Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Mogłoby się zdawać, że sporo osób go nie zna… ot śpiewający niegdyś swoje piosenki głównie przy akompaniamencie pianina chłopak piszący mocne w przekazie teksty. Jakiś facet ze Stanów Zjednoczonych, który wydał cztery albumy, dość dobrze przyjęte przez opiniotwórczy serwis Pitchfork. Szczęśliwie zakochany w swoim partnerze Alanie, właściciel suczki o wdzięcznym imieniu Wanda. Wierzący w miłość i magię czarownic koleżka, który w swojej młodości otrzymał sporo nauczek od życia… nie to jednak jest najważniejsze, to tylko szczególiki z jego życia mniej lub bardziej wpływające na to, co najważniejsze… jego twórczość! Ostatnie dwa albumy, w tym najnowszy No Shape, udowadniają, że Hadreas jest artystą ambitnym i wciąż się rozwijającym. Wrażliwcem, który jednak konkretnie wyznacza sobie cele i realizuje je tak, by po drodze nikomu nie zaszkodzić. Co więcej, dąży do tego by tym co tworzy wnosić coś dobrego do życia odbiorców swojej twórczości. I jasne, nie każdemu jego twórczość przypadnie do gustu, jednak po premierze ostatniego albumu zrobiło się o nim naprawdę głośno a ludzie z wyjątkowym utęsknieniem wyczekują jego koncertów. Udało nam się porozmawiać z nim o nowym albumie, teledyskach oraz konkursie, który niedawno zorganizował dla fanów na swoim fanpage’u.

Agata Bekier: Dziennikarze twierdzą, że płyta „No Shape może katapultować Cię na pozycję bezdyskusyjnej gwiazdy alternatywnej muzyki pop” (za: Robert Sankowski, wyborcza.pl). Jak się z tym czujesz? Jakie są twoje odczucia dotyczące wzrostu popularności, którym możesz cieszyć się po wydaniu ostatniego albumu?

Mike Hadreas: Myślę, że to ekscytujące. Zawsze masz nadzieję, że dużo osób dotrze do twojej muzyki, zacznie jej słuchać. Jednak nigdy nie możesz przewidzieć tego, jak ludzie odbiorą nowy materiał i czy stanie się on popularny. Trudno o tym myśleć szczególnie wtedy, kiedy pracujesz nad płytą. Przynajmniej dla mnie ta reakcja ludzi jest zawsze dużą niewiadomą. Może dlatego, że jestem ambitny i bardzo chcę, by każdy kolejny album był lepszy, ważniejszy czy bardziej skomplikowany na poziomie produkcji od poprzedniego. Muzyka jest dla mnie czymś bardzo ważnym i pewnie też dlatego wymagam od siebie w tej dziedzinie coraz więcej. To bezpośrednio wpływa na to, że zawsze masz nadzieję, że twoja praca, ten wysiłek się opłaci. Że uda się dotrzeć z muzyką do większego grona odbiorców. Ludzi, którym ona się faktycznie spodoba i dla których będzie czymś ważnym. Dlatego cieszę się, kiedy widzę, że wszystko powoli zmierza w tym kierunku.

AB: A więc to nie tylko artystyczna satysfakcja, ale także mocno osobiste odczucia?

MH: Tak, jest coś nie tylko satysfakcjonującego, ale również krzepiącego, podbudowującego, kiedy ludzie docierają do tego materiału, zaczynają go słuchać. Jednocześnie wydanie nowego albumu jest również na swój sposób… straszną rzeczą. Nigdy przecież nie wiesz, czy ludzie zrozumieją ten przekaz, który zapisujesz w muzyce i tekstach. Czy inni odszyfrują to, co chcesz im przekazać. Aż wreszcie, czy będą się tym cieszyć i czy zwyczajnie im się spodoba.

