Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

 

Tekst: materiały prasowe

Zdjęcia: Tola Martyna Piotrowska

Drewniane zegarki Woodlans, skórzane torby Ladybuq Art i bajkowe i dziecięce łóżeczka EkoBraci to produkty tworzone w niewielkich, polskich pracowniach przez mężczyzn, którzy pochodzą z różnych miast i mają odmienne umiejętności i doświadczenie zawodowe. Łączy ich jeden wspólny mianownik – każdy z nich to pełen pasji ojciec, który własną markę rękodzielniczą łączy z obowiązkami rodzicielskimi. W ramach akcji Tata Kreator 2015 DaWanda.pl, międzynarodowy portal z produktami tworzonymi ręcznie, po raz pierwszy  wybrał trzech ojców, którzy potrafią pogodzić role domowe z własnym przedsiębiorstwem kreatywnym.   

Piętrowy domek i wóz strażacki to dwa topowe projekty dziecięcych łóżeczek autorstwa Tomka Kaczmarka, założyciela marki EkoBracia. Każdy element jest ręcznie wycinany z drewna w niewielkiej pracowni w Justynowie, pod Łodzią.

Pierwsze łóżko wykonane przez Tomka do dziś służy jego synkowi, Igorowi. – Nie miałem w głowie długofalowego planu sprzedażowego. Po prostu chciałem zrobić coś innego od produktów dostępnych na rynku. Coś, co zachęci Igora do tego, by spał sam. To się zresztą udało, bo łóżeczko szybko stało się dla niego atrakcyjnym miejscem do zabawy – mówi.

Po tym jak pierwszy projekt wystawiony na sprzedaż wzbudził zainteresowanie, Tomek zaczął się zaopatrywać w profesjonalne narzędzia do obróbki drewna, a na YouTube podglądał warsztat innych fachowców. Powrót jego żony do pracy po urlopie macierzyńskim był kolejnym bodźcem do tego, by zająć się rozwijaniem własnej marki. Praca w domu była idealnym rozwiązaniem, które pozwoliło Tomkowi opiekować się synem w ciągu dnia. Zresztą niezależność działania od zawsze była dla niego cenna. – Tylko przez rok pracowałem u kogoś innego i wykonywałem zlecane mi zadania w sztywnych ramach czasowych. Nie lubię się komuś podporządkowywać na dużą skalę. Nie wiem czemu. Może dlatego, że przez kilka lat pracowałem z tatą i pomagałem mu przy remontach, a taka współpraca wygląda trochę inaczej niż praca na etacie. – mówi.

Zamiłowanie do majsterkowania w rodzinie Kaczmarków przechodzi z pokolenia na pokolenie. Zaczęło się od dziadka, który potrafił zrobić coś z niczego. Tata Tomka to również złota rączka. Wszystko wskazuje na to, że Igor, najmłodszy majsterkowicz w rodzinie również będzie rozwijał te predyspozycje. Już jako trzylatek wiedział w którą stronę wkręca się śrubki, a najlepszymi zabawkami były dla niego np. śrubokręty, kłódki, kluczyki. Dzisiaj ma swój własny zestaw narzędzi, który starannie przechowuje w dużej skrzyni. Igor bardzo lubi pracę z tatą w jego pracowni. -Kiedyś zapytałem go co chciałby robić jak dorośnie. Jego odpowiedź była krótka: “Chciałbym Ci zawsze pomagać”mówi Tomek.

Klientki marki Ladybuq Art z Arabii Saudyjskiej, Brazylii i Meksyku wprawdzie nie potrafią wymówić nazwy miasta z adresu nadawcy, ale wiedzą, że ich ulubione skórzane torebki pochodzą z Polski. To o czym nie mają pojęcia to fakt, że produkty powstają w niewielkiej manufakturze z Kraczkowej pod Rzeszowem, ich twórca jest z zawodu pedagogiem, a nikt z pracowni Ladybuq Art nigdy wcześniej nie zajmował się tworzeniem wyrobów ze skór.

