Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Przepytała: Agata Napiórska

Co poniedziałek zmuszam jedną osobę do nadludzkiego wysiłku. Zadanie polega na tym, by wybrać jedną książkę, jeden film i jedną piosenkę, które w jakiś sposób są ważne dla ankietowanego. Może być to wybór podyktowany nastrojem chwili, może być tzw. życiówka. I trzeba uzasadnić.

Zrzut ekranu 2015-11-09 o 13.25.10

Katarzyna Stanny – absolwentka Wydziału Grafiki ASP w Warszawie, Instytutu Historii UW oraz Instytutu Francuskiego w Warszawie. Od 2009 roku pracuje na Wydziale Sztuki Mediów ASP w Warszawie, gdzie od 2014 roku prowadzi Pracownię Projektowania Intermedialnego. Wykładowczyni Warszawskiej Szkoły Filmowej B. Lindy i M. Ślesickiego, UKSW oraz PAN. Zajmuje się grafiką użytkową, fotografią i pracą naukową. Jako projektantka biżuterii współpracuje ze Swarovski Elements. Realizowała projekty m. in. dla Działu Edukacji MHŻP, AM w Warszawie, Fundacji La Strada, TLiAM, IBL, etc. Prace prezentowała na dwudziestu sześciu wystawach indywidualnych malarstwa, grafiki, fotografii, ilustracji i biżuterii oraz na ponad osiemdziesięciu wystawach zbiorowych w Polsce, Francji, Niemczech i Luksemburgu. Laureatka wielu ogólnopolskich nagród i wyróżnień, w tym Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za szczególne osiągnięcia w pracy artystycznej i dydaktycznej.  Członkini Zarządu ZAiKS-u. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Film

Wesele, Andrzej Wajda, 1972.

roz4812457

Ekranizacja Andrzeja Wajdy w sposób mistrzowski oddała bogaty, polski i ludowy haft językowy pisemnego oryginału powstałego sto lat temu jako dramat narodowy pisany melodyjnym wierszem. Tytułowe wesele to prawdziwe wydarzenie, zabawa w podkrakowskich Bronowicach po zaślubinach poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną, jakie miały miejsce 20 listopada 1901 roku w Bazylice Najświętszej Maryi Panny w Krakowie. Podczas wesela, Wyspiański będąc jednym z gości obserwował zabawę i konflikty pomiędzy różnymi grupami społecznymi tańczącymi i rozmawiającymi w izbach bronowickiej chałupy. Różnice w ocenie ówczesnej skomplikowanej pomiędzy trzema zaborcami politycznej sytuacji Polski, były tym głębsze i bardziej karykaturalne im głębiej zapadała noc i goście w stan upojenia alkoholowego. Wynikiem obserwacji Wyspiańskiego jest genialny, ponadczasowy dramat narodowy o Polsce, ludziach i ich marzeniach o niepodległości.

Teatralna premiera „Wesela” w Teatrze Słowackiego 16 marca 1901 roku, była ogromnym wstrząsem obyczajowym dla miejskiej elity. Wśród postaci scenicznych jest cały przekrój polskiego społeczeństwa, które do czasu premiery uznawane było za nieistotną część żyjącą w cieniu wydarzeń, niemal na granicy społecznego marginesu. Świat artystyczny ówczesnego Krakowa (poeta, redaktor, malarz, pisarka) stał się pomostem dotarcia do grupy ustawionej dotychczas najniżej w hierarchii (chłopi, baba wiejska), których klamrą spina postać Stańczyka – symbolu mądrej troski o dobro państwa, stojącego a właściwie siedzącego ponad jakimikolwiek podziałami społecznymi i politycznymi.

Jest też postać Żyda i Racheli – zaznaczenie narodowego współistnienia na ziemiach polskich a także symboliczne postaci – zjawy (chochoł, widmo, upiór, Rycerz Czarny) odwołujące się do skomplikowanej Polskiej historii. Wprowadzenie na scenę prostego, potocznego języka oraz chłopów z ich nieokrzesanym wiejskim temperamentem było przełamaniem obowiązujących dotychczas kanonów zachowań wyższych sfer czy też elity intelektualnej Krakowa, czego rąbek zakłamania uchyliła także w kilka lat później Gabriela Zapolska w „Moralności pani Dulskiej”. Zachwyt Wyspiańskiego nad wartościami jakie niesie prostota wiejskiego życia miało swoje echo nie tylko w słowie ale także w jego sposobie życia i tworzonych obrazach.