AB: O to ostatnie chyba nie musisz się martwić, skoro No Shape, podobnie jak poprzedni album Too Bright, zdobywa naprawdę wysokie oceny i jest bardzo dobrze przyjęty. I to nie tylko przez dziennikarzy, ale i słuchaczy. Ba, zdobywa wręcz jeszcze wyższe noty niż poprzednik. Jak myślisz, co różni te dwie płyty? Może coś ważnego stało się pomiędzy ich nagraniem w twoim życiu? Coś, co mogło spowodować, że ten album został jeszcze lepiej odebrany przez opinię publiczną?

MH: Na poprzednim albumie zawarłem dużo więcej złości, gniewu. Może nie we wszystkich utworach, ale zdecydowanie w większości z nich opowiadam o tym, że ludzie są źli. Myślę, że nowy album jest trochę cieplejszy, jaśniejszy. To album skierowany bardziej dla i do ludzi, niż przeciw nim. Przy wcześniejszych płytach musiałem znaleźć ujście dla tego siedzącego we mnie gniewu. Wiesz, w pewnym momencie myślałem nawet, że kompletnie się od niego uwolniłem… jednak okazało się, że przez lata nagromadziło się go we mnie zbyt wiele, był zbyt intensywny i tkwił za głęboko, żeby tak łatwo się go pozbyć. Potrzebowałem więc przestrzeni, jakiegoś miejsca czy rzeczy, w której mogłem go jakoś zrzucić, wyrazić czy wręcz zamknąć. A żeby zrobić to skutecznie, potrzebne było coś twórczego i znaczącego. I to właśnie próbowałem zrobić z drugim albumem. Ta zamknięta w nim złość jest jego drugim dnem.

To nie jest tak, że ten gniew zniknie u mnie kiedyś całkowicie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że te gorsze emocje cały czas będą siedzieć gdzieś tam w środku. Że ciągle będą mi w jakiś sposób towarzyszyć. Jednak przy tej płycie nie chciałem, by były one znowu tak silnie wyeksponowane, tym bardziej, że w moim życiu dzieje się ostatnio też dużo dobra. Poza tym nie jestem przekonany, że takie epatowanie negatywnymi uczuciami byłoby przy No Shape dobrą drogą. Dlatego teraz byłem dużo bardziej zainteresowany istnieniem, byciem tu i teraz, niż pokazywaniem swojego wkurzenia na świat, bo po co?

AB: Tym sposobem nowy twój nowy album jest w pewien sposób otulający, jest pełen miłości. Może przedstawionej czasem w zawoalowany sposób i ukrytej (choć nie zawsze) w głębszym znaczeniu tekstów, ale jednak można powiedzieć, że wreszcie do głosu doszły pozytywne emocje.

MH: Tak! Skupienie uwagi na dobroci i tworzenie odpowiadającej temu uczuciu muzyki było dla mnie szczególnie ważne. Musiałem sobie uświadomić, że nie wszystko jest na 100% pozytywne, czasami, by napisać piosenkę może być 80% i to zdecydowanie wystarczy. Takie rzeczy są często dużo bardziej wartościowe i uświęcone, niż myśli i uczucia negatywne i ich wyrażanie poprzez sztukę. Jestem teraz na etapie szukania rzeczy swoich. Szukam drogi, by pozbyć się tego całego gówna, by została tylko miłość.

AB: Można więc powiedzieć, że jest to duża, osobista zmiana?

MH: Tak myślę. Nawet na poziomie technicznym jest mi dużo trudniej tworzyć muzykę taką, która będzie cieplejsza, trochę bardziej optymistyczna, żeby nie powiedzieć radosna. To zdecydowanie wymaga odwagi. Może też trochę dlatego, że nigdy wcześniej nie próbowałem tego robić? To o wiele bardziej ekscytujące i ważne.

AB: Jak się czujesz prezentując nowy materiał na żywo? Czy koncepcja twoich koncertów uległa jakiejś zmianie?

