Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Przeprowadzka do pierwszego wspólnego mieszkania była impulsem. Choć okolica, sąsiedzi i ilość światła wpadającego przez okna napawały optymizmem – podświadomie czuliśmy, że istniejący wystrój nie mówi nic o nas samych. To wrażenie dodatkowo spotęgowała przyjacielska wizyta Mikołaja, który zerkając na zastane umeblowanie, bez wahania stwierdził, że nie po drodze mu ze sprzętami, które próbują udawać coś, czym do końca nie są. Po tym zdaniu ruszyła cała machina. Dzięki dobrodziejstwu Internetu i telefonii komórkowej, udało się pozyskać kupców na większość mebli. Resztę sukcesywnie przenosimy do lokalowej komórki, gdzie do dziś czekają na  swój nowy żywot.

Naszym źródełkiem wnętrzarskich rarytasów jest komis społeczny zlokalizowany dosłownie rzut beretem od domu. Ten niepozorny punkt na mapie Opola, stanowi kopalnie mebli odpornych na upływ dekad. Wśród nich odnaleźliśmy rozkładany stół z Krakowskich Fabryk Mebli, który na co dzień pełni funkcję stanowiska pracy, podczas świąt z kolei mieści niejeden towarzyski magiel.

(zobacz galerię zdjęć)

 

Od tygodnia możemy również napawać się widokiem i funkcjonalnością witryny Śląsk z Obornickich Fabryk Mebli. Ta dama bez trudu mieści wszystkie segregatory, książki i ramki, które jeszcze niedawno z nieładem składowaliśmy w każdym wolnym kącie.

(zobacz galerię zdjęć)

 

W naszej kolekcji są też pamiątki z podróży. Na tokijskim pchlim targu udało nam się zdobyć całą ferajnę japońskich kocurów – pięknie wkomponowanych w deserowe talerze. Początkowo miały pełnić swoją pierwotną funkcję w kuchni, lecz widok tych ciekawskich spojrzeń, zmusił nas do znalezienia im odpowiedniego miejsca na ścianie.

(zobacz galerię zdjęć)

 

Od października do domowego zwierzyńca dołączył także drewniany tukan, który z gracją i powagą przypomina o zabraniu listy rzeczy z warzywniaka.

 

A skoro jesteśmy w temacie warzyw i owoców, to nieodłącznym elementem podczas wszystkich zakupów i  wypraw po mieście jest mój rower, który traktuje jako równorzędnego członka naszej małej rodziny. Oprócz terminowych przeglądów, codziennej pielęgnacji, co jakiś czas buszuje wśród rowerowych okazji, by podziękować mu za bezawaryjne wyprawy za miasto. Choć z racji na metraż, rower  nie może stanowić elementu wystroju, bez wahania zaliczam go do grona rzeczy, które tworzą wnętrze naszego domu.

 

Jakub Szulecki – freelancer fotograf, zagorzały rowerzysta, a od niedawna także mors na kąpieliskach Opola. Swoimi zdjęciami współtworzy wizerunek Klubokawiarni Laba na Wyspie Bolko.