Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

„Rzeczy kultowe” to długofalowy projekt, w ramach którego obejrzeć możecie w Państwowym Muzeum Entograficznym wystawę „Disco Relaks”. Jakie zjawiska kultowe odbijają się w fenomenie disco polo, co to jest „feminopolo” i jak się mają utwory Bayer Full do sztuki naiwnej rozmawiamy z kuratorami, Moniką Borys i Bartoszem Wójcikiem.

Marta Mach: Skąd pomysł, żeby na warsztat wziąć disco polo, wstydliwy wycinek polskiej kultury, który ludziom uczęszczającym do galerii i muzeów kojarzy się jedynie z obciachem?

Bartosz Wójcik: Wystawa “Disco Relaks”, której wspólnie z Moniką Borys jesteśmy kuratorami, stanowi część projektu “Rzeczy kultowe”. Jego pomysłodawcami są Anna Grunwald i Aleksander Robotycki, którzy zaprosili mnie do współpracy. Disco polo pojawiło się w orbicie naszych zainteresowań jako fenomen kulturowy o szerokim zasięgu, któremu warto przyjrzeć się przez pryzmat zjawisk kultowych. Muzeum szuka obecnie tematów aktualnych i angażujących, aby nawiązać inspirujący dialog ze zwiedzającymi. Tak więc w projekcie „Rzeczy kultowe” wystawa „Disco Relaks” to nie jedyna, która poruszy zaskakujące tematy.

Jeśli rzeczywiście disco polo “kojarzy się jedynie z obciachem”, to, po pierwsze, warto rozszerzać spektrum skojarzeń, czym również właśnie zajmuje się współczesna etnografia. Po drugie, myślę, że założenie jakoby disco polo było wyłącznie jednorodne wynika z jego współczesnej unifikacji, a co sama wystawa chce przełamać. Po trzecie, to pierwsza w historii wystawa skupiająca się na disco polo i korzystająca z tego zjawiska, by choć odrobinę zmniejszyć deprecjonujący stygmat klasowy, którym bywa podszyta jego dość zautomatyzowana recepcja. Taki odruch kolanowy na dźwięk nawet już nie samej muzyki czy fragmentu tekstu, ale na hasło “disco polo”. Jako ofiara ukąszenia gitarocentrycznego, sam miałem, jak sobie przypominam, takie właśnie reakcje w antycznych latach 90. Zaproszenie do stworzenia wystawy i w rezultacie współpraca z całym zespołem zmusiło mnie do przepracowania również własnej, niechlubnej przeszłości.

Na ekspozycji obok obiektów dotyczących disco polo w sensie stricte, znają się też obrazy i rzeźby twórców sztuki naiwnej. Chcecie tym samym zasugerować, że grupa Bayer Full jest Nikiforem naszych czasów?

Monika Borys: Nie chodzi o proste skojarzenie twórców naiwnych z discopolowcami. Inspiracją była dla mnie wystawa “Hello World. Revising a Collection”, którą widziałam w zeszłym roku w berlińskim Hamburger Bahnhof. Zadawała bardzo ważne pytanie: jak wyglądałaby kolekcja sztuki w dużej europejskiej instytucji, gdyby otworzyć ją “na świat”, na inne konteksty kulturowe i formy twórczości uznane za niekanoniczne. Co się stanie, gdy zestawimy dzieło sztuki z “anty-sztuką”, czy obiekty te wejdą w dialog? Świetnie było tam widać, że kolekcja ma zawsze charakter polityczny. Fascynujące były np. kolaże, które śledziły, jak wędrują w kulturze motywy wizualne i przekraczają rozmaite podziały tworzone przez prawo i instytucje. Pracując z kolekcją Państwowego Muzeum Etnograficznego, szukaliśmy połączeń między wizualnością wczesnych teledysków muzyki chodnikowej, ikonografią sztuki kasetowej a dziełami malarskimi oraz rzeźbami z PME. W toku tych poszukiwań chcieliśmy roboczo zdefiniować, czym mogłaby być “discopolowa wyobraźnia” i co ją charakteryzuje. Może jest bardziej uniwersalną wrażliwością estetyczną i nie można jej ograniczyć tylko do gatunku muzycznego? Wskazałabym tu na takie cechy, jak wybujałość, zaburzenie proporcji, lęk przed pustką, erotyzujące formy, symbole prosperity czy motyw raju. Pojawią się one zarówno w teledyskach Shazzy, jak i w obrazach Magdaleny Shummer naśladujących konwencję naiwną czy w fantazyjnym malarstwie Jana Płaskocińskiego.