Nigdy nie chodziliśmy do szkoły krawieckiej. Żadna z osób, które z nami pracuje nie robiła tego czym się teraz zajmuje. Na efekt finalny każdej torebki pracuje pięć osób, a w najbardziej pracowity dzień z pracowni wychodzi nawet dziesięć gotowych produktów. – mówi Darek Bełch, twórca marki.

Na międzynarodowym portalu z handmadem DaWanda.pl Ladybuq Art sprzedało już ponad tysiąc produktów i należy do bestsellerowych sprzedawców platformy. Jeszcze kilka lat temu Darek Bełch, twórca manufaktury nigdy by nie podejrzewał, że w ten sposób potoczy się jego życie.

tata-kreator-21

Najpierw był Dublin i sześć lat spędzonych poza zawodem pedagoga. Powrót do Polski był bolesny.Próbowałem się przekwalifikować, robiłem różne rzeczy, np. uprawnienia do pracy jako elektryk.  Żonie udało się znaleźć dobrze płatną pracę, ale ja ciągle ścierałem się z brutalną rzeczywistością na rynku mówi Darek. Większość znajomych, którzy wrócili do Polski w nadziei na lepsze życie zrezygnowało i ponownie wyjechało do Irlandii. – Byliśmy o krok od takiej samej decyzji. Wszystko zmienił przypadek. Budowaliśmy dom, wykańczaliśmy go od rana do nocy. Kiedyś usiadłem potwornie zmęczony przy biurku, wszedłem na jeden z portali aukcyjnych i natknąłem się na  starą maszynę do szycia za 200 zł. Właścicielka fajnie napisała, że to jest stara maszyna po jej dziadku kuśnierzu i to do mnie przemówiło uśmiecha się Darek. Jego dziadek był szewcem i po wojnie szył w swoim domu na starej, kultowej maszynie Singer.

Po maszynie w domu szybko znalazło się pudło skórzanych ścinków, oraz zestaw zardzewiałych, przedwojennych narzędzi. Metodą prób i błędów zaczęły powstawać pierwsze torebki. Po roku domowa pracownia była wyposażona w lepszy sprzęt, zaopatrzona w skóry z polskich garbarni, a Darek razem z żoną mogli się pochwalić wiedzą na temat szycia i obróbki skór.

Wraz z zamówieniami powiększyło się ich gospodarstwo domowe. Darek jest mistrzem logistyki, co udowodnił przy aranżowaniu niewielkiej pracowni, w której pracuje jednocześnie kilka osób. Dodatkowo doskonale dzieli swój czas pomiędzy pracę i rodzinę, co bywa wyzwaniem przy dwójce dzieci. Dwulatek Maksymilian tak jak tata uwielbia motocykle, a młodszy, 9-miesięczny maluch z ogromną ciekawością eksploruje najbliższe otoczenie. Kiedy razem wchodzą do pracowni, są w swoim żywiole, a najlepszymi zabawkami są dla nich narzędzia kaletnicze.

– Kiedy byłem zły, albo przemęczony zdarzało mi się pomyśleć, że lepiej byłoby pracować na etacie. Ale w głębi duszy wcale tego nie chciałem. Czuję ogromną satysfakcję, gdy czytam komentarze zadowolonych klientów, i widzę do jakich krajów wysyłam produkty. To mnie najbardziej motywuje – mówi Darek. Pracownia Ladybuq Art ma już stałe klientki na całym świecie.  Regularnie wysyła paczki do Barcelony. Jedna z tamtejszych klientek kupuje nawet dwie torebki miesięcznie. – Ponieważ nasze produkty są personalizowane, zdarzają się zamówienia nietypowe. Jedna z klientek, która często lata samolotem, poprosiła o uszycie torby zajmującej cały luk na bagaż podręczny. Torba oczywiście została przygotowana wg podanych przez nią wymiarów, i towarzyszy jej w każdej podróży – wspomina Tata Kreator.

