Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Wybudowana pod koniec lat 80. XX wieku na pustkowiu w Arizonie w Stanach Zjednoczonych Biosfera 2 to ośrodek naukowy należący do Uniwersytetu Arizony. Obecnie znajduje się na liście dziesięciu atrakcji turystycznych stanu. Wymyślony w hipisowskiej komunie i ekowiosce projekt kosztował ponad 200 milionów dolarów i wzbudzał ogromne zainteresowanie na całym świecie. Miał być wielkim krokiem dla ludzkości w dążeniu do podboju kosmosu, a stał się inspiracją dla programu „Big Brother” i jednym z najgorszych wynalazków XX wieku. Co poszło nie tak?

„Najbardziej ekscytujący projekt naukowy od czasu podróży na Księżyc”*

Dla sceptyków Biosfera 2 to tak naprawdę wielka, całkowicie szczelna szklarnia ze stalową podstawą, o ponad hektarowej powierzchni, czyli wielkości dwóch boisk do piłki nożnej. Dla naukowców i entuzjastów podróży kosmicznych ambitny projekt ekscentrycznego wizjonera – prototyp przyszłych kolonii na Marsie. Nazwa Biosfera 2 nie oznaczała wcale kontynuacji projektu, ale odnosiła się do Biosfery 1, czyli Ziemi. Żeby jak najlepiej odwzorować ziemski ekosystem, naukowcy pod przewodnictwem Johna Allena zamknęli pod wielkim kloszem pustynię, bagno, zbiornik wody imitujący ocean z rafą koralową, sawannę, las tropikalny oraz pola uprawne z farmą, na której znalazła się trzoda chlewna i drób. Znalazło się tam niemal cztery tysiące gatunków fauny i flory, tworząc kompletny i zróżnicowany sztuczny ekosystem. W teorii zamknięta w Biosferze 2 grupa ośmiu ochotników, składająca się między innymi z lekarza, botanika, informatyka, elektronika i diabetyka, miała być całkowicie samowystarczalna.

* Magazyn „Discover”

 

Ojciec projektu

Biosfera 2 została wymyślona przez ekscentrycznego inżyniera Johna Allena, urodzonego w 1929 roku w Carnegie w stanie Oklahoma. Ten inżynier, metalurg, absolwent Harvardu, ale także ekolog, poszukiwacz przygód i pisarz, w 1963 roku, po halucynogennych doświadczeniach z pejotlem wyjrzał przez okno nowojorskiego biurowca, w którym pracował, i zdał sobie sprawę, że nie może go otworzyć. Poczuł się uwięziony w szkle jak robak (jak na ironię prawie trzydzieści lat później zamknął pod szklanym kloszem grupę ludzi). Postanowił wtedy wyjechać z Nowego Jorku i podróżować po świecie w poszukiwaniu mądrości. W trakcie swojej dwuletniej podróży był prawie wszędzie, odwiedził między innymi Uzbekistan, Afganistan, Turcję, Indie, Nepal, Birmę, Tajlandię, Malezję, Singapur, Wietnam, Japonię, Filipiny i Australię. W Afryce mieszkał z Berberami i awangardową koterią literacką w Tangerze, a także założył pracownię malarską w Fezie w Maroku.

Kosmiczna bzdura w stylu New Age?

Po powrocie w słynne lato miłości 1967 roku w dzielnicy Haight-Ashbury w San Francisco – centrum amerykańskiego ruchu hippisowskiego – jako nauczyciel ezoteryki prowadził zajęcia dla młodych ludzi, zjeżdżających do miasta w poszukiwaniu nowego, wolnego od nakazów i zakazów stylu życia. Atmosfera optymizmu i społecznego eksperymentu, jaka zapanowała wtedy w Stanach Zjednoczonych, była zaraźliwa. Wraz z kilkoma innymi artystami i wolnymi duchami Allen założył Teatr Wszystkich Możliwości, który miał być nową formą społeczną, inspirowaną rozwojem nauki i techniki oraz głębokim związkiem ze światem przyrody, w którym artysta mógłby żyć bez biedy i wyobcowania. Dwa lata później Allen oraz zafascynowani ekologią członkowie teatru założyli niedaleko Santa Fe w Nowym Meksyku ekowioskę i artystyczną komunę o nazwie Synergia Ranch. Prowadzili w niej badania nad energią słoneczną i wiatrową, ekologiczną uprawą roślin i zajmowali się rzemiosłem, wykonując przy tym ćwiczenia aktorskie. Synergia Ranch, w przeciwieństwie do większości kontrkulturowych eksperymentów pojawiających się w tym czasie w Stanach Zjednoczonych, rozwijała się bardzo dobrze (i istnieje do dziś). Synergianie byli bardzo pracowitą grupą – na trudnym do uprawy, wysoko położonym terenie posadzili ponad tysiąc drzew, w tym kilkaset owocowych, założyli ogrody warzywne, zbudowali kopułę geodezyjną Fullera oraz budynki z cegły suszonej na słońcu, przyczyniając się do renesansu tradycyjnej architektury ceglanej tamtych rejonów. W latach 70. i 80. rozszerzyli zakres swoich działań o zespół koncertowy, instytut badawczy, Galerię Październikową w Londynie, hotel w Katmandu, projekty zrównoważonego leśnictwa w Puerto Rico i odnowy sawanny w Australii, centrum konferencyjne z farmą ekologiczną w Prowansji oraz własnoręcznie zbudowany statek badawczy, który opłynął cały świat.