Jak wyglądała współpraca z Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie?

BW: Z wystawą jest trochę jak z wydawaniem książki – świetnie ten szereg zależności podsumował w zeszłym roku Marcin Wicha, odbierając Nagrodę Nike. Książkę niby firmuje autor czy autorka, ale jej ostateczny kształt zależy od pracy wielu osób, często zupełnie medialnie nieeksponowanych. W przypadku ekspozycji, poza samą pracą duetu kuratorskiego, efekt zależy od koordynacji elementów składowych, scenografii wystawy, identyfikacji wizualnej, etc. A za każdym z tych zadań stoją konkretne osoby, którym w tym miejscu zbiorczo dziękujemy.     

Jak tłumaczy to Alexander Roberts, jeden z islandzkich kuratorów tańca: “współpraca jako taka jest trudna, ale wszystko inne jest niemożliwe”. Współpraca szła swoim instytucjonalnym torem, co – jak przyzna zapewne wiele osób mających doświadczenia projektowe w sektorze kultury – oznacza zespołowe negocjacje, wspólne narady, ustalenia, spotkania robocze w większych i mniejszych podgrupach oraz aktualizację aktualizacji. Prace rozpoczęliśmy w grudniu 2018 roku i od tego czasu wystawa przeszła ewolucję: zmienialiśmy kierunek, wprowadzaliśmy korekty kalendarza. I tylko raz spóźniłem się na pociąg powrotny do Lublina. Początkowo, zgodnie z założeniem całego projektu, ekspozycja miała mieć charakter bardziej krótkotrwały. Pojawiło się nawet wiążące słowo-klucz: “efemeryczna” w odniesieniu do wystawy. Ostatecznie, z czego się cieszymy, potrwa do pierwszego marca 2020 roku i kto wie, może w tym czasie zrodzi się pomysł na kontynuację – w takiej czy innej formie.

„Pijaczki” Magdalena Shummer; Fot. Edward Koprowski

Podejmujecie aspekt feministyczny poświęcając cały rozdział wystawy kobietom w disco polo. Opowiedzcie o tej części więcej.

MB: Mówi się, że disco polo ma płeć i jest to płeć męska. W latach 90. ta branża rzeczywiście zdominowana była przez mężczyzn, ale nie znaczy to, że nie było tam artystek. Od teoretyczek feministycznych, np. od Lindy Nochlin, wiemy, że nie należy zatrzymywać się na pytaniu o nieobecność kobiet, np. w sztuce, ale raczej to pytanie trzeba odwracać i przyglądać się momentom sprawczości kobiet, ich działaniom. Disco polo pod względem wzorców płciowych jest bardzo problematyczne, teksty często przedstawiają bardzo patriarchalną wizję świata, zakładają bierność i uległość kobiet. Na wystawie pokazujemy, że w przypadku kobiecego disco polo często role genderowe układają się inaczej. Artystki śpiewają o swoich seksualnych pragnieniach, potrzebach materialnych, chcą romansować, są sprawcze.

