Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

„W wagonie numer siedem opiekę sprawuje Umit. Widząc polski paszport na jej twarzy pojawia się uśmiech. Zaraz za nim przebijają złote zęby. Bo przecież takie uzębienie to znak luksusu. Nie każdy może sobie na to pozwolić.” O świecie według konduktorki i przygodzie, która przytrafiła mu się podczas podróży kazachską koleją pisze dla nas Michał Szymko.

Słońce wschodzi. Astana budzi się do życia. Na dworcu wrzask. Huk. Tupot stóp zdaje się być nie do wytrzymania. Przekrzykujące się kobiety sprzedają samsy. Dzisiaj, te pieczone w głębokim oleju pierogi sprzedawane są z farszem z kury, wołowiny lub ziemniaków. Tylko kilka tenge za sztukę.

Zegar stukotem przypomina o upływającym czasie. Bim, bam, bom. Bim, bam, bom. Pociąg relacji Astana – Ałmaty wyruszy z toru pierwszego. Ludzie w towarzystwie walizek i toreb zmierzają do wejścia. Każdy chce być pierwszy, mimo iż miejsca od dawna są przydzielone.

Najlepiej mają ci, którzy śpią na dole. Można wstać i rozprostować kości. Można przyjąć gości. Ci, którym przyszło spać na górze nie mają tyle szczęścia. Albo uda im się usiąść na dole i porozmawiać, albo skazani będą do ponad dwudziestoczterogodzinnej jazdy na leżąco.

Pociąg mknie. Powoli. Step zdaje się być nieobecny. Rozmowy o polityce unoszą się w powietrzu. Nagle TRACH – wchodzi konduktorka. Bacznie obserwuje. Konkretnie, ale krótko. Dlaczego? Nieważne. Jej wzrok przeszywa na wskroś. Podczas tych kilkudziesięciu godzin jazdy, to ona tutaj rządzi. Ciągle się przechadza. Obserwuje. To od niej zależy jak będzie wyglądać podróż. Albo cię polubi, albo jesteś stracony. Albo albo. Nic pomiędzy.

W wagonie numer siedem opiekę sprawuje Umit. Widząc polski paszport na jej twarzy pojawia się uśmiech. Zaraz za nim przebijają złote zęby. Bo przecież takie uzębienie to znak luksusu. Nie każdy może sobie na to pozwolić.

– W końcu gość z zagranicy! – krzyczy głośno po rosyjsku.

W kolejach kazachskich pracuje od pięciu lat. Wcześniej miała swój sklep z odzieżą używaną. Nie wyszło. Delikatnie pojawiające się zmarszczki na jej twarzy przypominają każdego dnia o upływającym czasie. Czuje się samotna. Bardzo. Tak jak czuje się ktoś, kto nie widzi sensu w życiu. Pracę w kolejach kazachskich podjęła by w końcu znaleźć męża. W sklepie spotykała same rodziny, a w szmateksie same baby. Jak tu kogoś na poziomie poznać? W domu rodzice żyć nie dają. Trzydzieści dwa lata, ani faceta, ani dzieci. Rodzicom wstyd pokazywać się przez to w mieście. Ałmaty to, mimo wszystko, miejsce, w którym ludzie znają się dobrze.
W domu były cztery. Cztery siostry. Trzy młodsze wyszły już za mąż. Mają też już dzieci.

Umit wybrzydza. Przyszły kandydat na męża ma nie lada wyzwanie. Musi być wysoki, najlepiej pracujący w banku i mający samochód. Ach i ważne jest także, by był muzułmaninem. Bo religia to w Kazachstanie ważny apsekt. Ale w sumie po dłuższym zastanowieniu ostatni punkt można opuścić. Umit o dom się nie martwi. Rodzice niedługo umrą, zostawiając cały majątek najstarszej córce. Zamieszkają z przyszłym wybrankiem u niej. Ale trzeba koniecznie podkreślić, że nie jest to byle jaki dom. W tym roku wymienili okna i kupili meble. Lokalnie mówiąc – zrobili euro remont.

W Kazachstanie na ścianach króluje pomarańcz. To szyk mody. Umit całe mieszkanie pomalowała na różne odcienie pomarańczu. Kuchnia ma kolor brzoskwiniowy. Salon to pastelowy pomarańcz. Morelowe są łazienka i pokój rodziców. Dwa pozostałe pokoje są marchewkowe.

Konduktorkę od jakiegoś czasu dręczy pytanie. Takie zwykłe. Takie jakie zadają sobie nastolatki. Dlaczego żaden mężczyzna jej nie zauważa? Wszystko ma. Jest przy kości, a to dobry znak, bo mężczyźni to lubią. Ma duży dom i dobrą pracę. Świetnie gotuje. Jak trzeba to potrafi ubrać się kobieco. Mówi mało. Nie zrzędzi. Bywa ugodowa. Tylko ten wiek. On jeden jej przeszkadza. Ale przecież nie ma ideałów. One są takie nudne.

– A u was w Polsce można łatwo znaleźć męża? Mówicie po rosyjsku? Może wyprowadziłabym się. Mam doświadczenie w różnych pracach.

Milczę. Słychać tylko przekrzykujące się kobiece głosy: dobre jedzenie sprzedam, dobre jedzenie. Lody, picie. Wszystko.

Konduktorka wchodzi w świat marzeń. Jej oczy pokazują, że coś sobie wyobraża. O czymś myśli. I nastaje cisza. Wjeżdżamy w step. Umit milczy już do końca trasy. Jedynie czasem chlipiąc, popija herbatę. Jej świat to Kazachstan. Ten, który odwiedza w swojej pracy. Ten, który ma w domu. Ten, w którym przyszło jej żyć.

A za zakrętem step się urywa. Umit czyta książkę. Rosyjską. O tym, by brać życie we własne ręce. Narastają szmery i huki. Wjeżdżamy do miasta.

Zaciekawiła Cię podróż Michała po Kazachstanie? Obserwuj go na Instagramie!

Michał Szymko

Człowiek orkiestra, historyk sztuki, filolog wschodniosłowiański i podróżnik. W tygodniu gotuje i zajmuje się sztuką, a w weekendy przenosi się w świat książek i podróży. Ponad wszystko zakochany w dizajnie, herbacie, Rosji, Ukrainie oraz Skandynawii. Publikował w Kontynentach, Voyage, whiteMAD, Eastbooku oraz w rosyjskiej edycji magazynu GEO.