MH: Moje występy są teraz niczym spektakle. I, mimo że nie tańczę dużo więcej niż zwykle, to zdecydowanie więcej niż kiedyś wychodzę do publiczności. Nawiązuję z nią lepszy i pewniejszy kontakt niż przy pierwszych albumach, kiedy po prostu grałem piosenki ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłogę. Nie zwracałem wtedy szczególnej uwagi na to, gdzie jestem i kto jest dookoła mnie. Teraz wychodzę i śpiewam wprost do ludzi, często patrząc im w oczy. Kiedyś bardzo mnie to przerażało, ale stwierdziłem, że jeśli chcę odpowiednio zaprezentować te piosenki, to powinienem podczas koncertów wykonywać je właśnie w taki sposób, kierując ich treść bezpośrednio do innych ludzi.

 

AB: Czyli na swój sposób udaje ci się przezwyciężyć sceniczny strach, o którym czasem wspominasz w wywiadach?

MH: I tak i nie. W jakiejś formie cały czas mi towarzyszy. Podobnie jak złość, strach ciągle gdzieś tam jest. Znacznie ważniejsze jednak jest niewsłuchiwanie się w ten głos w głowie, który powoduje, że zaczynam się bać. Teraz słucham innego głosu, a przynajmniej bardzo mocno staram się to robić. A ten strach wykorzystuje bardziej jak paliwo. Po prostu już go nie słucham i staram się robić swoje.

AB: Gdybyś miał wybrać z No Shape jedną piosenkę, z którą najbardziej się utożsamiasz, to byłaby to…?

MH: Wiesz, lubię je wszystkie, każdą z innego powodu. Obecnie najbardziej lubię grać „Die 4 You”, bo ten kawałek jest jednocześnie nastrojowy i ciężki, co stwarza pewne wyzwanie. Tego typu piosenki najtrudniej się wykonuje na żywo przez to, że są wyciszone, ale jednocześnie intensywne. W dodatku cały tekst śpiewam tu falsetem. Na początku bałem się tego numeru na koncertach, ale z czasem bardzo polubiłem go grać i teraz jestem z siebie dumny. Za każdym razem, kiedy przedstawiam go publiczności daję z siebie 100% mocy. W sumie to jest trochę tak, że, jak chcesz coś dobrze zrobić, to skupiasz się na tym wyjątkowo mocno. Tak mam właśnie z „Die 4 You”. Poza tym to dosyć zabawne, kiedy wybrzmiewa podczas koncertu, na który przyszło bardzo dużo ludzi i nagle cały ten tłum potrafi przy tym jednym utworze całkowicie się wyciszyć.

AB: Tworzysz piosenki bardzo emocjonalne, spokojne, ale w wywiadach bardzo często opisujesz siebie jako buntownika. Czy wciąż nim jesteś?

MH: Zdecydowanie tak, zawsze byłem swego rodzaju outsiderem. Pewnie też obecnie osobista duma i przekonania są dla mnie dużo ważniejsze niż kiedyś.

AB: A nie masz poczucia, że ten bunt staje się bardziej stonowany przez twoją popularność?

MH: Gdy otrzymujesz więcej wsparcia i odczuwasz większe poczucie wspólnoty z innymi, wtedy faktycznie niby tracisz poczucie bycia buntownikiem. Z drugiej strony, kiedy w obecnych czasach patrzysz na to, co wyprawia się na przykład w Stanach Zjednoczonych, to staje się jasne, że my wszyscy, którzy stoimy przeciwko polityce Trumpa, jesteśmy buntownikami. Mamy pewien wspólny wyłaniający się cel. Coś, przeciw czemu trudno jest się nie buntować, pozostać obojętnym. Mamy o co walczyć i co wygrywać, więc… bycie buntownikiem, zwłaszcza w tych czasach, tak naprawdę chyba nigdy nie ma końca.

AB: Pewnie nie wiesz, ale w Polsce mamy obecnie podobnie nieciekawą sytuację polityczną i zdecydowanie potrzebujemy zbuntowanych przeciwko systemowi ludzi.

