Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Od dłuższego czasu bardzo chciałem zabrać Mamę na wakacje. Przyjemne i leniwe wczasy, podczas których nazbieramy trochę dobrych wspomnień i spędzimy tzw. quality time. Życie pędzi: moje w Warszawie, Mamy w Łodzi. Rozmawiamy przez internet, odwiedzamy się wzajemnie, ale wszystko rozbija się o sprawy codzienne. A w Maroko jest inaczej, dlatego że internet jest tylko w hotelowym lobby.

Agadir to największy w Maroko kurort z szeroką promenadą i drogimi hotelami nad samym brzegiem oceanu. W czasie odpływu plaża jest niesamowicie szeroka, myślę, że ma ze sto metrów. Wykorzystują to młodzi chłopcy i grodzą na niej boiska do piłki nożnej, jedno obok drugiego. Piłka nożna to sport narodowy Marokańczyków. Przypływ, który trwa w ciągu dnia, zabiera 2/3 plaży, przez co ludzie z parasolami muszą się grupować w coraz ciaśniejsze rzędy, a dzieciaki czasowo rezygnują z rozgrywek.

Obserwuj Michała na Facebooku...

Pogoda nie do końca odpowiadała oczekiwaniom turystów. Od oceanu napływa nieustannie bryza, uspokajając upał. Woda w powietrzu przemieszcza się jak duchy i rozprasza słońce. Daje to niemożliwie miękkie światło. Jest coś fantastycznego w sposobie, w jaki łagodnie wyrysowuje kontury ludzi i przedmiotów. To właśnie światło fascynowało mnie najbardziej podczas tego wyjazdu. Zamglone słońce i atlantycka pogoda ustępowały miejsca ostrej afrykańskiej aurze w miarę przemieszczania się w głąb lądu. Słońce świeci tu pod kątem prawie 90 stopni. Niesamowite, że można funkcjonować bez własnego cienia, który jest ciągle pod nogami.

 

Agadir jest też największym w Afryce portem przemysłowym i rybackim. Tak przynajmniej utrzymywał taksówkarz, który nas pewnego dnia woził po mieście. Ryby i owoce morza, prosto z sieci, grillowane i smażone stanowią kuchnię tego miejsca. Jadłem je jak oszalały. Owoce i warzywa to także poezja – ich kolor, smak i cena. Figi, nektarynki, brzoskwinie, melony, banany za parę złotych.

 

Kolejna rzecz, która zrobiła na mnie wrażenie, to markowe ciuchy noszone przez miejscowych: nowiutkie Nike Tn, spodnie Adidas, torebeczki Gucci. Te wszystkie produkty luksusowe zrównane są tam do jednej jakości podrób. Nie ma Abibasów ani Raveboków, wszystkie produkty śmiało prezentują oryginalne nazwy światowych marek. To zabawne, że automatycznie konotujemy takie przedmioty z dobrobytem i jak łatwo nas przechytrzyć. Percepcja szaleje. Postanowiłem kupić sobie na pamiątkę dresy „Adidasa” reprezentacji „Maroko”.

... i na Instagramie!

Spośród naszych wycieczek najprzyjemniejsza była wyprawa na plażę Legzira. Pojechaliśmy tam rano, zanim zjechali się inni ludzie. Wysokie rdzawe skały, mniej tego dnia przystępny ocean i mglista bryza stworzyły przejmujące widowisko. Zdecydowanie nie był to widoczek turystyczny, to był dramatyczny obraz! Coś pięknego spacerować w samotności w takim krajobrazie!

Kolejną destynacją była plaża w miejscowości Taghazout, o wiele bardziej słoneczna niż plaża w Agadirze. Kameralna miejscowość dla surferów, gdzie nie ma podziału na plaże hotelowe i publiczne.

Wszystko to było dla mnie maksymalnie inspirujące, ale za najważniejszy uważam fakt, że udało mi się przeżyć dziesięć długich dni na rozmowach o życiu z własną matką, bez kłótni i awantur, co na codzień wydaje się niemożliwe. Fajnie, że jest w życiu taki czas, kiedy możemy zadbać o naszych starych, tak jak oni dbali o nas. Peace&Love.

//

Michał Polak

Rocznik 1984. Urodzony i wychowany w Łodzi. Po studiach administracyjnych zajął się fotografią. Cieszy się zaufaniem twórców mody niezależnej takich jak Michał Szulc, Bola, Martyna Sowik. We wspłopracach tych szuka romantyzmu i poezji, ceniąc niestandardowe podejscie do zjawiska mody. Owoce ich współpracy pojawiały się na łamach m.in. I-D Polska, Bullet Magazine, Label Magazine, Sezonu i wielu innych. Współtworzył przez wiele lat oprawę graficzną Off the schedule na Fashion Week Poland. Obok swoich nieszablonowych pomysłów równie dobrze odnajduje się w fotografii komercyjnej.