Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

„Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy” śpiewał Marek Grechuta w jednym ze swoich ponadczasowych przebojów, na których wychowało się kilka pokoleń Polaków i Polek. Trudno się z nim nie zgodzić, dzisiaj, w obliczu pandemii tym bardziej. Czas pokaże gdzie ostatecznie wylądujemy i czy to lądowanie, będzie względnie łagodne. Oby. Jednak zanim to nastąpi, rozmawiamy z Kasią Kotnowską, której spontaniczna akcja z Grechutą w tle, przerodziła się, no właśnie, w coś więcej. Bo jak sama mówi: „Czas izolacji to świetny moment, żeby zdefiniować siebie na nowo, wsłuchać się w to co mówi ciało i czego chce głowa – jakie są twoje realne potrzeby.”

Mateusz Bzówka: Poznałem cię niedawno na Instagramie jako artystkę i aktywistkę. Moja znajoma udostępniła Twojego posta i się zaczęło. Kim jest Katarzyna Kotnowska?

Katarzyna Kotnowska: Wbrew pozorom to bardzo ciężkie pytanie, wcale nie jest mi tak łatwo zdefiniować siebie. I tutaj ciekawostka: jakiś czas temu zwróciło się do mnie Muzeum Krakowa, że zanim dowiedzieli się kim jestem, planowali akcję „Kim jest K.?” w nawiązaniu do mojego pierwszego wpisu „na mieście”. Kim więc jest K.? Mieszkam w Krakowie, maluję obrazy, projektuję. Przez chwilę prowadziłam swoją markę odzieżową, ale musiałam na jakiś czas ją zawiesić. Jestem sobą, czuję że teraz bardziej niż kiedykolwiek. Jestem mamą Sary oraz córką i wnuczką na pełen etat – to wszystko wyznacza mój czas, rytm, myśli i działania. Czas izolacji to świetny moment, żeby zdefiniować siebie na nowo, wsłuchać się w to co mówi ciało i czego chce głowa – jakie są twoje realne potrzeby.

MB: Twoja krakowska akcja odbiła się szerokim echem w social-mediach. Skąd pomysł na taką akcję? Co Cię zainspirowało? Dlaczego taka forma i akurat takie medium?

KK: Faktycznie, moja akcja odbija się szerokim echem, czego kompletnie się nie spodziewałam. Mało tego, nawet jej jakoś specjalnie nie planowałam. Mieszkam w centrum Krakowa. Kiedy zaczęły się dość rygorystyczne obostrzenia i nie można było chodzić po ulicy we dwie osoby, nałożono nakaz noszenia masek, samorządy zamknęły parki a co za tym idzie planty, gdzie zawsze wychodzę z psem, stanęłam na pustej, prawie wyludnionej ulicy i zobaczyłam słup reklamowy, gdzie najpierw wydarzenia były odwoływane a póżniej, operator zakleił go białym papierem. To, wbrew pozorom, było bardzo emocjonalne doświadczenie, napłynęły mi łzy do oczu.

MB: To był impuls?

KK: Poczułam, ze muszę coś na nim napisać. Dla siebie, dla sąsiadów, dla ludzi, którzy idą na przystanek, do pracy itd., coś, co będzie podnosić na duchu. Z jednej strony napisałam więc słowa z piosenki Marka Grechuty: „WAŻNE SĄ TYLKO TE DNI, KTÓRYCH JESZCZE NIE ZNAMY”. Uznałam, że gdyby żył, to właśnie to by nam zaśpiewał, a że swoje dorosłe życie, podobnie jak Wisława Szymborska, spędził w Krakowie (choć, jak niewiele osób wie, urodził się w Zamościu), wybór był oczywisty. Z drugiej strony słupa, po rozmowie z moim przyjacielem Bartkiem Chwilczyńskim napisałam: „JESZCZE WRÓCA PIĘKNE DNI” i namalowałam serce. Wrzuciłam zdjęcie z akacji, podczas której towarzyszyła mi mama, na Instagram i… poszło. Zdjęcie na moim prywatnym profilu zebrało prawie 2000 lajków i udostępniono je ponad 700 razy. Ludzie zaczęli robić zdjęcia z moim plakatem, zaczęli publikować je na swoich mediach społecznościowych i po chwili, mój wpis zaczął pojawiać się w lokalnej, ale nie tylko, prasie i mediach, jako obrazek dający nadzieję. Moja spontaniczna akcja zaczęła żyć własnym życiem. Jasne dla mnie jest to, że wielkość napisów i ich lokalizacja oraz pewnie trafność zrobiły robotę. I cieszę się z tego.

Obserwuj Kasię na Instagramie!

MB: Jednak na jednym wpisie na mieście się nie skończyło.

KK: Tak. Postanowiłam iść za ciosem i zrobić kolejne wspierające hasła i podziękować tym, dzięki którym mogliśmy i wciąż możemy zostać w domu. Chciałam przypomnieć wszystkim osobom, które natknął się na wpis, że warto „WSPIERAĆ LOKALNIE” i że razem „DAMY RADĘ”. W odpowiedzi na kolejną akcję dostałam masę wiadomości, dobrych słów i podziekowań, ale żeby nie było zbyt kolorowo – spotkałam się też z negatywnymi reakcjami.

MB: Jak nazwać to co robisz? Czy jest to street art? Art-aktywizm? Jak byś to nazwała?

KK: Powiem szczerem, że jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu to zrobiłam. Tak czułam i cieszę się, że w tamtym momencie miałam na tyle odwagi aby wyjść z farbami i coś namalować.

