Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Każdy polski region ma swojego pająka. Są pająki z brzuchem i z falbanką, pająki z grochu, ze słomy, z wełny. Pająki łowickie – jedne z bogatszych, wyróżniają się kolorową tarczą z wełny, z kolei te kurpiowskie nazywa się kierce. Dawniej wieszano je w chatach pod sufitem na środku izby – miały symbolizować dobrobyt i szczęście. Dziś mało kto w Polsce o nich pamięta. Osiada na nich kurz w skansenach i muzeach etnograficznych. Swoje drugie życie przeżywają w… Londynie, gdzie Karolina Merska, młoda twórczyni ludowych pająków, stara się na nowo ożywić ich tradycję, bo jak sama mówi, „kręcą się na wietrze i wprawiają w lepszy humor”.

Ewelina Klećkowska: Otwierasz właśnie wystawę, której nadałaś tytuł Overgrown.

Karolina Merska: Na wystawie zaprezentuję moje dotychczasowe pająki, a także specjalną instalację wykonaną wspólnie z florystką. Tradycyjnie pająki robi się ze słomy i papierowych pomponów bądź kwiatów. Podczas wystawy słomiana konstrukcja zostanie przystrojona przez Amelię świeżymi gałęziami eukaliptusa, goździkami i niezwykle dekoracyjnymi, zwisającymi pędami amarantusa.

Marta Mach: A czym właściwie są te pająki?

KM: Pająki są to tradycyjne polskie dekoracje wykonywane głównie ze słomy, papieru i bibuły. Ich historia sięga końca XIX wieku. Zdobiły wnętrza wiejskich chat, zawieszano je w głównej izbie pod sufitem. Swoim kształtem nawiązywały do ozdobnych żyrandoli spotykanych w kościołach albo pałacach. Występowały również pająki geometryczne – ostrosłupy, sześcioboki i stożki. Według ludowych wierzeń pająk miał chronić dom i jego mieszkańców od złych mocy i uroków. Tradycyjnie kobiety wykonywały je po okresie żniw, były popularną dekoracją podczas świąt Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy. Miały przynosić szczęście, dobrobyt oraz bogate plony w nowym roku. Dekorowano nimi pomieszczenia również na inne uroczystości, na przykład śluby i chrzty. Im były bardziej strojne, tym lepiej. Niestety dziś ich tradycja zanika. Spotkać je można głównie w muzeach etnograficznych, skansenach bądź sklepach Cepelii.

 

Zapisz się na warsztaty z tworzenia pająków

EK: To prawda. Nie przywiązujemy wagi do sztuki ludowej, bo wydaje nam się mniej „wzniosła” niż ta spotykana w muzeach sztuki. Sztuka ludowa jest domeną kobiet, nie tylko pająki, ale haft, ceramika, wycinanki. Można powiedzieć, że to wszystko powstawało w trakcie „babskich spotkań”. A jak wyglądają twoje warsztaty? Przychodzą na nie mężczyźni?

KM: Kultura ludowa jest niezwykle interesująca i nie powinna być traktowana jako kicz bądź coś gorszego. Uwielbiam prowadzić warsztaty. Podoba mi się ten towarzyski aspekt wykonywania pająków. Spędzamy razem siedem–osiem godzin, rozmawiamy, poznajemy się. Zawsze w pewnym momencie zapada cisza. Każda z nas skupia się na skręcaniu papieru na pompony. Myślę, że podobnie wyglądało to w przeszłości – kobiety spotykały się w chacie i razem robiły dekoracje do swoich izb. Wiele uczestniczek porównuje warsztaty z medytacją. Zgadzam się z tym, że są niezwykle odprężające i relaksujące. Kilku mężczyzn pojawiło się na krótkich warsztatach robienia tradycyjnych papierowych pomponów. Powinnam dodać, że w towarzystwie swoich dziewczyn… Żaden nie przyszedł jeszcze na mój całodzienny warsztat. Jak widać, nic się w tej kwestii nie zmieniło.

