Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Zrzut ekranu 2016-06-20 o 16.24.16

Tekst: Magda Kuydowicz

Czy zastanawialiście się nad tym po co są poeci? Bo ja tak. Od czasu gdy paru poznałam bliżej, mam już bardziej sprecyzowane zdanie na ten temat. Otóż moim zdaniem poeci są po to, aby mi się lepiej żyło. Z większą ciekawością, głębiej patrzę dzięki nim na to, co mnie otacza. I kto. Oraz po to jeszcze, abym mogła uświadomić sobie, że napisanie czegoś z sensem zajmuje niektórym dni, niektórym miesiące a innym lata. I dopiero wtedy (ewentualnie) powstaje wiersz.

No i dla zazdrości, którą czuję. Że się nie jestem jak oni –arystokratką ducha. Tylko zwykłym czytaczem ich wierszy. Ciekawe więc kim oni są? Poetów osobiście, jak już wspomniałam znam zaledwie kilku. Dziś napiszę Wam  o dwóch. Ostatnio poznanych. Na fejsbuku. No wiem, wiem ale od czegoś trzeba zacząć poetycki research.

Rafał Gawin pracuje na co dzień jako instruktor działu imprez w Domu Literatury w Łodzi.  Brzmi to trochę urzędniczo, ale w istocie Rafał robi milion ciekawych rzeczy na raz. Organizuje Festiwal Literatury, konkursy, wieczory, spotkania. Pisze wnioski o dotacje. Skutecznie. Nieustająco wspiera młodych twórców i zachęca do czytania ich wierszy wszystkich, którzy zechcą się do niego zwrócić. Sam również pisze. Wiersze (ukazały się arkusze i 2 tomiki, ostatni to jeszcze pachnący farbą drukarską „Zachód słońca w Kurwidołach) i bloga gawin.liberte.pl.

Zapytałam go, ile publikacji poetyckich ukazuje się w Polsce co roku, na krótką chwilę zamyślił się nad lemoniadą z malinami. Po czym szybko i pewnie odpowiedział – Myślę, że jakieś 450-500 publikacji rocznie. To mną wstrząsnęło! Jest nieomal tylu piszących, ilu czytających poezję w Polsce!

Kilka tomików dostałam od niego w prezencie, gdy poprosiłam o przesłanie mi jego wierszy pocztą. Jako prezenty niespodzianki. Ciągle je robi. Sprytne. Można powiedzieć, że dzięki temu właśnie wróciłam do czytania i kupowania poezji. Po licealnych czasach, gdy zachwycałam się Wojaczkiem, polemizowałam z Bursą i milczałam jak zaklęta przez tydzień po pierwszej lekturze Emily Dickinson miałam bardzo długą przerwę. Studiów nie liczę. Groźna pani profesor, jej podręcznik  teorii literatury, wykłady i bezlitosne analizy wiersza wydawały mi się zabójczym procederem. Bałam się tamtych spotkań z poezją i tyle.

Ale nic nie dzieje się z przypadku. Po prostu przychodzą w życiu momenty na refleksje i poezję. Na spotkania z poetami rzecz jasna także. I z wierszem. Takim ironiczno-przewrotnym, jak ten Rafała na przykład.

DUŻY DONOS

Zamówiłaś u mnie wiersz porno,
a ja umiem tylko oglądać i wyciągać
wniosek, coraz bardziej nabrzmiały
i pełny. Jak się znajdujesz

w roli ofiary takiej wyobraźni?
Czy może zakładniczki brzmi
lepiej, gdy gender zakłada mit
założycielski oparty na przemocy?

Jestem do twojej dyspozycji,
powiedział umysł, nim rozorał go
dyliżans konwenansów, wielka metafora
cienia pod okiem, które widziało zbyt wiele.