BW: Chcieliśmy, żeby opowieść o kobietach znalazła się w samym centrum ekspozycji (również fizycznie, bo rozdział zatytułowany “Feminopolo” jest rozdziałem środkowym wystawy), ale żeby też postacie kobiet (artystek, choć nie tylko) i ich reprezentacje (np. figury z ikonografii discopolowej) towarzyszyły zwiedzającym od początku do końca. Dlatego też wystawę otwiera wieloznaczny obraz Magdaleny Shummer, dlatego też w ostatnim rozdziale wybrzmiewa tekst piosenki “Discopolka” Gangu Śródmieście, w którym pojawia się między innymi odwołanie do Marii Janion. W moim przypadku inspiracją była także teza Moniki Borys o emancypacyjnym potencjale disco polo, ale też optyka Vivien Goldman i pisarstwo Viv Albertine i ich spojrzenie z perspektywy kobiet na ruch punk rockowy, którego recepcja bez dokonań – i mówię tu o walorach muzycznych, ale i o świadomościowych, społecznych – kobiecego zespołu The Slits byłaby uboższa i byłaby nieuczciwym postawieniem sprawy.

Z opisu wystawy zrozumiałam, że traktujecie disco polo jako zamknięty okres w historii polskiej kultury. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy waszym zdaniem era disco polo się zakończyła?

MB: Wystawa skupia się przede wszystkim na latach 90. jako złotej erze disco polo i pokazuje ten gatunek muzyczny jako obszar polskiej kultury ściśle związany z przemianami transformacyjnymi, ale jest też kilka wątków związanych ze współczesną discopolową branżą. Pokazujemy również jak współcześnie disco polo wykorzystywane jest marketingowo i w jaki sposób staje się inspiracją dla twórców z pola sztuki współczesnej czy muzyki niezależnej. Disco polo nie jest oczywiście zamkniętym okresem i będzie istniało zawsze. Warto jednak pamiętać, że dziś ta muzyka jest inna niż w „najntisach”. Zniknął przede wszystkim amatorski charakter tej twórczości, jakiś zew eksperymentowania, który jest bardzo widoczny i słyszalny w disco polo z okresu, kiedy rynkiem muzycznym w Polsce rządzili piraci.

BW: Współcześnie nastąpiła dość daleka unifikacja i asymilacja – do tego stopnia, że niektórzy wykonawcy świadomie pozycjonują się już jako artyści “disco”, dystansując się od atrybutu “polo”, a zbliżając muzycznie do nurtu “Eurodance”. Co zresztą nie jest też żadnym zaskoczeniem – korzenie disco polo są również takie. Inna sprawa, że staraliśmy się zwrócić uwagę na alternatywną drogę rozwoju muzyki kojarzonej z początkiem lat 90. – stąd np. obecność zespołu Jauntix, ewidentnie inspirowanego synthpopem, ale funkcjonującego na ówczesnej scenie obok artystów disco polo. To też zespół, który nadal wzbudza wiele pozytywnych emocji, co zaobserwować można między innymi na profilu Wojtka Sawickiego / DJ Carpigianiego. Stąd także obecność zeszłorocznego utworu Eurodanka – przedstawiciela wytwórni Polonia Disco, współczesnego kolektywu autorskiego, który realizuje wiele misji, w tym – jak to odczytuję – rewitalizację tej estetyki.       

Czy przygotowując wystawę spotykaliście się z gwiazdami disco polo osobiście?

BW: Zależało nam w głównej mierze na pracy z archiwum: z dokumentacją (materiały video, obiekty fizyczne), w tym z eksponatami z kolekcji PME, które wprowadziliśmy do wystawy. Nie zdecydowaliśmy się przeprowadzenie pogłębionych wywiadów i na oparciu narracji na fundamencie historii mówionej. Przeważył aspekt wizualny. Choć np. spotkaliśmy się z Tomaszem Samborskim, twórcą programu “Disco Relax”, muzykiem, autorem piosenek wykonywanych m.in. przez Shazzę i istotną postacią dla rozwoju nurtu.