MH: Wiele krajów wydaje się mieć własną wersję Donalda Trumpa i wszystkie z nich opanowuje w jakiś sposób strach. Jest to bardzo przykra sytuacja. Każdy teraz widzi, że bunt jest potrzebny. Ludzie chcą protestować, nie chcą zgadzać się z taką rzeczywistością. Potrzebują rebelii.

AB: Teraz, kiedy dużo podróżujesz prezentując ludziom swoją twórczość, to czy czujesz się w jakiś sposób odpowiedzialny za osoby, które słuchają twojej muzyki i które przychodzą na twoje koncerty?

MH: Faktycznie, czuję jakby był to czas wyzwolenia. Na mój koncert każdy może przyjść ubrany tak, jak chce, każdy może go odczuwać i odbierać tak, jak chce. Mam nadzieję, że na moich koncertach ludzie mogą się poczuć dobrze, mniej lub bardziej celebrując muzykę. A może nawet znaleźć sposób na okazanie jakiegoś buntu, woli walki z systemem, jednocześnie nie walcząc przeciwko sobie.

AB: Czy uważasz, że stajesz się w pewien sposób ikoną dla środowisk LGBT, podobnie jak Mykki Blanco czy Anohni?

MH: Jeśli w jakiś sposób jestem postrzegany jako reprezentant tej grupy, to biorę tę odpowiedzialność na własne barki. Pamiętam, kiedy byłem młody i patrzyłem na muzyków reprezentujących środowisko LGBT. Na te wszystkie związane z nimi rzeczy, które kochałem. Wszystko to sprawiło, że obecnie czuję się lepiej we własnej skórze. Ich twórczość pomagała mi budować pewność siebie w czasach, kiedy czułem się inny, odmienny. Mam nadzieję, że tak, jak kiedyś niektórzy muzycy byli dla mnie ważni, stanowili pewien wzór czy inspirację i pomagali na swój sposób żyć, tak też i ja mogę być taką osobą dla innych. Z drugiej strony, to bardzo dziwnie, kiedy myśli się o sobie w taki sposób. Bo przecież doskonale znam to uczucie, dorastałem myśląc tak o innych, co nie? A jednak w jakiś sposób jestem z tego dumny. Dużo myślę o tym, kiedy piszę nowe rzeczy.

 

AB: W jednym z wywiadów wspomniałeś, że bardzo wcześnie w swoim życiu zacząłeś… malować. Kiedy patrzymy na teledyski do twoich piosenek są one wręcz idealnie pod nie skrojone. Trochę tak, jakbyś przyznawał w nich, że muzyka, która tworzysz współistnieje nierozerwalnie z pewnym twoim wizualnym jej wyobrażeniem. Czy uważasz, że jest to pewnego rodzaju pokłosie twoich pasji z dzieciństwa i wczesnej młodości? I jaki ma ona związek z twoją wyobraźnią?

MH: Zawsze byłem obsesyjnym fanem filmów. Reżyserzy i ich dzieła wywarły na mnie ogromny wpływ, może nawet większy niż muzycy, których w tamtym czasie słuchałem. Kiedy byłem młody myślałem raczej o tym, że w dorosłym życiu będę robił coś związanego ze sztukami wizualnymi. Całe moje ówczesne życie było ukierunkowane trochę bardziej w stronę obrazu, niż dźwięku. Myślę, że obecnie nadal do tego tematu podchodzę trochę obsesyjnie, aczkolwiek wykorzystuję go inaczej. Dopasowuję go do tego co teraz robię czy do nastroju moich piosenek. Wygląda to tak, że w myślach rozrysowuję sobie scenariusze, tworzę mały świat współgrający nastrojem, który dociera do mnie z warstwy dźwięku. Wiesz, film, teledysk czy inna forma zobrazowania muzyki czasami może pomóc w jej odbiorze, wzmocnić jej przekaz. Czasem może pokazać drugą stronę utworu, której sam dźwięk nie jest w stanie widocznie wyeksponować. Może jednak też kompletnie zmienić znaczenie piosenki.