MM: A ty kiedy dowiedziałaś się o pająkach i postanowiłaś, że zaczniesz je robić?

KM: Nie pamiętam dokładnie, kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, możliwe, że w Muzeum Wsi Lubelskiej. Potem widywałam je często na studiach w Krakowie i od tamtej pory miałam je stale w głowie. Już mieszkając w Londynie, często o nich myślałam. Niestety przez kilka lat, zajęta innymi projektami, nie znalazłam czasu, by wprowadzić mój pomysł w życie. Aż do wakacji w ubiegłym roku, kiedy w końcu zrobiłam pierwszego! I tak miało być… Niedługo później w moim rodzinnym mieście, Lublinie, miał miejsce coroczny Jarmark Jagielloński, podczas którego odbyła się Letnia Szkoła Robienia Pająków. Spotkałam twórczynie ludowe z różnych zakątków Polski, które zapoznały mnie z różnymi formami pająków i zdradziły kilka sekretów, na przykład dotyczących budowania słomianej konstrukcji i pomponów.

EK: Ile trwa zrobienie całego pająka?

KM: Pająki są bardzo pracochłonne. Moje warsztaty trwają minimum sześć godzin, podczas których każdy uczestnik jest w stanie zrobić pająka przyozdobionego pięcioma pomponami „kalinka”. Aby wykonać popisowego pająka z pomponami rurkowymi (jeden pompon składa się z minimum 30 warstw ręcznie skręconej bibuły), potrzeba minimum trzech, czterech dni.

MM: Twoje pająki cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Czy od początku zakładałaś, że będziesz sprzedawała pająki Anglikom i że zostaną potraktowane jako oryginalny wystrój wnętrz?

KM: Po prostu chciałam zacząć je robić i pokazać w Londynie. Ja się nimi wciąż zachwycam, ale szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że spotkają się tutaj z równie wielkim zachwytem. Miło jest usłyszeć: „O, wow, co to jest!? To takie piękne”. Ostatnio para Anglików zamówiła u mnie pająka geometrycznego, przyozdobionego papierowymi kwiatami w odcieniu morelowym na swój ślub. Zrobiłam też innego na chrzciny dziecka. Cieszy mnie to, bo takie było ich pierwotne zastosowanie. Moje warsztaty też stały się popularne. Często przychodzą młode mamy, które chcą ozdobić pająkami pokoje swoich dzieci. Jeden pająk poleciał na ślub na Ibizę, inny  do Francji. Cieszę się, że ich tradycja odżywa.

MM: Jak myślisz, dlaczego pająki podobają się w Anglii?

KM: Bo są niezwykle oryginalne i zupełnie tutaj nieznane. Londyn jest ciekawy nowych rzeczy. Pająki przyciągają uwagę swoimi różnorodnymi kształtami, kolorowymi pomponami. Kręcą się na wietrze i wprawiają w lepszy humor. Mają bogatą, interesującą historię i ludzie są nią zawsze bardzo zainteresowani. Podoba im się też fakt, że robi się je z żyta zebranego podczas żniw.

MM: Z pewnością wielkim wydarzeniem dla ciebie było zlecenie dla festiwalu designu w Londynie. Opowiedz o nim.

KM: Co roku z niecierpliwością czekam na London Design Festival. Tegoroczna edycja była dla mnie tym bardziej ekscytująca, bo specjalnie dla festiwalu zaprojektowałam pająka, który zawisł w hali targowej w Brixton Village. Pająk jest ogromny, ma ponad 3 metry wysokości i 2 metry w obwodzie. Hasłem przewodnim Brixton było „Rebel Rebel” ku czci zmarłego niedawno Davida Bowie, który urodził się właśnie w tej dzielnicy. Myślę, że w przypadku mojej instalacji odejściem od tradycji była skala i wykorzystane materiały. Pająk musiał być wodoodporny, więc pompony zrobiłam z kolorowej folii florystycznej, plastikowe słomki do napojów zastąpiły żytnią słomę, a metalowe linki – bawełniane nici. To były tygodnie niekończącej się pracy, 2498 ręcznie wykrojonych i pomalowanych sprayem plastikowych kółeczek, 3154 kawałki słomek i 27 pomponów „kalinka”. Pająk tak się spodobał dyrekcji marketu, że zdecydowano się zostawić go na dłużej. Nadal ozdabia halę targową i kręci się ponad głowami przechodniów.

