Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Michaela Bercu ma rozwiane loki, półprzymknięte w uśmiechu oczy, zwrócona jest gdzieś poza kadr, a jedną ręką wykonuje jakiś ruch, który sprawia, że dłoń jest nieostra. W listopadzie 1988 na okładce amerykańskiego Vogue, magazynu, który wytycza trendy w świecie mody, pojawia się zdjęcie nie kreacji jako takiej, tylko roześmianej dziewczyny, przyłapanej na wesołości gdzieś na ulicy Paryża (choć miasto poznamy tylko z podpisu zdjęcia).

W styczniu 1990 roku na okładce brytyjskiej edycji magazynu, wzrok przyciąga pięć niby zwyczajnych, a jednak zjawiskowo pięknych kobiet. Dziewczyny promienne, z błyskiem w oku patrzą swobodnie i odważne w obiektyw. Są pewne siebie, chociaż wówczas chyba żadna z nich nie była taką gwiazdą, jaką stała się już niedługo potem; na okładce brytyjskiego Vogue’s pozują ramię w ramię: Linda Evangelista, Christy Turlington, Tatjana Patitz, Naomi Campbell i Cindy Crawford.

To były bez wątpienia przełomowe momenty dla fotografii mody, ale też obraz przemian społecznych. Kobieta (nie pierwszy raz) przestaje być manekinem prezentującym kreację znanego projektanta, nie ocieka makijażem, nie jest efektem wielu godzin zabiegów pielęgnacyjnych i kosmetycznych, to co ze sobą reprezentuje to naturalne piękno, swoboda, pewność siebie, radość.

Zapytany o to Peter Lindbergh, autor obu tych zdjęć, wskazuje inną sytuację, kiedy to w 1989 roku, fotografuje na plaży sześć dziewczyn w zwykłych białych koszulach. Mają spięte włosy, pojedyncze kosmyki poruszone są przez wiatr. Drugie zdjęcie z tej sesji to te same dziewczyny, które wygłupiają się, podbiegają, przepychają, śmieją się, odrzucają włosy, podskakują. Niektórzy mówią, że to wtedy nastąpił ten przełom, ponieważ Linda Evangelista, Christy Turlington, Tatjana Patitz, Estelle Lefabure, Karen Alexander, Rachel Williams nie wyglądają tu jak supermodelki, nie są schowane pod makijażem, nie mają kreacji od znanych projektantów; są plaża i obiektyw i one: piękne, naturalne, silne, kobiece.

Podobno Peter Lindbergh podpisuje umowy, które chronią jego zdjęcia przed jakąkolwiek ingerencją w gotowy obraz. Kate Moss, Cindy Crawford, Naomi Campbell wyglądają tak cudownie na jego zdjęciach dlatego, że on w nich to widzi i to z nich wydobywa. Na zarzuty firm kosmetycznych, że po modelce widać zmęczenie zwykł odpowiadać, że owszem, zmęczenie i piękno. Później pytał co z tego, po czym zaprzestawał współpracy.

Niedawno w Kunsthalle Museum w Rotterdamie została otwarta jego retrospektywa (warto zwrócić też uwagę na ten budynek zaprojektowany przez Rema Koolhasa). Jest na niej zdjęcie Tiny Turner (która osobiści pojawiła się na otwarciu wystawy), wiele fotografii Kate Moss, Lindy Evangelisty, Nadii Vodianovej, Mili Jovovich, Kate Winslet i wielu innych kobiet, które Lindbergh pokazuje bez makijażu, w naturalnych sceneriach, z pełną swobodą – roześmiane, zamyślone, patrzące z pewnością siebie prosto w obiektyw, kokietujące, magnetyzujące, błądzące myślami gdzie indziej, po prostu kobiece bez względu na strój, czy jest to męski garnitur, zwykła biała koszula czy zwiewna sukienka. Czarno-białe portrety, które robi, wykraczają daleko poza fotografię mody; są surowe w formie i głębokie w warstwie emocjonalnej, kobiety Lindbergha żyją, są postaciami z krwi i kości, są pełne emocji i niespodzianek, są spontaniczne i pełne nieopowiedzianych historii. Kuratorem wystawy jest Thierry-Maxime Loriot.

Towarzyszy jej równie duża publikacja – choć Lindbergh doczekał się paru monografii to jest to chyba największy album z pracami tego artysty. Zawiera ponad 400 zdjęć. Jego układ oddaje koncept kuratora wystawy – prace zebrane są w rozdziały poświęcone współpracy z konkretnymi projektantami lub domami mody. Album jest dość dużych rozmiarów, fotografie zajmują całe strony. Lektura wstępu da czytelnikowi bardzo solidny background do szerszego odczytania zdjęć Lindbergha. Poznajemy jego biografię, historię fotografii mody, kulturę, która wpłynęła na niego najsilniej. Obok siebie padają nazwiska Diane Arbus, Wima Wendersa i Mili Jovovich bo fotografia, którą uprawia jest wypadkową wrażliwości wykształconej przez różne spotkane postaci oraz różne obrazy, które oglądał. Cenne są didaskalia Anny Wintour czy Nicole Kidman, które mogą nadać odczytaniom fotografii Lindbergha dodatkowe aspekty.

„Peter Lindbergh. Different vision on fashion photography” to absolutny must have dla fanów mody, fotografii, naturalnego piękna, kadrów jednocześnie poetyckich i dynamicznych.

Peter Lindbergh. A different vision on fashion photography, Peter Lindbergh, Thierry-Maxime Loriot, TASCHEN.

Album fotografii Lindbergha dostępny jest na stronie Foliobooks - dystrybutora TASCHEN w Polsce.