AB: Domyślam się żatem, że nie składasz pełnej odpowiedzialności za swoje teledyski jedynie na ręce reżysera i ekipy filmowej, że przemycasz tam swoje mikroświaty i wizje dotyczące stworzonych kompozycji, zgadza się?

MH: Dokładnie. Nie jestem jedyną osobą, która pracuje nad teledyskami. Obecnie współpracuję przy tym z innymi ludźmi, jednak nadal przynoszę im własne pomysły. Już dużo wcześniej myślę o koncepcji teledysku konkretnej piosenki i tym, jak chciałbym, żeby on finalnie wyglądał. Szczególną wagę przykładam do detali. Następnie rozmawiam o tym z reżyserem i ekipą, i dopasowujemy to moje wyobrażenie do pewnej koncepcji i ich pomysłów. Dzięki temu jesteśmy w stanie rzeczywiście stworzyć coś razem. Współpraca pomaga mi również w tworzeniu albumów. Gdy piszę muzykę, mam jakby kompletną mapę tego, co chcę zrobić, ale wiem, że do tego celu nie trafię sam.

AB: Ostatnio na swoim fanpage’u na Facebooku ogłosiłeś konkurs. Osoby zainteresowane wzięciem w nim udziału miały na Instagramie opublikować filmik, na którym zaprezentują własny układ choreograficzny do piosenki „Wreath”. Czy możesz nam zdradzić, jak wypadł ten konkurs?

MH: Na początku trochę nie wierzyłem, że ktokolwiek będzie chciał wziąć w nim udział… ale ludzie bardzo szybko zaczęli przesyłać nam nagrania. Niektóre z nich są naprawdę poruszające, inne zabawne i śmieszne, a jeszcze inne tak bardzo podnoszące na duchu, że aż nie wiem, co myśleć. Wszyscy są tacy słodcy i serdeczni dla mnie. Kiedy zdarza mi się gorszy dzień oglądam te nagrania i od razu czuję, że jest ze mną lepiej. Nie mogę być teraz suką widząc tyle słodyczy i dobroci płynących z tych nagrań.

AB: Właśnie, ale trochę będziesz musiał być okrutny, bo zwycięzca teoretycznie może być tylko jeden, a opublikowanych nagrań na Instagramie jest ponad 100! Nawet wokalista zespołu ChkChkChk zatańczył do twojej piosenki.

MH: Czuję się z tym bardzo źle, że muszę wybrać tylko jedną osobę, ponieważ widzę, że ludzie dali bardzo dużo z siebie w tych nagraniach. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi, że też chce wziąć udział, ale od razu powiedziałem mu, żeby nawet nie próbował! Nie chcę wybierać spośród ludzi, których lubię.

AB: Masz już faworyta?

Mike: Jeszcze nie. Chcę usiąść na spokojnie i naprawdę obejrzeć wszystkie te nagrania. Wiele z nich przypomina małe wideoklipy i fajnie wyglądałyby złożone w jeden teledysk. Nie wiem, czy którykolwiek z autorów tych filmików był aż tak szaleńczo skupiony podczas nagrania, jak ja, gdy będę próbować je oceniać.

//

Wspólnie z organizatorami koncertu Perfume Genius w warszawskim klubie NIEBO (14 sierpnia br.), mamy dla was KONKURS! Jeśli chcesz być tam z nami, mamy dla was dwie podwójne wejściówki. Napisz, który utwór chciałbyś/chciałabyś usłyszeć na żywo oraz uzasadnij krótko odpowiedź. Zgłoszenia wysyłajcie na kasia@zwyklezycie.pl. Czekamy na nie do 12:00 w niedzielę 13 sierpnia.

P.S. Mike Hadreas nie rozwiązał jeszcze zakończonego konkursu na najlepsze video, jednak na jego fanpage’u znajdziecie filmik złożony z nadesłanych prac, promujący cztery grudniowe koncerty artysty i zapowiedź, że zwycięzca zostanie ogłoszony wkrótce.

//

Wywiad dedykowany pamięci Roberta Sankowskiego.