Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Na Podhalu byłam kilka razy razy. Dwukrotnie na wycieczkach szkolnych, raz z przyjaciółmi, a raz w zeszłym roku, z mężem i córką na Zakopiańskim Festiwalu Literackim, swoją drogą świetnym. Już wtedy po spotkaniu z byłym dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego Pawłem Skawińskim, oczarowana jego opowieściami o górach, poczułam, że chcę wrócić do stolicy polskich Tatr. Może tym razem zimą?

Propozycję wyjazdu prasowego do nowotwartego hotelu przyjęłam więc z radością. Podobnie jak współredaktorka „Zwykłego Życia”, moja przyjaciółka, Marta Mach. Na koniec roku planowałyśmy zrobić podsumowanie naszych działań i obgadać plany na kolejny rok – czemu by nie w pięknych okolicznościach przyrody?

EN Hotel położony jest w Tatrzańskim Parku Narodowym na wysokości 1030 m n.p.m, na szlaku który prowadzi na Myślenickie Turnie. Z okien hotelu po jednej stronie widać nartostradę. Z każdego okna widać góry i drzewa. Na teren Parku nie można wjeżdżać autem, co gwarantuje w nocy absolutną ciszę. Nie ma tam też świateł miasta, co oznacza całkowitą ciemność.  W okolicy nie można stawiać nowych budynków. Hotel mieści się w zabytkowym budynku dawnego Energetyka, stąd nazwa EN Hotel, w odległości 100 metrów od dolnej stacji kolejki linowej z Kuźnic na Kasprowy Wierch.

To, co zastałyśmy na miejscu przerosło nasze oczekiwania – hotel można by stawiać za wzór prostej, niewymuszonej elegancji. Każdy szczegół jest dopracowany i spójny z całością. Nic dziwnego – nad projektem pracowała para architektów – Marysia Borgosz-Smaga i Kuba Smaga, specjaliści od renowacji, których studio nazywa się „Old New Architekci”. Szczególnie lubią pracować z naturalnymi materiałami.

EN Hotel, którego są zresztą współwłaścicielami był dla nich wymarzonym obiektem do pracy. Postawili na kamień i drewno. Na zewnątrz budynek, który wpisuje się w nurt zakopiańskiej architektury lat 20. i 30. XX wieku, czyli tzw. „murowańców”, zachował swój kształt i charakter. A niebylejakie to przymioty, bo kamienie do jego budowy zostały wydobyte z pobliskich rzek, a drewno z tutejszych lasów.

Podczas przebudowy wykorzystano również jedynie materiały pierwotnie występujące w Tatrach: granit, stal i drewno. Drewno zresztą pozyskane zostało z rozbiórki starych góralskich szop. Dzięki temu pierwsze, co czujesz tuż po przekręceniu klucza z kamienną nasadką, to charakterystyczny, zapach naturalnego drewna, po który, między innymi, jedzie się w góry.

Wdech-wydech!

Meble i dodatki w hotelu zaprojektowano w lokalnych manufakturach. To wielka zaleta tego miejsca, w każdym jego zakątku można podziwiać lokalne rzemiosło: tkane, lniane zasłony w naturalnym kolorze, podobnie jak narzuty na łóżkach, ceramika, ręcznie rzeźbione fronty i blaty mebli.

Pierwszy raz byłam w zupełnie innym Zakopanem: En Hotel jest tak położony, że nie trzeba w ogóle widzieć okolicy Krupówek, można uniknąć oczopląsu, tłumów i hałasu.
Odpoczywają wszystkie zmysły.

Zostałyśmy zabrane na spacer do Hali Kondratowej i oprowadzone przez Jana Sabałę-Krzeptowskiego (z rodu najznamienitszego zakopiańskiego gawędziarza), przewodnika i autora książek o Tatrach, który współpracuje z hotelem. Zaserwował nam solidną dawkę wiedzy o górach, przyrodzie, zwierzętach i historii tego rejonu. Do tego sypał ciekawostkami jak z rękawa, a jedna lepsza od drugiej. Okazuje się, że na górskie szlaki najlepiej wybrać się wczesną zimą, jest wtedy najmniej turystów. Faktycznie, spotkałyśmy jedynie grupę biegaczy.

EN Hotel to miejsce, w którym idealnie można się zrelaksować – są sauny, a rano w weekendy jogę na miejscu prowadzi Anita, która energią mogłaby obdzielić pół Zakopanego. Robi to zresztą w dosłownym tego zdania znaczeniu jako jedyna zakopiańska instruktorka jogi (a na co dzień aktorka z Teatru Witkacego).

Jedzenie! Wspólnikami Marysi i Kuby są Kasia i Tomek – restauratorzy, on spowinowacony z Karpielami i Sabałami, ona aktorka Teatru Witkacego (jej mama rządziła miastem w latach 90. jeśli chodzi o rozrywkę – prowadziła popularny bar, a za dnia kwiaciarnię i butik). Obydwoje za cel stawiają sobie szerzenie miłości do Tatr, co okazują poprzez gastronomię. I rzeczywiście En Hotel do serca trafia też przez żołądek. Kuchnia jest otwarta a każda potrawa, która wychodzi spod rąk kucharza Jakuba Celeka jest wyśmienita. Moskole, pstrągi rzeczne, jesiotry, pierogi, zupy, desery. Wszystko w duchu neo fine diningu, nieprzerysowane i bliskie naturze. Do tego selekcja win pochodzących jedynie z rejonów górskich świata.

Powiem szczerze: wyjazd do EN Hotelu odczarował dla nas Zakopane i wyostrzył apetyt na zdobywanie dzikich górskich zakątków.

Reklama