Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Kto ma w domu drukowany numer „Zmysły”, widział piękny edytorial Bartka Wieczorka „Nos Kleopatry”. Postanowiliśmy poszerzyć go tu na stronie z dwóch powodów. Po pierwsze: do druku weszła mniej niż jedna trzecia, naszym zdaniem, bardzo dobrego materiału zdjęciowego, po drugie: motyw przewodni sesji czyli nosy to wdzięczny temat nie tylko do zdjęć, ale również do rozmowy. Dziś Marta rozmawia z Anahitą Rezaei, rodowitą Iranką, która w Polsce czuje się jak u siebie w domu. Poznaliśmy ją w Muzeum Etnograficznym, gdzie pracuje w dziale promocji.

Marta Mach: Jesteś Iranką. Podobno Iranki mają szczególny stosunek do swoich nosów. Od razu uprzedzam, że wiedzę tę czerpię z komiksu „Persepolis”. 

Anahita Rezaei: To prawda!! My Irańczycy mamy bardzo specyficzną relację z naszymi nosami. Tyczy się to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Moim zdaniem to jest nasz znak rozpoznawalny, cecha charakterystyczna. Czasami mogę poznać na ulicy, że ktoś jest Irańczykiem właśnie po jego lub jej nosie! I żeby było śmieszniej – również po zoperowanym. Coś w tych naszych nosach jest.

MM: Czy to prawda, że w Iranie operacje nosa są powszechne?

Anahita Rezaei: Absolutna prawda. Jeśli się nie mylę, to jesteśmy na czwartym miejscu na świecie, jeśli chodzi o ilość operacji nosa w stosunku do ilości obywalteli.  Przed nami jest Ameryka, Meksyk, a przodują, zdaje się, Brazylijczycy. Mamy w Iranie jednych z najlepszych chirurgów plastycznych w świecie, a ceny operacji są dużo niższe niż w Europie czy Stanach.

MM: A Ty jaki masz do swojego nosa stosunek? Czy kiedykolwiek był powodem kompleksów?

AR: Aktualnie go uwielbiam. Ale był taki czas, kiedy go nienawidziłam. I oczywiście były to czasy, kiedy mieszkałam w Iranie. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, życie z charakterystycznym nosem bywa tam bardzo ciężkie. Będąc nastolatką oprócz hormonów, dokuczali mi obcy ludzie, głównie młode chłopaki. Często słyszałam teksty typu „Twój nos wychodzi najpierw z autobusu, a potem ty” albo „Weź, sprzedaj nerkę i zoperuj nos”. Niestety są przypadki, kiedy takie rady skutkują. Słyszałam o ludziach, którzy operowali nos za pieniądze ze sprzedanego organu. Niewiarygodne, prawda? Od razu nasuwają się pytania jak to? dlaczego? po co? Irańczycy największe kompleksy mają właśnie z powodu nosów. Zakrawa to o narodową obsesję. Naoglądaliśmy się zgrabnych malutkich europejskich nosów i chcemy mieć takie same. Presja jest naprawdę ogromna. Niektórzy (zarówno dziewczyny, jak i faceci), operują nos, bo wierzą, że łatwiej będzie im w ten sposób znaleźć żonę lub męża.

Pamiętam, że tydzień przed rozpoczęciem gimnazjum upadłam na twarz i oczywiście najbardziej ucierpiał mój nos. W szpitalu następnego dnia laryngolog spojrzał na niego i powiedział: „ Boże jaki on musiał być wielki. Spuchnięty jest ogromny!!” Prawie bym go walnęła, ale powstrzymał się z szacunku do lekarzy, bo tata tez jest laryngologiem. To nie koniec: na prześwietleniu, które miało wykluczyć złamanie, starszy pan, który robił zdjęcie powiedział po cichu z dobrotliwym uśmiechem i troską : „Córeczko, jeśli chcesz, to mogę powiedzieć twojej mamie, że masz łamany nos i trzeba go zoperować”. Ja się uśmiechnęłam i odpowiedziałam „nie, dziękuje”. A kiedy kilka dni później weszłam do szkoły z plastrem na nosie, wszystkie dziewczyny patrzyły na mnie krzywo. Nie wiedziałam dlaczego, i nie wnikałam, jakoś mnie to nie obchodziło. Po roku, gdy już się z dziewczynami zaprzyjaźniłam, wyznały, że traktowały mnie z rezerwą, bo były pewne, że jestem dzieciakiem bogatej rodziny. Plaster na nosie sugerował im, że zrobiłam sobie operację nosa. Co ciekawe, w Iranie osoby z naturalnie małymi nosami, czasem przyklejają sobie plastry, żeby pokazać, że stać ich na taka operację. Istne szaleństwo!

Kiedy przeprowadzaliśmy się 2009 roku do Polski, rodzina namawiała do operacji plastycznej. Sugerowali, że będę lepiej wyglądać na tle Europejek. Nawet zaczęłam się zastanawiać, ale któregoś razu stojąc przed lustrem, stwierdziłam, że gdybym to zrobiła, nie byłabym już  Anahitą. No i, jak się domyślasz, nie żałuję decyzji!

MM: Jakie zapachy lubisz najbardziej? 

AR: Cytrusowe, kumkwat i zapach deszczu na asfalcie.

MM: Czy masz pamięć zapachową, tzn. czy konkretne zapachy kojarzą ci się z konkretnymi wspomnieniami?

AR: Tak, właśnie zapach deszczu na asfalcie w Polsce różni się od tego samego zapachu w Teheranie. Pamiętam, że któregoś razu w Teheranie, idąc rano do szkoły miałam wrażanie, że czuję zapach Warszawy, że coś się w powietrzu połączyło i zapachniało jak tutaj. I analogicznie kiedyś miałam to samo tu w Warszawie – poczułam zapach Teheranu. No, ale może to tylko moje wymysły i tęsknoty.

 

„Nos Kleopatry”, edytorial opublikowany w numerze „Zmysły” 

zdjęcia: Bartek Wieczorek

koncepcja: Marta Mach

casting: Mateusz Bzówka i Justyna Mosska

włosy i makeup: Iza Kućmierowska

produkcja: Mateusz Bzówka / Bulletproof Warsaw