Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Od kilku lat, regularnie, już na początku listopada jestem stawiany (a może sam siebie stawiam i to, co dalej napiszę, zupełnie nie będzie trzymało się kupy?) w bardzo niekomfortowej dla mnie sytuacji, a mianowicie muszę dokonać wyboru między moją rodzoną rodziną a rodziną z wyboru, tą, którą tworzę z moim partnerem. Świąteczne igrzyska śmierci czas start!

Ostatnio jest jeszcze trudniej niż dotychczas. Pojawiła się bowiem nowa członkini naszej dwuosobowej rodziny – suczka foksteriera imieniem Kreska, „córeczka”, jak lubimy ją nazywać, choć zarzekaliśmy się, że aż tak na jej punkcie nie oszalejemy. Nie wyszło. Żaden z nas nie chce spędzić świąt bez niej – bo „przecież to jej pierwsze święta!”, nie mówiąc już o tym, że odkąd po raz pierwszy, i jak do tej pory ostatni (na osiem, chyba osiem lat wspólnego życia), spędzaliśmy święta Bożego Narodzenia razem, co roku marzymy o tym, aby to powtórzyć. Można więc zapytać: ale co w tym trudnego?

Pakujecie się do auta, pociągu, blabla czy busa i jazda, pielgrzymie, święta to nic wielkiego! Nie każdy ma jednak taką możliwość. Z różnych przyczyn, mniej lub bardziej zależnych od nas. Jakie zatem rozwiązanie znaleźć w tej sytuacji? Kogo wybrać? Z kim spędzić czas przy choince, w radosnej atmosferze, jedząc długo wyczekiwane dania i ciesząc się z prezentów? A z kim się pokłócić i komu sprawić, chcący/niechcący, przykrość? Odpowiedź na pewno nie jest łatwa, bo ktoś zawsze będzie pokrzywdzony, któraś z zainteresowanych stron. I tutaj ważne info: ja również. Zatem w tym roku postanowiłem wybrać… siebie. Mam dosyć stawiania na tej delikatnej szali relacji z bliskimi osobami, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Dosyć. Postanowione. Spędzę święta po swojemu. Jak? Super prozaicznie – pojadę nad polskie morze, wynajmę pokój, wyłączę telefon i odpocznę od przebodźcowania social mediami, nawdycham się jodu.

Nie jest łatwo zdobyć się na taką odwagę. Ktoś może zapytać: a co to za „odwaga” to wybranie siebie? Ale tego życzę każdemu na te zbliżające się święta. Bo czym różni się dbanie o swój komfort podczas świąt od dbania o, chociażby, zdrowie, zarówno to psychiczne, jak i fizyczne? Stosujemy diety, regularnie się badamy, chodzimy na terapię, jogę, siłownię czy basen, więc dlaczego tak trudno przychodzi  nam dbanie o swój komfort podczas świąt? No właśnie. Zagadka.

Jeśli podobnie jak ja co roku dokonujesz wyboru, daj sobie prezent na te święta i… nie szarp się, codzienność (choć zbyt często o tym tutaj nie piszemy) jest wystarczająco trudna. Odetchnij i zwolnij, a ten wolny, „gratisowy” czas wykorzystaj jak najlepiej dla siebie, w zgodzie z własnym sumieniem. Nie gwarantuję, że to rozwiązanie dla wszystkich, ale co ci szkodzi? W ostateczności za rok będą kolejne święta, znów barszcz czerwony z uszkami poplami „nieplamiący się” obrus, a na talerzu dla strudzonego wędrowca wylądują ości.