Zainteresowani ekologią młodzi ludzie chętnie przyjeżdżali do komuny pracować i żyć. Jedną z takich osób był Edward Bass, bez którego Allen nie zrealizowałby swojej największej wizji. Miliarder, spadkobierca fortuny naftowej, który przybył na Synergia Ranch w 1974 roku, dekadę później w całości sfinansował budowę Biosfery 2, przeznaczając na ten cel niewyobrażalną sumę 200 milionów dolarów.

Wszystko zaczęło się od snu

Biosfera 2 przyśniła się Allenowi pod koniec lat 60. Wtedy jeszcze jako projekt małej futurystycznej społeczności ekologicznej. Omawiany przez lata z różnymi naukowcami, również specjalistami od kosmosu i finansowaniu zahipnotyzowanymi wizją stacji badawczej – kolonii w duchu eko Eda Bassa urósł do skali, jaką dziś możemy oglądać w Arizonie. Budowa zaczęła się w 1985 roku, a w pracę nad projektem było zaangażowanych ponad dwustu naukowców i inżynierów. W ciągu sześciu lat zaprojektowali i zbudowali sztuczną biosferę, która miała wytrzymać sto lat eksperymentów. Żeby jak najlepiej odwzorować różnorodność ziemskiej fauny i flory, powstał specjalny zespół, który przywoził je z odległych zakątków świata, między innymi z Karaibów, obu Ameryk i Afryki. Wszystkim przyświecał jeden cel – przygotowanie prototypu kosmicznej komuny. Zamieszkujący ją śmiałkowie mieli być samowystarczalni, uprawiając własną żywność i przetwarzając całe powietrze, wodę i odpady.

Teoria samowystarczalności

Futurystyczne budynki, przypominające fantazyjną stację kosmiczną, ciągle robią wrażenie, a na przełomie lat 80. i 90. wzbudzały ekscytację i ogromne zainteresowanie mediów.

Pierwsza misja zaczęła się 26 września 1991 roku. W eksperymencie wzięło udział ośmiu naukowców – cztery kobiety i czterech mężczyzn – lekarz i badacz Roy Walford, Jane Poynter, Taber MacCalluma, Mark Nelson, Sally Silverstone, Abigail Alling, Mark van Thillo i Linda Leigh, którzy w kombinezonach wzorowanych na tych noszonych przez kosmonautów NASA weszli do Biosfery 2 i zgodzili się zostać tam dwa lata. Głównym celem eksperymentu było zbadanie, czy sztuczna biosfera może w ogóle działać, rozrastać się, i czy uda się ustabilizować wodę, glebę i atmosferę tak, by zachować bioróżnorodność organizmów, a ludzie w niej mieszkający będą mogli żyć i pracować zachowując zdrowie.

 

Problemem okazał się tlen

Mimo bardzo ambitnych planów i ogromnego budżetu szybko uznano, że eksperyment się nie udał. Problemem okazał się znikający tlen. W pewnym momencie było go tak mało, że wpływało to na funkcje poznawcze ekipy. Lekarz, który miał dbać o zdrowie załogi, na skutek niedotlenienia miał problemy z tak prostymi działaniami jak dodawanie, ale skutki braku wystarczającej ilości tlenu odczuwali wszyscy członkowie eksperymentu. Powietrze wewnątrz Biosfery 2 odpowiadało warunkom na wysokości 4000 m n.p.m. Biosferianie mieli więc problemy z bezdechem i szybko się męczyli. Media, które bardzo interesowały się życiem w Biosferze 2, podchwyciły temat, ogłaszając że członkowie ekipy badawczej umierają. Nie było tak źle, ale problem znikającego tlenu spędzał sen z powiek naukowcom. W końcu, w porównaniu do symulacji przygotowywanych przed rozpoczęciem „misji”, uciekło gdzieś 7 ton gazu. Ostatecznie znaleziono winowajcę – bakterie glebowe, które miały doskonałe środowisko w zamkniętej atmosferze i szybko się namnażały, produkując ogromne ilości dwutlenku węgla. Ten z kolei, zamiast być pochłanianym przez rośliny, które dzięki temu mogłyby produkować więcej tlenu, reagował z wodorotlenkiem wapnia w betonowych ścianach. Zdecydowano, że trzeba z zewnątrz dopompowywać tlen, który przyjeżdżał w ogromnych cysternach. Idea samowystarczalności szybko upadła.

