Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Opowiem wam o mieście, które wzięło się z deszczu, marzeń i carskości. Miejscu magicznym. Miejscu, które wymyka się wszystkim możliwym stereotypom. Sankt Petersburg. A właściwie jedna mała część kraju, który jest niczym żywy organizm.

Stuk, puk, stuk, puk, pod nogami szura deszcz. Wokół roztacza się wszechobecny zapach kawy. Podwójne cynamonowe espresso. Witryny sklepowe rodem z filmów Nouvelle Vague. Tylko jakby trochę ekskluzywniej. A na prawo, tuż za Domem Książki zaczyna się Ermitaż. To tam zmierzamy.

Sankt Petersburg bywa w różnych kolorach, różnego kształtu i potrafi przybierać różne formy. Jest odrębną cząstką. Z jednej strony mamy miasto otoczone mgłą, pnące się ku niebu, nie do zdobycia. Miejsce, o którym chcę wam opowiedzieć od pierwszego spotkania pokryte było deszczem i dzielnie stało pod szaroniebieskim  marszem obłoków. Teraz jest dla mnie bardzo ważne, aby odtworzyć wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Wskrzesić pamięć, przedłużyć przeszłość w teraźniejszość. Zebrać wspomnienia. Posklejać. Zostawić głęboko. I tak oto znalazłem się pomiędzy witryną z fotelami w kolorze fuksji, a Ermitażem. Stałem i obserwowałem. Tak po prostu. Tak, jak obserwuje się obiekt westchnień. W głowie tworzyły się obrazy. Obrazy przekształcane były w myśli. Całą zgraję nieokrzesanych myśli.

Ermitaż to rosyjskie muzeum państwowe. Mieści się w pięciu pałacach nad brzegiem Newy. Nazwa muzeum pochodzi od jednego z pałaców zimowych Piotra I. Pałac w galerię sztuki przemieniła cesarzowa Katarzyna II. Głównym budynkiem Ermitażu jest barokowy Pałac Zimowy wzniesiony dla carycy Elżbiety w latach 1754-1762 według projektu Bartolomea Rastrellego. W 1766 caryca Katarzyna II poprosiła francuskiego filozofa Denisa Diderota by w jej imieniu kupował obrazy z kolekcji francuskich. W ten sposób do Sankt Petersburga trafiły płótna Poussina, Watteau, Rembrandta, Rubensa, Rafaela, Tycjana i wielu innych znakomitych malarzy. 5 lutego 1852 Mikołaj I udostępnił zbiory publiczności i w tym celu zbudował ostatni pałac zespołu zwany Nowym Ermitażem, który zaprojektował Leo von Klenze. Po rewolucji październikowej na własność państwa przeszły i znalazły się w Ermitażu największe kolekcje prywatne: hrabiego Aleksandra Strogonowa, księcia Grigorija Potiomkina, księcia Mikołaja Jusupowa i braci Morozowów. W 1930 władze sowieckie sprzedały amerykańskiemu milionerowi Andrew Mellonowi 31 obrazów z kolekcji Ermitażu, które trafiły do Galerii Narodowej w Waszyngtonie. Dzisiaj w kolekcji znajduje się m.in. 26 obrazów Rembrandta, 25 – van Dycka, 40 – Rubensa, 12 – Poussina, 12 – Lorraina, 12 – Watteau, 9 – Tiepolo, 11 – Tycjana 15 – Gauguina, 31 – Picassa, 37 – Matissa, 8 – Moneta, 12 rzeźb Canovy i pokazywane od 1995 wywiezione z Niemiec 74 płótna impresjonistów (większość z nich została wcześniej zrabowana przez Wehrmacht, a następnie zdobyta w 1945 przez Armię Czerwoną). Obecnie Ermitaż to jedno z największych muzeów sztuki i malarstwa w Europie. W czasie II wojny światowej Ermitaż został bezpośrednio trafiony tylko dwukrotnie, pomimo tego, że na miasto spadło w tym czasie ponad 150 tysięcy ciężkich pocisków artyleryjskich oraz ponad 10 tysięcy bomb burzących i zapalających.

W Sankt Petersburgu, co krok przeplatają się niczym w transie – sztuka, dizajn, architektura. Pełne świadomości, gracji i prostoty. No właśnie, prostoty… Wszystko dostępne na wyciągnięcie ręki. Bo w Rosji to, co minimalistyczne, wręcz skromne w swej prostocie, a bogate w przekazie jest nowością. To wyznacznik współczesnego bogactwa. Będąc w tym rosyjskim mieście wyrusza się w podróż w poszukiwaniu historii, ludzi i sztuki. A na szczycie tej niebotycznej góry czekają na nas oni – gościnni i otwarci Petersburżanie. Krótko mówiąc: jak raz przyjedziesz – zakochasz się i nie będziesz chcieć wyjeżdżać. A teraz wszyscy zamykamy szeroko oczy. Przenosimy się nad Newę.