Grafika: Rafał Dominik

Do kogo skierowana jest wystawa?

MB: Nie ma tu ograniczeń. Dla osób, które pamiętają tamte czasy może to być nostalgiczna podróż. Ci, którzy nie zostali wychowani na polsatowskim “Disco Relax”, ale wiedzą, czym jest Polo TV, będą mogli odkryć korzenie muzyki chodnikowej. Tych, którzy disco polo nie lubią, ale są ciekawi historii tej muzyki, do zgłębienia tematu mogą ośmielić mury muzeum, czyli “niediscopolowa” sytuacja. A ci, którzy disco polo kochają dostaną jeszcze więcej disco polo!

BW: Również do osób, które chcą zobaczyć jakie eksponaty ze stałej kolekcji muzeum zostały wybrane i jak są zestawione z discopolowym imaginarium. Pojawią się też dwie prace współczesne specjalnie przygotowywane na wystawę, a samej wystawie towarzyszą spotkania i tematyczne projekcje filmowe, więc to kolejny aspekt i kolejna zachęta.

Czy obawiacie się kontrowersji wokół wystawy?

BW: Osobiście bardziej obawiam się następstw kryzysu klimatycznego niż kontrowersji wokół wystawy. Patrząc, nawet pobieżnie, na ofertę programową instytucji kultury, bez wątpienia widać, że od lat muzyka popularna jest przedmiotem zainteresowań muzeów. Pamiętam “You Say You Want a Revolution?” sprzed kilku lat – świetną, co też wynika z budżetu i zasobów kadrowych, choć dość przewidywalną ekspozycję o kontrkulturze lat 60. XX wieku w londyńskim Victoria and Albert Museum, czy “140 uderzeń na minutę” w warszawskim MSNie, która pokazywała związki między kulturą rave a sztukami wizualnymi. Myślę, że gros bywalców tegorocznego OFFa, odwiedziło też Muzeum Śląskie i przemierzając tam pieczołowicie zaaranżowane przestrzenie wystawy “Zajawka” powróciło do lat 90. i do powstającego wówczas hip hopu.

Sam fakt, że Państwowe Muzeum Etnograficzne podejmuje inicjatywę organizacji wystawy o zjawisku disco polo wydaje się na pierwszy rzut oka mniej zaskakujący niż zorganizowanie wystawy o muzyce jamajskiej przez Filharmonię Paryską, co zresztą miało miejsce w 2017 roku. Wiele instytucji kultury – pewnie trochę w trosce o budowanie publiczności i o parametryzację, a i zapewne z powodów ambicjonalnych i rozwojowych – decyduje się na mniej oczywiste pomysły programowe. Jako widz i jako współpracownik bardzo taki stan rzeczy pochwalam.

Jeśli już, to w trakcie pracy odczuwaliśmy obawę przed zawłaszczeniem tematyki – przed wrogim, nazwijmy to – inteligenckim, przejęciem, o które równie łatwo, co o palmy w teledyskach disco polo z lat 90. Przed przypadkowym lekceważącym podejściem do zjawiska, przed przeoczeniem znaczeń, przed zaprzepaszczeniem szansy, jaką możliwość realizacji tej wystawy właśnie w muzeum daje.   

 

Wystawa „Disco Relaks” w PME w Warszawie trwa od 18.10.2019 do 01.03.2020

Kuratorzy wystawy: Bartosz Wójcik, Monika Borys
Pomysł wystawy, edukacja i PR: Anna Grunwald, Aleksander Robotycki, Ilona Sikorska-Piwowarczyk
(zespół projektu Rzeczy Kultowe, PME w Warszawie)
Identyfikacja wystawy: Rafał Dominik
Scenografia: Mucha bzz Marcin Moszyński, Barbara Wybacz, Sebastian Winkler

 

Tekst został pierwotnie opublikowany w drukowanym numerze „Tradycja”