Michał Napierała przez kilkanaście lat zajmował się marketingiem w dużych korporacjach. Nie przypuszczał, że będzie w stanie własnoręcznie stworzyć tak unikalny projekt, jak drewniany zegarek. Wszystko zmieniło się w 2013 roku. W przeciągu ostatnich trzech lat wykonał już prawie tysiąc zegarków, a hobby szybko zastąpiło etat i stało się jego nowym źródłem utrzymania. – Kiedy pojawiły się pierwsze zamówienia myślałem, że nową pasję będę realizował w domu, po pracy. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że na etat nie mam już czasu. Nie planowałem tego, to się po prostu wydarzyło – mówi Michał Napierała, twórca marki Woodlans i tata 5-letniego Kuby.

Niespełnione marzenie z dzieciństwa, by zająć się modelarstwem, słabość do szlachetnych materiałów takich jak drewno, sprawiły, że Michał w kilka miesięcy po zmianie pracy i przeprowadzce do Krakowa, spędził tygodniowy urlop na tworzeniu pierwszego projektu. Nie potrzebował do tego zaawansowanej technologii. Na początku najwyższej jakości deska dębowa, pilniki, ręczna frezarka i szlifierka z supermarketu musiały wystarczyć. Google i YouTube dostarczyły podstawowe informacje o obróbce drewna i sztuce zegarmistrzowskiej, a główną inspiracją były rosyjskie, drewniane zegarki kieszonkowe, produkowane w XIX wieku przez rodzinę Bronnikov. Pierwszy powstał w 1837 i prawdopodobnie trafił w ręce przyszłego cara Aleksandra II.Nie wzorowałem się na masowych produktach. Każdy element wypracowałem samodzielnie, bo lubię prymitywizm w tworzeniu, czyli odkrywanie na własną rękę rozwiązań, które ktoś już wymyślił. Działałem mniej więcej tak, jak poeta, który pisze wiersz, nie przeczytawszy żadnego wcześniej – mówi Michał.

Po sześciu dniach powstał pierwszy zegarek, a po tygodniu w kolejce czekało pięć zamówień. Po kilku miesiącach było ich tyle, że Michał na dwa tygodnie zaszył się w swojej pracowni, kosztem pracy w firmie. Wtedy podjął decyzję, by pożegnać się z etatem i rozwijać Woodlans bez zawodowych ograniczeń. To nie była łatwa decyzja. Mimo wszystko regularnie wypłacana, satysfakcjonująca pensja sprawia, że bijesz się z myślami i ciężko jest zrezygnować z tej stabilizacji. Mnie się udało, choć żaden biznesplan by tego nie przewidział. Moim zdaniem największym wrogiem rozpoczęcia własnej działalności jest dogłębna analiza finansowa. Wszystkich ludzi z ciekawym pomysłem zachęcam, by nie szukali słabych punktów, nie szukali dofinansowania i wspólnika. Niech na początku zaczną realizować swój pomysł w skali, na jaką mogą sobie pozwolić. Uprzedzam jednak, że handmade to ryzykowny sposób na życie dla kogoś, kto taką działalność traktuje tylko jak biznes i nie podchodzi do tego szczerze.Tutaj nie ma miejsca na anonimowość! Trzeba gwarantować jakość produktów własnym imieniem i nazwiskiem. Dla mnie jest to przede wszystkim hobby i jestem bardzo szczęśliwy, że potrafię na tym zarobić.

Kubuś, 5-letni synek Michała często siedzi razem z nim w pracowni i bawi się przy stole pełnym drewnianych elementów i zegarowych mechanizmów. Sami decydują o tym kiedy jest czas na wspólną zabawę, a nie deadline w pracy taty albo target, który trzeba wyrobić do końca tygodnia. Tata Kreator nie tylko tworzy biznes handmade, ale również samodzielnie kreuje jakość i ilość czasu spędzanego z synem. – Zależy mi, by zaszczepić w Kubusiu gen przedsiębiorczości, ale nie będę robił nic na siłę. Będę go wspierał i pomagał mu rozwijać taką pasję, którą sam wybierze.