Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

13275387_10154290937854875_1702952526_o

Dość narzekania. Wbrew narodowym przywarom, zamiast szukać dziury w całym, skupiamy się na tym, co nas zachwyca. I chcemy się z Wami dzielić naszymi och-ami i ach-mi. Rozpoczynamy cotygodniowy cykl, w którym będziemy polecać Wam to, co przykuło naszą uwagę w minionym tygodniu. Zaczynamy!


Agata: 

W ostatni weekend wykonałam kilka okrążeń wokół Stadionu Narodowego. Przebiegłam wszystkie piętra, dziesiątki razy zjeżdżałam z ruchomych schodów, torowałam sobie drogę łokciami w węższych korytarzach i odpoczywałam na trybunach. W tych zawodach brało udział kilkadziesiąt tysięcy osób, które dzielnie pracowały nad poprawą stanu polskiego czytelnictwa. Kocham targi książki przede wszystkim za to, że można kupować bezpośrednio od wydawców, skracając tym samym łańcuch pokarmowy o co najmniej jedno ogniowo – dystrybutora.

Warszawskie Targi Książki lubię też za stragany antykwariuszy. Gromadzą się jeden obok drugiego na piętrze 0, tam gdzie festiwal Komiksowa Warszawa.

Tym razem udało mi się dorwać do mojej kolekcji dwie książki z ulubionej kieszonkowej serii prozy Wydawnictwa Literackiego z lat 70. Okładki zaprojektował krakowski artysta Janusz Bruchnalski. Piękne kolory, typografia i nazwisko tłumacza na okładce. Pełen zachwyt!

Ewelina: 

a3lgqVQABvaB9N1CWX

Od kiedy pracuję nad przewodnikiem architektonicznym po Ochocie, często wpadam w zachwyt nad przedwojenną architekturą Warszawy. Śledzenie tego, jak zmieniało się miasto i porównywanie dawnej i obecnej zabudowy sprawia mi dużą przyjemność.

Ostatnio, szukając informacji na temat domów pracowników PKO w Kolonii Lubeckiego, natrafiłam na zdjęcie, które naprawdę mnie zachwyciło. Pochodzi z lat 30. XX wieku i przedstawia fragment ulicy Wawelskiej. Oprócz szukanych przeze mnie domów, widać na nim jeszcze pomnik Marii Skłodowskiej-Curie, który stoi w parku przed Instytutem Radowym (dziś schowanym pod warstwą styropianu) i akademik przy pl. Narutowicza. Jeśli ktoś kojarzy jak teraz wygląda ta okolica, to wie, że raczej nie zachwyca, więc warto popatrzeć na stare zdjęcia. A jeśli to kogoś interesuje, to najbardziej polecam oglądanie fotoplanów Warszawy, bardzo wciągające zajęcie!

Marta:

1662056309-lote-press-hi-res-02

W minionym tygodniu każdą wolną chwilę spędzałam w kinie. A to z powodu Docs Against Gravity. Obejrzałam wiele bardzo dobrych filmów, ale „Kraina oświeconych” w reżyserii i ze zdjęciami belgijskiego fotografa i filmowca Pietera-Jana De Pue wbił mnie w fotel i do teraz nie pozwolił o sobie zapomnieć.

Kręcony przez kilka lat dokument opowiada o Afganistanie, ukazanym przez pryzmat codziennego życia dzikiego gangu uzbrojonych kilkunastoletnich (bliżej 11-sto niż 18-stoletnich) chłopców z plemienia Kuchi. Chłopcy żyją w górach całkowicie pozbawieni opieki dorosłych. Napadają i okradają karawany, palą i handlują opium, rozbrajają stare radzieckie miny, a następnie sprzedają materiały wybuchowe dzieciom pracującym w kopalni lapis lazuli. Wydawałoby się, że sam fakt, że De Pue  zbliżył się do chłopaków na tyle, by uczestniczyć we wszystkich ich niezwykłych codziennych sprawach, już czyni film niesamowitym. Reżyser i operator tworzy jednak na bazie tej niesamowitej historii coś więcej niż tylko dokument. „Kraina oświeconych” to przepiękna metaforyczna narracja z pogranicza snu i jawy i zdjęcia, które zapierają dech w piersiach.

Mateusz: 

_MG_9463

fot. Basia Kuligowska/PION dla Centrum Architektury

Jako że pracuję w kilku miejscach jednocześnie, nudzić się, nie nudzę. Wręcz przeciwnie. Tu sesja, tu wywiad, tam festiwal, a w weekend spacer architektoniczny.

Tak wyglądała moja ostatnia sobota, podczas której w ramach Festiwalu Budynków, razem z Centrum Architektury i prawie 90 osobami maszerowaliśmy w trzech turach po niedostępnych na co dzień zakamarkach Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Coś wspaniałego! Scena, widownia, mała i wielka malarnia, pracownie rzemieślnicze, korytarze, zakamarki, niezliczone klatki schodowe i ogromniasta winda na ponad 25 osób. Byliśmy też tuż przy Kwadrydze Apollina, w sali prób chóru. Ponoć bliżej już się nie da! Zobaczyć ten gmach od środka to prawdziwa frajda dla architektonicznych freaków, ale nie tylko! Zachwyt total. Koniecznie wybierzcie się na takie oprowadzanie, bo naprawdę warto!