Pojawiają się pracownie artystyczne, w których tli się atmosfera rozmów, kreatywności i pracy. Za nimi walczą o uwagę antykwariaty, sklepy z odzieżą, muzea, galerie sztuki, kawiarnie i restauracje. To właśnie tutaj można znaleźć zarówno doskonale znane nazwiska i marki, jak i nowych adeptów sztuk wszelakich. Sama sztuka, odgrywa w Petersburgu dużą rolę. Otóż miasto aspiruje to tego, by stać się stolicą współczesnych form użytkowych. A ja?

Siedzę w kawiarni obok Soboru Zmartwychwstania Pańskiego nad Kanałem Gribojedowa. Budowla została wzniesiona na miejscu, gdzie w 1881 został śmiertelnie ranny w wyniku zamachu car Aleksander II i stąd właśnie pochodzi popularna nazwa cerkwi – na Krwi. Prace rozpoczął w 1883 Aleksander III dla upamiętnienia swojego ojca i trwały one do 1907. Sobór wzniesiono według projektu Alfreda Parlanda i Ignatija Małyszewa. W 1930 świątynia została zamknięta i planowano ją zburzyć, 26 lat później uzyskała status zabytku. Ponownie otwarto ją w 1997 po niemal 30-letnich pracach konserwatorskich. Sobór wybudowano w tradycyjnym rosyjskim stylu, panującym w budownictwie sakralnym w XVI i XVII wieku i jest bogato dekorowany. Z zewnątrz widoczne są płytki ceramiczne, mozaiki, szkliwione cegły, marmur, granit oraz różnorodne detale architektoniczne (np. kokoszniki). Cebulaste kopuły są złocone i emaliowane. Wnętrze niemal całkowicie pokryte jest dekoracją mozaikową, którą zaprojektowali: Wiktor Wasniecow, Michaił Niestierow i Michaił Wrubiel. Mozaiki przedstawiają sceny z Nowego Testamentu i wizerunki świętych. Ich ogólna powierzchnia, obejmująca mozaiki zdobiące sobór z zewnątrz i wewnątrz, wynosi 6560 m². Posadzki oraz ikonostas są także dekorowane 20 rodzajami kamieni, m.in. marmurem i porfirem.

Znów przyszła zima i znów jest śnieg. Długo nie mogłem uwolnić się od tego obrazu – dwoje nieznanych ludzi stoi pod witryną sklepową, pruszy śnieg, a oni nieśmiało uśmiechają się w swoim kierunku. Ubrani są biednie, ale odświętnie. Mężczyzna ma na sobie jakąś starą, wytartą kurtkę. Kolor brązowy. Zapewne pachniał lekko zwietrzałą wodą toaletową, którą wyrzucił jakiś bogaty turysta. Kobieta ma koszulę w kwiaty. Starannie zapiętą pod szyję. Do tego skromna spódnica i jakieś szpilki w kolorze palonego papieru. Słońca nie ma. Ani gram. Wieje wiatr. Niewykluczone, że umówili się na randkę. Mija ich masa ludzi. Oni stają się niemal niewidzialni. Oglądają fotele w kolorze fuksji. Przez długie jak wieczność chwile nie czują się tak samotni. Nagle trach. Odchodzą. Znikają. Deszcz pada coraz mocniej. To musiał być poniedziałek. Bo tylko w poniedziałek dzieją się takie rzeczy. I to musiał być Petersburg.  I ja musiałem być tam właśnie wtedy.
Ciekawe jacy dzisiaj są obserwatorzy na dużych prospektach Pitiera? Pojedź, odnajdź ich i wniknij.

//

Przydatne informacje:

Do Petersburga raz dziennie bezpośrednie połączenie z Warszawy ma Ecolines. Bilet w dwie strony już od 585 zł. (Kursy przez Łotwę, unikniemy tranzytu przez Białoruś).

Nocleg w hostelu w stylu petersburskim w centrum miasta to koszt od 28 zł/osobę. Polecam ten: Chickadee Hostel, ul. Lomonosowa 18 – 4, St Petersburg, Rosja, 191002 tel.+7 931 579-64-94

Warto spróbować: pielmieni, wędzonej ryby, ucha (zupa rybna), oraz  lokalnych alkoholi.

//

Michał Szymko

Człowiek miliona przelotnych fascynacji. Koneser piękna, zarówno klasycznego jak i połamanego elektryzmem. Wnikliwy obserwator, nieustannie głodny świata. Historyk sztuki, podróżnik i tłumacz. Uwielbia poranki na Islandii i wieczory na Ukrainie. Miłośnik herbat. Niespokojna i trudna do okiełznania dusza. Człowiek gór. Entuzjasta spontanów i niespodzianek.