Mistrz Andrzej Wajda w tak doskonały sposób przełożył literaturę na obraz, że odnosimy wrażenie oglądania dokumentalnego filmu z tego właśnie wesela a nie ekranizacji tak bardzo pięknego polskiego dramatu. Spójność obrazu filmowego Wajdy, ze współczesnym Wyspiańskiemu malarstwem barwnie oddaje charakter epoki a plejada polskich aktorów z najwyższej półki w sposób doskonały i magiczny przenosi widza w charakter dawnej epoki.

Książka

O malarzu rudym jak cegła, Janusz Stanny, 1961.

9bda9b5e5ab8c56cc0bdc3611d9e092dHistoria zatacza niesamowite koła…Na wspomnianym weselu Lucjana Rydla jednym z gości występujących jako postać Malarza był Stanisław Czajkowski, późniejszy profesor malarstwa warszawskiej ASP, którego studentem był m.in. mój tata Janusz Stanny, autor książki „O malarzu rudym jak cegła”

Profesor Janusz Stanny – mistrz polskiej ilustracji, poeta, wykładowca akademicki a przede wszystkim mój tata…książkę tą znam od zawsze, ponieważ kiedy się urodziłam, publikacja ta była już co najmniej pełnoletnia.

Lata 60-te to ważny okres łączący pracę projektową Janusza Stannego z literacką. Powstają trzy autorskie książki dla dzieci stanowiące istotny element w dorobku artystycznym twórcy: „O malarzu rudym jak cegła” (1961, Ruch) , „Koń i Kot” (1961, Ruch)  i „Baśń o Królu Dardanelu” (1963, Nasza Księgarnia) za którą w 1972 został uhonorowany Srebrnym Medalem na Targach w Moskwie. Wszystkie trzy publikacje to mistrzostwo ilustracji, typografii i przekazu literackiego autorstwa Stannego, który w tym okresie pełnił funkcję dyrektora artystycznego RUCHu (1960 – 1975). „O malarzu rudym jak cegła” jest jego książkowym autoportretem. Mieszkał wówczas i tworzył w maleńkiej, uroczej pracowni kupionej od Romana Bratnego na warszawskiej Starówce. W książce ulica nosi bajkową nazwę Księżycowej ale bohaterowie tacy jak kanarek i myszka mieszkali tam naprawdę…„Książeczka prosta i dowcipna, perfekcyjnie zakomponowana – każda rozkładówka to przejrzysta fabularna sytuacja, nakreślona jak najoszczędniej, syntetyczną kreską. Książka była bardzo nowoczesna przed z górą 40 laty…i taką pozostała. Ma wszystkie cechy evergreenu – nie zestarzała się ani o jotę z upływem lat” tak pisała o niej Joanna Olech. Piękna formalnie, oszczędna w formie książka dla dzieci wydawana i wznawiana była zarówno w Polsce jak i we Francji, w języku tak bliskiemu memu sercu również z powodów klasyki piosenki francuskiej, którą uwielbiam.

Piosenka

Je t’aime… moi non plusSerge Gainsbourg & Jane Birkin, 1969.

Piosenką – ikoną, symbolem jest napisana przez Serge’a Gainsbourga a wykonywana przez niego w duecie z Jane Birkin Je t’aime… moi non plus (1969) tak dalece erotyczna i zmysłowa, że nie do wyobrażenia sobie w polskiej wersji nawet po ponad 40 latach od jej napisania…

Tytuł w tłumaczeniu na język polski świetnie oddaje buntowniczą naturę autora „Kocham Cię, ja też nie”. Gainsbourg, w pewnym sensie surrealista współczesnej sobie epoki stworzył ponadczasową ilustrację muzyczną będącą nieco cyniczną definicją miłości, bardzo jednak zmysłową, erotyczną i pełną nieco dusznej atmosfery emocjonalnej i napięcia pomiędzy dwojgiem kochanków. Piosenka wywoływała skandale w krajach gdzie była emitowana, broniąc swej pozycji niezwykle wyszukaną i piękną formą muzyczną. We Włoszech została nawet zakazana a konsekwencje dla dystrybutora były daleko idące…Dzięki tego rodzaju PR-owi przebój stał się w sposób naturalny hitem, dostępnym niszowo, który wszyscy chcieli usłyszeć. Klasyka? Pewnie tak…ale zarówno forma się nie zestarzała ani trochę ani temat przewodni, który jest jej namiętnym motywem. Surrealizm przekazu sprawił, że wiele pozostaje w domyśle i tak właśnie powinna wyglądać miłość, namiętność, której nie można zdefiniować żadnym słowem…