Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Z Szymonem Kaźmierczakiem i Sebastianem Kubiakiem, założycielami marki PURITE, rozmawiamy o nowościach, zrównoważonym podejściu do pielęgnacji cery oraz wyzwaniach doby pandemii. Miłej lektury!

Mateusz Bzówka: Marka Purite od zawsze kojarzy mi się ze zrównoważonym podejściem do pielęgnacji oraz jakością, której mogą pozazdrościć inne marki kosmetyczne. Z przyjemnością używam waszego dezodorantu z zieloną glinką, to mój musthave. Jednak wasza oferta wciąż się powiększa i ewoluuje. Co nowego w niej znajdziemy?

Szymon Kaźmierczak: Dzięki za tak miłą opinię! Z jednej strony obecna sytuacja nie jest idealnym czasem na wprowadzenie nowości, które od dawna chodziły nam po głowie. Z drugiej strony, przymusowe zamknięcie spowodowało, że część z tych pomysłów miała szansę z głowy przedostać się na papier, a potem do laboratorium.  Przede wszystkim dokończyliśmy naszą linię przeciwtrądzikową. Do istniejącego już mydła i oleum pokrzywowego, dołączyliśmy tonik oraz krem. Te cztery kosmetyki razem stanowią pełną pielęgnację cery problematycznej, składającej się z czterech kroków: oczyszczenie, tonizacja, nawilżenie (ukojenie) i odżywienie (natłuszczenie).

Mateusz: Cera trądzikowa, czyli jaka?

Sebastian Kubiak: Cera trądzikowa to bardzo często cera wysuszona (zabiegami kosmetycznymi, zbyt agresywną pielęgnacją), więc jej odpowiednie nawilżenie i natłuszczenie to klucz do rozwiązania problemu. Nowości, czyli krem i tonik powstawały długo, ale dzięki temu ich skład jest dobrany w punkt, zaczerpnięty z inspiracji z całego świata. Mamy tu zatem m.in. stosowane w ajurwedzie olej tamanu i klitorię ternateńską, niezwykle cenny i wszechstronny wrotycz marokański, rzadko stosowaną w kremach, a mającą świetne działanie przeciwtrądzikowe kozieradkę, jedno z najdelikatniejszych źródeł lekko złuszczających kwasów owocowych – ekstrakt z mandarynki czy znany od wieków naturalny surowiec o właściwościach przeciwbakteryjnych, przeciwzapalnych i kojących, czyli balsam copaiba. Być może dzięki tej serii, mając teraz trochę więcej czasu na pielęgnację w domu, osoby z cerą trądzikową i problematyczną śmielej wyjdą na ulice, kiedy będziemy mogli już to bezpiecznie robić i nie zakrywać połowy twarzy maseczką!

Mateusz: Choć mam wrażenie, że wszyscy narzekają na te nieszczęsne maseczki, muszę przyznać że jest to bardzo dobry „kamuflaż” wszelkich defektów i niedoskonałości cery!

Sebastian: Na większe niedoskonałości, młodość i witalność też coś mamy! Wypuściliśmy właśnie krem BX, który ma w składzie akmelię, inaczej zwaną jeżówką elektryczną, a jeszcze inaczej – roślinnym botoksem, z aktywnym spilantolem. Jest to więc kosmetyk głęboko liftingujący, odmładzający skórę i przeciwzmarszczkowy o działaniu przypominającym działanie botoksu – z tą tylko różnicą, że całkowicie naturalnego i bezpiecznego.

Mateusz: A czy wśród nowych produktów znajdę coś „na koronę”? Nie mam tutaj na myśli oczywiście leku ani szczepionki, ale swego czasu brakowało na półkach chociażby płynu do dezynfekcji.

Szymon: I z tym sobie poradziliśmy. Naszą kolejną nowością jest produkt, do którego stosowania zapewne musimy przywyknąć, czyli płyn do dezynfekcji dłoni – Manus. Podeszliśmy do tego specyfiku oczywiście w duchu Purite. Skoro zostanie z nami na dłużej i jest nam konieczny, niech będzie maksymalnie jak się da łagodny, 1000% bezpieczny i przyjemny w użyciu. Jest to produkt biobójczy, dlatego konieczne było zgłoszenie i uzyskanie stosownego zezwolenia. Udało się. W jego składzie, zgodnym z rekomendacjami WHO, jest m.in. legendarny „olejek czterech złodziei” – antybakteryjny, antyseptyczny, a przy tym pięknie pachnący. Dlaczego bowiem nie zrobić płynu do dezynfekcji dłoni, który jest skuteczny, ale przy tym miło pachnie cytrusami, rozmarynem, goździkiem i cynamonem? Płyn będzie można uzupełniać w niższej cenie do szklanej buteleczki wielokrotnego użytku w naszym warszawskim, znów otwartym po krótkiej przerwie, salonie! Wpadnijcie tam do nas, bo bardzo się stęskniliśmy!

