji. Ograniczeniem jest jedynie wyobraźnia, czyli, w sumie, ograniczeń nie ma.

Do zobaczenia na Niech żyje papier! w Krakowie