Jestem wbrew twojej propozycji,
zawtórowało sumienie wraz z echem,
gdy było już w lesie.
Każdy pionier ma tyle,

ile wywalczył, kiedy inni służyli.
Za nim. A gdzie w tym wszystkim
jest seks? Gdzie szatan?
Jeśli go znajdziesz, zadzwoń

i pochwal się: rośnie, gdzie pieprzę,
a gdzie indziej zamienia się
w człowieka pająka, który zginął
we własnej sieci.

Marcin Orliński to tegoroczny laureat konkursu im. Adama Włodka, ale nie jest to jedyne wyróżnienie, które otrzymał. Jest stypendystą literackim Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Miasta Stołecznego Warszawy i Narodowego Centrum Kultury „Młoda Polska”.  Kiedyś pracował jako copywriter w reklamie, ale postanowił żyć po swojemu i rzucił intratne zajęcie, by pisać artykuły i teksty krytyczne o poezji i literaturze. Prowadzi również spotkania poetyckie. I zajmuje się, jak sam to określa ”projektowaniem książek”. Bo pisząc tomik poezji myśli o nim od początku do końca, jako o pewnej całości. Studiował filozofię, więc jest bardzo precyzyjny i konkretny w formułowaniu swoich myśli przelewanych na papier. I w planowaniu zawartości tomiku także.

Jego wiersze były tłumaczone na angielski, szwedzki, rosyjski i niemiecki. Wydał już 6 książek, a niebawem ukaże się siódma. Jest skupiony i zdyscyplinowany w pracy nad wierszem. A to go z pewnością, wśród kolegów po piórze, wyróżnia. Marcin zgadza się z twierdzeniem, że nie można powiedzieć co poeta miał na myśli pisząc wiersz. Bo został już napisany i nie należy już do poety. Jest na papierze, a czytelnik odczytuje kolejne pokłady ukrytych w nim sensów. Bywa, że takie, o których sam poeta nie miał pojęcia. Gdy spytałam go, czy wypada więc zapytać poetę, co chciał nam powiedzieć w wierszu, uśmiechnął się i przytaknął. Że z przyjemnością na takie pytanie odpowie. Poczułam ulgę. Nie wiem jak wy, ale ja, gdy czegoś nie rozumiem w dziele sztuki, to zawsze jeśli artystę mam w pobliżu to go o to pytam. Nie boję się. Akurat tego nie. Starając się nie urazić rzecz jasna, ale jednak.

Pytam i malarza, i rzeźbiarza, i poetę, i pisarza. Czasem łapiemy szybko kontakt. I łatwo wyczuwam człowieka w artyście i jego koncept. A czasem kompletnie to nie działa. Po prostu. Marcina poezja jest mi bliska poprzez tkankę miejską, którą jest przesiąknięta. Bohaterowie jego wierszy biegają (jak on), zmagają się z miłością i innymi demonami. Mówią wprost o depresji. Słuchają muzyki. Kochają. Wątpią. Dotykają zjawisk codzienności w sposób konkretny i bezpośredni. Na wielu poziomach rozumienia i zrozumienia naszej egzystencji.

Poza tym wiersze Marcina są dynamiczne i czyste. Zapraszają do kontaktu. Nie wymagają od czytelnika specjalistycznej lingwistycznej wiedzy. Tylko chwili uwagi. I skupienia. W zamian dostaniecie porcję refleksji i wzruszeń, o które na co dzień trudno. A na deser mała i mocna próbka z jego ostatniego tomiku „Tętno”.

Co istnieje

Nie istnieje poezja. Każdy wiersz jest bowiem
pocztówką z wakacji albo nekrologiem. Nie istnieje

interpretacja. Każda lektura to tylko ruch dłoni
w kasie dworcowej albo lampka w oknie podczas

jesiennej wichury. Nie istnieje człowiek. Są tylko
próby ubrania kruchego i brzydkiego ciała

w ciepły lub elegancki strój. I nie, nie istnieje
nic takiego, jak niewyjaśnione okoliczności

śmierci. Śmierć jest zawsze przeraźliwie jasna.
Istnieją tylko niewyjaśnione okoliczności życia.