Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Berlin Party 01

Tekst: Justyna Dolecińska / BERLINSKO

Zdjęcia: Nette Ey oraz Justyna Dolecińska

Załóżmy, że zaczyna się zimowy weekend w Berlinie. W mieście nie dzieje się akurat nic spektakularnego – nie ma ciekawego festiwalu, koncertu, ani dużej imprezy. Mimo tego mam ochotę konkretnie potańczyć. Jak planuję udane wyjście i jak wygląda typowy szalony weekend w Berlinie? Odpowiedzi poniżej.

Kluczem do dobrej zabawy, poza towarzystwem, jest także odpowiedni wybór miejsca. W Berlinie na brak klubów nie można narzekać, jednak każdy z nich gwarantuje nieco inne doznania muzyczne i socjalne. Świetne wprowadzenie w berlińską scenę klubową stanowi książka Tobiasa Rappa Zagubieni w dźwięku, która opisuje zjawisko popularyzacji berlińskiego sposobu imprezowania. Jego istotną częścią składową jest zamiłowanie do techno, dlatego głównie takich dźwięków należy spodziewać się na parkietach w stolicy Niemiec. Informacji o bieżących wydarzeniach można szukać na wiele sposobów. Najlepszym lokalnym, przekrojowym źródłem aktualności jest serwis Restrealität (powstały po zamknięciu kultowego Ostgut), do którego dostęp uzyskać można tylko na specjalne zaproszenie, lub otrzymując login od wtajemniczonych. Taki system wprowadza wstępną selekcję i ograniczenie liczby uczestników na imprezach niedostępnych szerokiemu gronu, a także stwarza aurę elitarności i tajemniczości. Zaglądam tam, na inne portale społecznościowe i muzyczne, newslettery i oficjalne strony klubów, berlińskie blogi, np. iHeartBerlin i aplikacje (np. Abend albo Vamos).

Załóżmy, że nie wybieram się nigdzie z powodu konkretnego DJa, a raczej kieruję się potencjałem miejsca do stworzenia określonej atmosfery. W piątkowy wieczór rezygnuję zatem z Berghain (a właściwie Panorama Bar – jedynej części klubu czynnej w pierwszy dzień weekendu) i stawiam na mniej turystyczne, mniejsze lokalizacje, gdzie łatwiej bawić się w większym gronie znajomych. Warunki te spełniają oddalone od popularnych dzielnic Heideglühen (Moabit), Czar Hagestolz (Marzahn), Sisyphos (Rummelsbug). Choć zdecydowanie przyjemniejsze latem, zimą też potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Inne miejsca, które też biorę pod uwagę to m.in.: Griessmühle (Neukölln), ://about blank (Friedrichshain), Ipse (Kreuzberg), Kater Blau (Friedrichshain). Dobre cykliczne imprezy organizują: Kit Kat Club (Gegen), ://about blank (Homopatik), Rummels Bucht (Voll Schön).

Berlin Party 02

Do gustu przypada mi (i znajomym) program Heideglühen, a ponadto wiem, że warto się tam wybrać właśnie w piątek (imprezy organizowane tylko co dwa tygodnie, od piątku do soboty przez pełne dwadzieścia godzin). Po drodze zatrzymujemy się na drinki w jednej z moich ulubionych barowych okolic (np. Weserstrasse, Oranienstrasse, Reichenbergerstrasse, Boxhagener Platz), a następnie z zakupionym w Späti piwie ruszamy w kierunku bajkowej destynacji. Na miejsce docieramy sporo po drugiej w nocy, a mimo tego wszystko dopiero powoli zaczyna się rozkręcać.

To, co najbardziej lubię w berlińskich klubach to nastawienie na ludzi – to dla nich tworzy się przyjazne przestrzenie, ułatwiające interakcje i takie, z których nie chce się wychodzić. W Berlinie popularnym sloganem pojawiającym się na murach jest “Nie zapomnij wrócić do domu”, który wraz z fragmentem opisu książki Rappa doskonale podsumowuje weekendowe ekscesy w mieście: didżej jest ważny, ale nie najważniejszy, a gwiazdorstwo nie jest w dobrym tonie, w samym klubie zaś nie liczą się drogie wnętrza, lecz dobre nagłośnienie i atmosfera, powszechną zasadą jest zakaz robienia zdjęć, rodzice nieraz częściej chodzą do klubów od własnych dzieci, a imprezy trwają nawet siedemdziesiąt dwie godziny…

Zostajemy długo, bo ciężko zdecydować się na wyjście, kiedy energia tłumu nie pozwala przestać tańczyć. Lądujemy wszyscy w jednym mieszkaniu, gotowi wspólnie stawić czoło przykrym efektom dnia poprzedniego…

Berlin Party 06

Berlin Party 04

Berlin Party 07

Po przebudzeniu późnym wieczorem zapada decyzja o śniadaniu. Udajemy się do popularnych weekendowych miejsc, w których Frühstück podawany jest niemal przez cały dzień, np.: Cabslam, Geist im Glas, House of Small Wonder, Silo, czy Alaska. Reszta dnia polega na obijaniu się i regenerowaniu sił przed kolejnym maratonem tanecznym. Celem jest Berghain – największy i najbardziej oblegany klub w Berlinie. O samym miejscu, polityce na bramce, kolejkach, bramkarzu Svenie Marquardt’ie krążą legendy. Dużo mówi się o tym, jak trzeba wyglądać, żeby wejść do środka. Uważam jednak, że selekcja nie jest dokonywana pod kątem ubioru. Bramkarze oceniają raczej zdolność osoby do odnalezienia się i bawienia się w środku, a tam zdarzyć może się wszystko. Celowo nie zdradzam szczegółów tym, którzy tam jeszcze nie byli. Warto przekonać się na własnej skórze. Napiszę tylko: nie na darmo klub nazywany jest świątynią hedonizmu.

Czas ucieka nieubłaganie. Szczęśliwcy zostają jeszcze na secie zamykającym, a zmęczona reszta udaje się powoli do domu, by odpocząć i by następnego dnia spróbować powrócić do rzeczywistości.