Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Początek lat 50. Życie artystyczne PRL-u jest zdominowane przez doktrynę socrealizmu. Wielu twórców, pozbawionych swobody wypowiedzi oraz gnębionych złą sytuacją ekonomiczną kraju, decyduje się na porzucenie „czystej” sztuki na rzecz przynoszących zarobek, praktycznych zajęć graficznych, takich jak projektowanie ilustracji książkowych, plakatów, pocztówek czy druków reklamowych. Oto krótka historia kilkorga z nich.

Socrealizm był doktryną estetyczną obowiązującą do połowy lat 50. XX, który nakazywał twórcom realizowanie realistycznych przedstawień o tematyce ograniczającej się do portretów przywódców, wizerunków pracy i życia ludu czy scen batalistycznych. Zleceniodawca, którym było państwo, kategorycznie sprzeciwiał się wpływom rozmaitych awangardowych kierunków w sztuce.

Mimo że dla wielu artystów scenariusz ten okazał się prawdziwym dramatem, patrząc z perspektywy czasu można uznać, że specyficzna sytuacja w obrębie sztuki w czasach PRL-u miała mimo wszystko swoje pozytywne konsekwencje. To właśnie za jej sprawą wykształciła się, działającą w latach 1950-1980, grupa plastyków-ilustratorów, określona mianem Polskiej Szkoły Ilustracji. Dzięki swojej oryginalności, rozmaitości stosowanych rozwiązań formalnych, szerokiej gamie wykorzystywanych technik, poczuciu humoru, poetyckości w kreacji obrazu, a także swobodzie ekspresji, zyskała międzynarodowy rozgłos i ugruntowała bardzo wysoką pozycję polskiej ilustracji na świecie.

Swoją przygodę z ilustracją, Jan Marcin Szancer rozpoczął jeszcze przed wojną, dlatego uznawany jest dziś za jednego z pionierów polskiego rysunku książkowego. Najstarsza zilustrowana przez niego książka – czytanka polska dla uczniów II klasy szkół powszechnych pt. „Nasze miasto”, została wydana w 1935 roku we Lwowie. Swoje dążenia do ukazania dzieciom magicznego, a jednak okraszonego dużą dozą realizmu, który miał rozbudzić w nich chęć poznawania świata, realizował przy pomocy pełnych wyobraźni, dowcipu oraz pewnej staromodnej elegancji, rysunków. Ilustracje Szancera wzbogaciły około 200 książek dla najmłodszych, w tym „Akademię Pana Kleksa”, „Pinokia” oraz „Baśnie” Andersena.

Jeden z najbardziej charakterystycznych sposobów obrazowania wypracował malarz, rzeźbiarz, grafik, autor scenografii i historyk sztuki. Mowa oczywiście o Józefie Wilkoniu, którego główną twórczą inspiracją od zawsze była, i wciąż jest, natura. W swoich ilustracjach najczęściej nawiązywał do wątków animalistycznych. Przy pomocy dynamicznej plamy barwnej i syntetycznej kompozycji, artysta realizował specyficzne portrety zwierzęce określane mianem „wilkoniowatych”. Chociaż wydaje się, że twórcę nigdy nie interesowała postać człowieka, w rzeczywistości Wilkoń od zawsze umiejętnie lokował ludzkie cechy w postaciach zwierząt.

Ostro prowadzoną kreską oraz dużym poczuciem humoru wyróżniały się natomiast ilustracje Janusza Stannego. Ze względu na fakt, iż oprócz projektowania rysunków do książek był on nierzadko autorem ich treści, artysta stanowi jedną z najciekawszych postaci Polskiej Szkoły Ilustracji. O jego literackich umiejętnościach świadczyć mogą rymowane utwory, takie jak „Baśń o królu Dardanelu”, „Koń i kot” czy „O malarzu rudym, jak cegła”, w których połączył zabawną fabułę z ilustracją o dużym stopniu szczegółowości oraz łagodnej, aczkolwiek urozmaiconej palecie.

Olgę Siemaszko, autorkę projektów rysunkowych do ponad 200 książek dla dzieci, określa się mianem „pierwszej damy polskiej ilustracji”. Jej prace cechuje elegancja, oszczędna forma oraz bogata kolorystyka. doskonale widoczna w takich bajkach jak „Tomcio Paluch”, „Alicja w Krainie Czarów” czy „Uczeń czarnoksiężnika”. Stając w opozycji do „banalnych i tandetnych”, jak sama je określała, ilustracji Disneya, Siemaszko skupiała się na akcentowaniu indywidualności obrazowanych postaci, co pozwoliło jej nadać bohaterom wyraz autentyczności.

Gdzie należy szukać źródła światowego sukcesu polskiej ilustracji? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. To oryginalność, różnorodność, swoboda w stosowaniu rozwiązań formalnych, szeroki wachlarz wykorzystywanych technik, wyrazista kolorystyka, poetyckość i poczucie humoru, ale również używanie czytelnych dla najmłodszych skrótów myślowych. Wydaje się, że istotą polskiego rysunku książkowego lat 1950-1980 było docenienie przez ej twórców inteligencji małego odbiorcy, a przez to także odżegnywanie się od banalnej estetyki, łatwego dydaktyzmu czy nadmiernego sentymentalizmu. Ilustratorzy traktowali młodego czytelnika jak równego sobie partnera, opatrując często treść swoich realizacji metaforą czy groteską.

Po trzech dekadach światowych sukcesów, na przełomie lat 80. i 90. nastąpił zastój w rozwoju tej dziedziny sztuki. Jednym z powodów, podobnie jak w przypadku narodzin Polskiej Szkoły Ilustracji, były transformacje polityczno-społeczne. Ze względu na osłabienie mecenatu kulturalnego państwa oraz swoistą „klęskę” wydawniczo-technologiczną, wielu twórców zwróciło się ku sztuce nieużytkowej. Ostatnim aspektem, który mógł przyczynić się do kryzysu w polskiej grafice książkowej były wpływy amerykańskie, cieszące się wówczas ogromnym powodzeniem.

Chociaż na lata 80. i 90. przypadł trudny okres dla rodzimej ilustracji, wraz z początkiem XXI wieku ta dziedzina sztuki użytkowej zdecydowanie zaczęła odzyskiwać dawną świetność. Aby się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się projektom aktualnie działających polskich rysowników. Do czołówki najbardziej utalentowanych oraz cenionych zarówno w kraju, jak i poza jego granicami, zaliczyć można Pawła Pawlaka, Emilię Dziubak, Katarzynę Bogucką czy Mariannę Oklejak. Podczas gdy pierwszy z autorów stawia przede wszystkim na różnorodność formalną, poczucie humoru oraz zabawny absurd, Dziubak zaprasza najmłodszych czytelników do magicznego świata nieograniczonej wyobraźni. Z kolei w projektach Boguckiej daje się odczuć miłość do PRL-owskiego wzornictwa. Do tradycji Polskiej Szkoły Ilustracji w swoich nastawionych na dopracowany szczegół pracach wyraźnie odnosi się także Oklejak.

Lista zdolnych, aktywnych współcześnie ilustratorów jest jednak dużo dłuższa i obejmuje również takie nazwiska, jak Iwona Chmielewska, Maria Ekier, Elżbieta Wasiuczyńska, Marta Ignerska, Maria Ryll, czy też duet Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Miejmy nadzieję, że ogromna różnorodność, a także mnóstwo unikatowych pomysłów pod względem kompozycji i estetyki, zwiastuje nową erę dla polskiej grafiki książkowej.