Mateusz: Plotka głosi, że planujecie otwarcie kameralnego salonu spa. Opowiedzcie coś o tym! Na jakim jesteście etapie?

Sebastian: Plotki, ploteczki… Ale tak, z planów dużo dalszych i spędzających nam sen z powiek, z początkiem roku rozpoczęliśmy remont kameralnego gabinetu spa, który otworzymy w tej samej kamienicy przy pl. Grzybowskim, w który mieści się nasz salon. Remont musieliśmy troszkę spowolnić, ale bardzo czekamy na jego finał, bo miejsce będzie niezwykle intymne i inne niż wszystkie. Unisex, przyjazne każdemu, ciepłe i skoncentrowane na holistycznej terapii skóry metodami manualnymi. Kto widział nasz salon, ten w lot zrozumie, o czym mówimy. Liczymy, że otwarcie nastąpi latem, ale musimy się tu uzbroić w cierpliwość. Już teraz serdecznie zapraszamy!

Mateusz: Wraz z nadejściem „nowej postkoronawirusowej normalności” ograniczenie konsumpcji wydaje się być rozwiązaniem bliskim wielu osobom. Jak podejść do tego odpowiedzialnie i rozsądnie w kontekście pielęgnacji cery?

Szymon: Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że od początku istnienia Purite nawołujemy do kosmetycznego minimalizmu. Nie wypuszczamy nowości co 3 miesiące, nie tworzymy marketingowo chwytliwych, ale nieuczciwych, w naszej opinii, względem konsumentów piętnastu nowych linii na piętnaście wymyślonych problemów skórnych. Wydaje nam się, że w takim podejściu jest nasza siła. Uczciwym, rzetelnym, odpowiedzialnym. Ponadczasowym. Każdy, kto nas odwiedził na targach czy w salonie wie, że nie wciskamy na siłę wielu kosmetyków. Zawsze radzimy: zacznij od tego, jeśli zadziała, dodaj to. Wykończ to, co masz w domu (pod warunkiem, że ci nie szkodzi!), poczytaj, przemyśl i wróć, jeśli jesteś przekonana/przekonany. Słuchaj swojej skóry i nie daj sobie wmówić, że koreańska pielęgnacja to hit sezonu i da ci skórę marzeń. Być może służy Koreankom i Koreańczykom, ale Europejkom i Europejczykom – niekoniecznie. Nie mamy również podziału na kosmetyki męskie i damskie, bo ten podział jest naszym zdaniem zbędny. Kosmetyki Purite są tak skomponowane (także jeśli chodzi o zapach olejków eterycznych), że świetnie służą zarówno kobietom, jak i mężczyznom – są unisex. Możemy więc ten sam kosmetyk (jak np. krem, mydło czy dezodorant) stosować w parze lub nawet rodzinnie.

Mateusz: Wyznawcom i zwolennikom „różowego podatku” właśnie opadła szczęka.

Szymon: Nie wszyscy pewno się z tym zgodzą i polubią tę opinię, ale naszym zdaniem nie ma różnych typów cery, jest tylko cera źle pielęgnowana. Wszyscy marzymy o tym, żeby była po prostu zdrowa i piękna. Czyli – normalna. I po to jest Purite, aby przywrócić skórze równowagę, wspomóc jej własne procesy uzdrawiania, odrzucić to, co szkodzi nam, naszej skórze i planecie. To jest nasz dekalog normalności i racjonalności – nie tylko na postkoronawirusową rzeczywistość, ale na zawsze.

Odwiedź Purtie już dziś!

Mateusz: Pandemia to zarówno nowe wyzwania, ale również nowe możliwości. Jak radzicie sobie z zaistniałą sytuacją?

Sebastian: Nie mamy sformułowanej recepty na daleko zakrojoną przyszłość, bo obecnie wszelkie prognozy można nazwać raczej wróżbami. Staramy się robić swoje, skończyliśmy kilka kosmetyków, których premiery odkładaliśmy od kilku miesięcy. Zmobilizowaliśmy się do zaktywizowania naszych social media – ruszyliśmy z cyklem relacji video o pielęgnacji i terapii skóry na Instagramie. Oczywiście, nie będziemy ukrywać, że to nie jest łatwy czas  – odwołane targi i eventy, zamknięty salon stacjonarny, skupienie ludzi na kwestiach bardziej fundamentalnych niż pielęgnacja skóry. Ale niestosownością by było nadmiernie narzekać, bo naokoło widzimy masę dramatycznych sytuacji życiowo-zawodowych, a my mamy pracę, nasz zespół, naszą pasję i naszych przyjaciół-klientów trzymających kciuki za Purite. Mamy mnóstwo dalszych pomysłów w głowie, na których realizację jest teraz więcej czasu. I mamy jednak ogromną nadzieję, że wrócimy do normalności, będziemy mogli się spotykać, rozmawiać, uśmiechać, radzić. Bo tylko dzięki temu Purite ma sens 🙂