MB: Nie obawiałaś się ewentualnych konsekwencji?

KK: Pewnie, że tak! Za każdym razem miałam obawy czy policja mnie nie złapie i będę się musiała tłumaczyć, czego bardzo nie chciałam. Muszę jednak zaznaczyć, że niczego nie niszczę – to gdzie powstawały moje wpisy to powierzchnie tymczasowe.

MB: Twoje działanie ma dla mnie sporo wspólnego z działalnością Pawła Ponurego Żukowskiego i jego akcjami artystycznymi, takimi jak chociażby „Damy radę”, gdzie Żukowski tworzy tablice bezpośrednio nawiązujące estetyką do tablic i znów, które doskonale znamy z różnego rodzaju marszy, pikiet czy manifestacji.

KK: Muszę przyznać, że nie znałam wcześniej Pawła, poznałam go dopiero przy okazji pandemii. Domyślam się, że on, podobnie jak ja, ma odwagę i ochotę wyrażać siebie i swoje myśli. Wiesz, kiedyś robiłam to na bluzach np. TOUCH MY SOUL, NOTHING LASTS FOREVER, EVERYBODY HURTS, wychodzimy więc od innych rzeczy. Z Pawłem, łaczy nas napis DAMY RADE, ale ja posłużyłam się cytatem z piosenki WWO, a on, z tego co mi się wydaje, doszedł do tego hasła inną drogą. Podobnie jak @dudewithsign. Zanim powstały moje pierwsze wpisy, nie myślałam, że mogą mieć tak dużą i pokrzepiającą moc.

MB: Czy planujesz kolejne tego typu inicjatywy, działania i akcje?

KK: Zobaczymy! Robię gdy czuję taką potrzebę. Po pierwszej fali wpisów musiałam trochę ochłonąć, nie chciałam na siłę wymyślać kolejnych rzeczy. Nie chciałam wejść w rutynę. Bronię się przed tym aby traktować moje wpisy jako regularną działalność, którą chcę wypromować siebie. Jestem od tego daleko. Chcę, żeby to co robię było szczere i z serca. Codziennie przychodzą mi do głowy różne hasła, ale często zastanawiam się nad tym, czy nie są np. zbyt osobiste. Liczy się dla mnie sposób w jaki zostaną one odebrane przez mijających je ludzi. Wymyśliłam teraz hasło na plakaty, które mają zawisnąć w mieście i wiem, ze kilkoro artystów zostało zaproszonych do udziału w akcji i to jest świetne. Nie mogę się doczekać efektów!

MB: Mimo stosunkowo krótkiego żywota, twoja akcja została w międzyczasie skopiowana przez panią radną y z miejscowości x. Jak widać, kryzys nie kryzys, pandemia nie pandemia, kopiować, khem khem, „inspirować” się autorskimi akcjami w zbijaniu kapitału politycznego można. Jakie jest Twoje stanowisko?

KK: Dokładnie, skopiowała a nie zainspirowała, robiąc coś swojego, coś w duchu inicjatyw, które są świetne i wynikają z poczucia jakiejś wspólnoty i są wzruszające i im takich akcji więcej, tym lepiej, tylko faktycznie zrobiła to tak samo jak ja, zapożyczając nie tylko hasło ale i serducho, przypisując koncept sobie i wieszając w swojej miejscowości. Na początku, gdy kilka pierwszych osób wysyłało mi linki, reagowałam bardzo emocjonalnie. Musiałam się z tego wyżalić. Jednak gdy zobaczyłam, że na profilu tej Pani pojawiła się fala negatywnych komentarzy, poczułam się jeszcze gorzej. Porozmawiałam z nią, wyjaśniła, ze faktycznie zobaczyła mój wpis gdzieś w internecie i bardzo ją to poruszyło, więc bez sprawdzania źródła skopiowała koncept. Po tej rozmowie uznałam, ze od samego początku zamysł mojej akcji jest taki, żeby ludzie po prostu poczuli się lepiej. Wycofałam się więc z jakichkolwiek pretensji. Nikt nie potrzebuje teraz negatywnych emocji.

MB: Jak wyglada Twoje zwykle życie podczas kwarantanny? Masz może jakieś sprawdzone tipy dla naszych czytelników?

KK: Nie chcą dawać rad innym osobom. Nie czuję się w tym kompetentna. Każda osoba odczuwa tę sytuację po swojemu. Myślę jednak, że ważne jest aby wynieść z tego czasu coś więcej, zrobić coś dla siebie czy innych, zainwestować ten czas w samorozwój i pracę nad sobą, albo, tak dla odmiany wybrać kierunek przeciwny – wyciszyć się i odpocząć.

MB: Załóżmy, że to szaleństwo kiedyś się skończy. Jakie masz plany na „po pandemii”?

KK: Czas pandemii mocno weryfikuje plany i mniej lub bardziej konkretne założenia, pokazuje zarówno nowe możliwości ale i dużą ulotność rzeczy, które, do tej pory, wydawały trwałe i „nie do ruszenia”. Mam marzenia i wyobrażenia, jak może wyglądać świat, zarówno ten globalny, jak i mój prywatny,  ale chciałabym połączyć to co robiłam do tej pory czyli ubrania oraz malowanie, z designem. Trzymajcie kciuki!

//

Tablice i plakaty z akcji Kasi w maju br. zostały włączone do zbiorów Archiwum Państwowego w Krakowie, jako wizualne świadectwo pandemii.