MM: Czy robisz zawodowo coś poza tworzeniem pająków?

KM: Pająki to nie jedyne moje zajęcie. Pracuję również na pół etatu jako manager w kawiarni na Clapton, wykonuję też różnego rodzaju dekoracje witryn sklepowych i dekoracje ślubne. Niekiedy pracuję przy sesjach zdjęciowych jako stylistka. Razem z przyjaciółmi wynajmuję studio na Hackney Wick. Pracuję sama, ale podczas większych projektów pomagają mi znajomi. Wiele osób, które poznałam na moich warsztatach, pisze do mnie, żeby dać znać, jak będę potrzebować dodatkowej pary rąk do skręcania papieru na pompony. Na pewno mogę też liczyć na pomoc rodziców. W te wakacje dostałam od nich piękny prezent – udało im się zdobyć trzy wielkie snopki żyta, które ledwo mieściły się w samochodzie. Mama jeszcze długo po moim wyjeździe czyściła je i cięła. Podczas naszej ostatniej rozmowy wspomniałam, że będę w fajnym magazynie, a tata zapytał jedynie: „Wystarczy ci słomy czy coś podesłać?”.

EK: Zaopatrujesz się w snopki żyta tylko w Polsce?

KM: Jak na razie tak! Do pająków potrzebuję wyłącznie żyta, i to ręcznie ścinanego. Chciałabym też używać angielskiej słomy, ale na razie nie udało mi się jej tu dostać. Poza tym uwielbiam jeździć do Polski na żniwa i sama ścinać zboże do moich prac.

MM: Jak idzie ci teraz praca z pająkami i jakie masz plany na przyszłość?

KM: Przyjaciele żartują, że prawie zawsze, jak do mnie dzwonią z propozycją spotkania, mówię, że nie mogę, bo akurat tnę słomę, więc myślę, że moje pająki mają się świetnie! Zostały wspomniane w wielu magazynach, na przykład w „World of Interiors”. W tym roku otrzymałam stypendium twórcze przyznawane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Polsce. Ponadto mam wsparcie Instytutu Polskiego w Londynie. W przyszłym miesiącu po raz pierwszy organizuję trzygodzinne wieczorne spotkanie, podczas którego pokażę, jak wykonać tradycyjne pompony „jeżyki” i łańcuchy na choinkę. Świeżym pomysłem są spotkania panieńskie. Niedawno razem z panną młodą Natalią i jej przyjaciółkami zrobiłyśmy pająka, który ozdobił salę, gdzie odbył się jej ślub, w Gdańsku.

Pracuję nad nowymi instalacjami ze słomy. Wykorzystuję też inne materiały – tkaniny, świeże kwiaty. Nie chcę jedynie powielać tradycyjnych wzorów pająków.

Mam wiele planów na następny rok, mniej i bardziej szalonych. Części z nich nie mogę jeszcze zdradzić. Na pewno wśród nich jest nowy projekt podczas London Design Festival i wyjazd do Polski, by spotkać się z artystkami ludowymi zajmującymi się pająkami.

A pod koniec lipca wyjazd na żniwa, żeby zebrać wystarczającą ilość żyta na nowe projekty!

//

Artykuł opublikowany pierwotnie w numerze specjalnym magazynu Zwykłe Życie #zabawa w grudniu 2016 roku.