Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Ona, niedościgniona mistrzyni szlifierki, przed którą żadna skaza się nie ukryje. On, rzemieślnik i najspokojniejszy ze wszystkich Włochów. Kaję i Domenica, założycieli studia projektowego NUDO design, odwiedzamy w ich podwarszawskiej pracowni w domku letniskowym babci Kai. Rozmawiamy o ich inspiracjach, naturze oraz zmysłowości linii zaklętych w drewnie.

Mateusz Bzówka: Czym jest NUDO design? I skąd ta tajemniczo brzmiąca nazwa?

Domenico Russo: NUDO design to studio projektowe, które tworzy drewniane meble i akcesoria do wnętrz. A nazwa pochodzi z języka włoskiego i oznacza „nagi”. Wybraliśmy to słowo nieprzypadkowo – nagość w kontekście przedmiotów jest naszą przewodnią inspiracją w kreowaniu przestrzeni. Lubimy bawić się naszymi zmysłami, to dzięki nim doświadczamy otaczający nas świat. A postrzeganie rzeczy poprzez zmysł dotyku jest dla nas najbardziej istotne. Czucie materiału pod palcami stanowi wspaniałe doświadczenie. Do naszych projektów wybieramy drewno, naturalny surowiec, który po wypolerowaniu wydaje się idealnie gładki, ale gdy się przyjrzysz, gdy go dotkniesz, niespodziewanie zaskakuje cię feerią zmysłowych wrażeń.

MB: Jesteście pracownią rodzinną, tworzycie transgraniczny, polsko-włoski duet projektowy. Skąd pomysł na tego typu działalność?

Kaja Ałaszkiewicz: Mimo że jesteśmy wykształceni w zupełnie innych kierunkach: Domenico jest architektem, a ja ukończyłam italianistykę na Uniwersytecie Warszawskim i studiowałam w Perugii komunikację reklamową, od zawsze chcieliśmy tworzyć coś własnego.

DR: W dotarciu się i wymyśleniu wspólnego pomysłu na życie bardzo pomógł nam pobyt w Londynie. Po studiach pragnęliśmy nowych doświadczeń, ale bardzo szybko zrozumieliśmy, że praca w biurze nie jest dla nas. To niezadowolenie z sytuacji, w której byliśmy, obudziło we mnie wspomnienia z warsztatu mojego dziadka, który był stolarzem, przypomniałem sobie wtedy zapach drewna i dotyk wykończonych mebli. Zamiłowanie do rękodzielnictwa odziedziczyłem również po rodzicach – moja mama, krawcowa, do tej pory pomaga nam, szyjąc bawełniane pokrowce na nasze akcesoria.

MB: Czy różnice temperamentów – południowca i Słowianki – nie przeszkadzają wam dogadywać się na co dzień i w pracy?

KA: To zabawne, że o to pytasz… ale to chyba ja jestem bardziej temperamentna niż Domenico! Zawsze mówię, że znalazłam dość spokojnego chłopaka jak na Włocha.

DR: Na szczęście mamy podobny gust i podoba nam się ten sam design. Nie mówię, że zawsze się ze sobą zgadzamy, ale lata praktyki pomagają dojść do porozumienia. Kaja z racji swojego doświadczenia i dzięki znajomości języka zajmuje się marketingiem, sprzedażą i kontaktami z dostawcami. A nie jest to łatwe, ponieważ ci panowie, nieprzyzwyczajeni do takich rozmów z kobietami, i tak patrzą na mnie i szukają potwierdzenia jej słów.

KA: Więc jak się pewnie domyślasz, to Domenico zajmuje się już samą produkcją, często nawet nie pozwala mi dotykać większych maszyn. Wynika to z tego, że jestem troszkę za szybka i nieostrożna, a Domenico boi się o moje, już i tak poobijane, ręce. Na szczęście mam lepsze oko do niedoskonałości i w szlifowaniu nie mam sobie równych, więc cieszę się, bo przy każdym produkcie, który wychodzi z warsztatu, mogę pobrudzić sobie ręce. Żadna skaza się przede mną nie ukryje!

Odwiedź NUDO

MB: Wasza pracownia znajduje się pod Warszawą, w malowniczo położonej miejscowości nad Wkrą. Dlaczego akurat tutaj? Jak to się stało?

KA: Wybór był dość oczywisty. Moja babcia ma tam działkę z domkiem letniskowym i przestrzenią do hałasowania. Myślę, że byłoby ciężko znaleźć odpowiednio duży warsztat w Warszawie, gdzie pozwolono by nam na takie decybele, drażniący pył i wióry.

DR: Zalety tego miejsca od strony praktycznej to jedno. Ale cenię je też z uwagi na to, że tutaj w okolicy wciąż można poczuć, jak dużą rolę odgrywa na wsi praca rzemieślnicza. Codziennie przypomina nam o tym porządny drewniany stół, na którym pracujemy, a na którym dziadek Kai ciął deski w trakcie budowy drewnianego domu letniskowego.