Nadmiar dwutlenku węgla powodował również zakwaszanie wody w miniaturowym oceanie Biosfery 2, co prowadziło do obumierania rafy koralowej. Dlatego, żeby ją ratować, trzeba było podnieść PH wody za pomocą środków chemicznych. W miniaturowej biosferze naukowcy szybko zauważyli ten problem, zanim jeszcze zaobserwowano go na Ziemi.

Najważniejszą awarią był niedobór tlenu, ale uczestnicy eksperymentu mieli również inne problemy, które wymagały pomocy z zewnątrz. Drugim dużym problemem był głód, ponieważ to, co udało im się wyhodować, nie wystarczało do wykarmienia ośmiu osób. Ich dieta musiała być niskokaloryczna, ale przy tym wysokoenergetyczna, żeby mogli pracować kilka godzin dziennie przy pielęgnacji upraw oraz prowadzeniu badań naukowych. Co w takim razie hodowali? Ryż, fasolę, orzechy, owoce i warzywa, między innymi bataty, których jedli tak dużo, że w końcu ich skóra stała się pomarańczowa. Nic dziwnego, że przez większość czasu jedli głównie to samo, skoro zrobienie pizzy zajmowało średnio cztery miesiące i zaczynało się od wysiania zboża na mąkę. Mimo problemów z brakiem wystarczającej ilości jedzenia stan zdrowia załogi po dwóch latach okazał się doskonały. Co prawda Biosferianie stracili trochę na wadze, ale byli okazami zdrowia.

„Big Brother” w wersji eko

Gorzej było z psychiką członków eksperymentu. Mimo że nie byli całkowicie odizolowani i mogli kontaktować się ze światem zewnętrznym za pomocą telefonu i poczty elektronicznej, to wewnątrz grupy panowały spore napięcia. Niskie morale, spowodowane niewystarczającą ilością tlenu i jedzenia, a także docierająca do członków eksperymentu krytyka z zewnątrz, doprowadziły do podzielenia się grupy na dwa obozy. Naukowcy mieli sprzeczne opinie na temat tego, jakie kroki powinni podejmować jako grupa. Relacji wewnątrz nie poprawiały kamery przymocowane do szklanych ścian, które obserwowały ich każdy krok. W pewnym momencie bardziej niż poważny eksperyment naukowy przypominało to reality show, w którym zamiast badaniami interesowano się romansami i konfliktami między członkami załogi. Zresztą producenci pierwszego na świecie prawdziwego reality show „Big Brother” przyznali, że Biosfera 2 była dużą inspiracją dla programu. Opuszczenie po dwóch latach Biosfery 2 przez członków załogi oglądało ponad miliard osób na całym świecie.

Po zakończeniu eksperymentu członkowie załogi mieli problemy z odnalezieniem się w codziennym życiu. Do tej pory wszystko, a przynajmniej większość rzeczy, które jedli, była hodowana przez nich. Dwutlenek węgla, który wydychali, zasilał owoce, warzywa, zboże, które później zjadali. Byli świadomi, jaką rolę odgrywają w sztucznej biosferze. Po wyjściu szokiem dla nich było to, że nie potrafili określić, skąd pochodzi ich jedzenie. Stracili poczucie własnego miejsca i wpływu na ogromną biosferę, jaką jest Ziemia.

Dystrofia zamiast utopii

Okazało się, że bez pomocy z zewnątrz naukowcy nie są w stanie zaopatrzyć się w jedzenie i tlen, dlatego eksperyment uznano za porażkę. Zarzucano organizatorom gromadzenie jedzenia przed rozpoczęciem projektu, a w trakcie jego trwania do środka regularnie dostarczano nasiona, witaminy a nawet pułapki na myszy. O tym, jak duża to była porażka, wskazuje umieszczenie Biosfery 2 na liście stu najgorszych wynalazków XX wieku według magazynu „Time”. Jednak wcześniej kłótnie między Allenem a Bassem doprowadziły do zerwania współpracy, a sztuczny ekosystem został wydzierżawiony przez Uniwersytet Columbia. Prowadzono tam badania nad globalnym ociepleniem, z którego w tamtym czasie dopiero zaczęto zdawać sobie sprawę. Biosferę 2 poddawano więc długotrwałym suszom i atmosferom o wysokiej zawartości dwutlenku węgla, w celu sprawdzenia, jak w przyszłości może wyglądać Ziemia, i szukania rozwiązań na odwrócenie tego procesu. Z utopijnego, hipisowskiego projektu podboju kosmosu i zamieszkania na Marsie Biosfera 2 stała się symulacją katastrofalnej wizji przyszłości.

 

 

Materiał ukazał się pierwotnie w numerze POWIETRZE, który możesz zamówić TUTAJ