MB: Wasze produkty mają bardzo oszczędne i przemyślane kształty, nie ma w nich miejsca na przypadek, a natura… ta jest nieprzewidywalna i lubi płatać figle! Czy bliskość przyrody i sielski charakter okolicy wpływa na was motywująco i inspiruje do pracy? A może wręcz przeciwnie?

DR: Wyobraź sobie, że jesteś poza miastem, w miejscu otoczonym zielenią, gdzie zewsząd dobiegają odgłosy ptaków, szumią poruszane wiatrem drzewa, raz po raz dochodzą niespodziewane dźwięki, trzaski i zgrzyty, a z okien pracowni widać zachód słońca albo niebo zasnute zwiastującymi burzę chmurami. Czujesz to? Praca blisko natury przynosi wyjątkowe doznania, ale jednocześnie pozwala skoncentrować się na pracy. Każdy kolejny dzień różni się od poprzedniego. Latem światła jest wiele, co daje nam więcej godzin pracy, a w ciepłe dni warsztat wychodzi poza swoje architektonicze ramy. Natomiast w zimie sytuacja zmienia się całkowicie. To fascynujące! Wciąż się tego uczę. Ostatnia zima była moją pierwszą prawdziwą polską zimą ze śniegiem. Przeżyłem… i chcę więcej!

KA: Bliskość natury, możliwość obcowania z nią na co dzień ma na nas duży wpływ. Choć rzeczywiście, na pierwszy rzut oka, gdy patrzy się na nasze produkty, nie jest to oczywiste. Inspirują nas przede wszystkim naturalne kształty oraz subtelność łuków i linii ludzkiego ciała. Wszystkie nasze produkty mają zakrzywione elementy, które mają stworzyć wrażenie ciągłości i ruchu. Chociaż ograniczyliśmy kształty naszych produktów do minimum, wyostrzone na detal oko dostrzeże pewne subtelności i niuanse linii. Seria Piano ma lekko zaokrąglone nogi, seria Tondo – nietypowy okrągły top, a żeby stworzyć serię Conca, użyliśmy specjalnej techniki gięcia sklejki, aby uzyskać ten jeden konkretny kształt. Aby lepiej przedstawić naszą koncepcję, zaprezentować ją wizualnie, tworzę na naszym profilu na Instagramie „NUDO board”, gdzie publikuję zdjęcia z naszymi produktami.

NUDO na Instagramie

MB: Zatem dla kogo są wasze produkty?

KA: Jak na razie w naszej ofercie mamy mniejsze meble i akcesoria do wnętrz. Od drewnianych podkładek do kuchni i biura, poprzez półeczki i lustra, stołki, stoliki kawowe, po kwietniki. Z naszą estetyką i produktami chcielibyśmy dotrzeć do wszystkich tych, którzy nie tylko lubią czyste formy, ale przede wszystkim cenią sobie dobrą jakość, zarówno materiału, jak i wykonania. Chyba wszyscy powoli stają się zmęczeni wszechobecnym MDF-em i masową produkcją.

MB: Cieszę się, że o tym wspominasz. Muszę w takim razie zapytać, jak jest u was z powtarzalnością.

KA: Nasze produkty nie są idealne. Każdy wychodzący z warsztatu mebel różni się trochę od poprzedniego. Ostateczny kształt mebla, jego wygląd i sposób wykończenia zależy od tego, jak poruszy się nasza ręka. Oczywiście trzymamy się standardowych wymiarów wyznaczonych w trakcie projektowania prototypów, ale umówmy się: przy pracy ręcznej powtarzalność jeden do jednego nie istnieje, nic nie jest identyczne. Śmieszy mnie, że niektóre duże firmy produkujące meble i dodatki do wnętrz starają się nadać swoim produkowanym masowo rzeczom osobowość rzemieślniczą poprzez typowy dla rękodzieła charakter czy pewną przypadkowość.

MB: Czuję, że dopiero się rozkręcacie. Powiedzcie, co planujecie w najbliższej przyszłości.

KA: Mamy mnóstwo pomysłów! Domenico nie może się doczekać, aż będziemy mieli wolną chwilę i zaczniemy szykować kolejne prototypy, tym razem trochę większych mebli – krzeseł, stołów i szafek. Mamy mnóstwo szkiców i kartek pełnych nowych produktów. Nic tylko zabierać się do pracy.

DR: Najbliższy czas to również okres szykowania się do sezonu festiwalowego. W tym roku po raz pierwszy będziemy brali udział w Warsaw Home. Wpadnijcie, będzie nam bardzo miło!

MB: A wakacje? Gdzie je spędzacie?

KA: To lato chcemy dedykować rozwojowi naszej marki, na odpoczynek nie ma za dużo czasu…

DR: Ale oczywiście nie może zabraknąć pobytu we Włoszech! Drugą połowę sierpnia zawsze mamy zarezerwowaną na relaks na pięknych plażach Apulii, na wybrzeżu Gargano.

 

***

Tekst pierwotnie opublikowany w numerze „Zmysły”