Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Tola ma cztery lata. Nie posiada magicznego pierścienia ani nadprzyrodzonej mocy z kosmosu. Jest zwykłą dziewczynką, która poznaje świat u boku swoich rodziców. O ambicje autorki książek dla dzieci, inspiracje z dzieciństwa i zwykłe życie pytam Anię Włodarkiewicz, która Tolę wymyśliła.

Marta Mach: Opowiedz o pierwszych wspomnieniach z dzieciństwa dotyczących książek.

Anna Włodarkiewicz: Wspomnień związanych z książkami mam mnóstwo. Pamiętam, jak mama czytała nam przed snem Pana Samochodzika i niesamowity dwór. Po każdym rozdziale prosiliśmy, żeby przeczytała jeszcze trochę. Nie chcieliśmy wypuścić jej z pokoju. Miałam wtedy nie więcej niż cztery lata. Z dużym sentymentem wspominam też rok, gdy mama pracowała w bibliotece. Spędzałam tam długie godziny po zajęciach w zerówce, ślizgając się na froterkach między regałami i wypełniając karty biblioteczne. Gdy miałam osiem lat, zdałam sobie sprawę z tego, że za każdą książką stoi fizyczna osoba, i od tamtej pory marzyłam o tym, by również pisać.

MM: Jaki stosunek mieli do książek twoi rodzice?

AW: Moi rodzice kupowali bardzo dużo książek i bardzo dużo czytali. Mieliśmy pokaźny zbiór książek dla dzieci, który powiększał się z roku na rok, mimo że książki w tamtych czasach raczej się zdobywało niż kupowało. Pamiętam opowieść mamy o tym, jak wszyscy razem staliśmy w długiej kolejce, żeby kupić Misia Uszatka. Każdej rodzinie przysługiwał tylko jeden egzemplarz. Ktoś z kolejki kupił dla nas dodatkową książkę, żebyśmy z bratem mogli mieć dwie.

MM: Jakie jeszcze książki oprócz Pana SamochodzikaMisia Uszatka pamiętasz? Dlaczego były ważne?

AW: Moje ukochane książki, do których wracałam co jakiś czas, to przede wszystkim seria o Pippi Pończoszance (jej imię tłumaczone było wcześniej jako Fizia) oraz cykl o Krainie Oz. Wszystko nabyte szczęśliwym trafem na warszawskiej Skrze, gdzie na przełomie lat 80. i 90. funkcjonował bazar. Pierwszą Pippi dostałam, gdy miałam sześć lat. Mam ją do tej pory. Na stronie tytułowej znajduje się dedykacja dla niejakiego Michała z okazji ukończenia trzeciej klasy. Cykl o Krainie Oz był dla mnie niezwykły. Tajemniczy i inspirujący. Lubiłam też i bardzo często wracałam do książek Lucy Maud Montgomery czy Frances Hodgson Burnett, jak Tajemniczy ogródMała księżniczka. To już były książki, które przejęłam po mamie. Właściwie moje ulubione książki z dzieciństwa mogłabym wymieniać w nieskończoność. Wszystkie niesamowicie działały na moją wyobraźnię.

MM: Czy pamiętasz, jak były wydane te książki? Czy ilustracje miały dla ciebie znaczenie?

AW: Pamiętam doskonale rysunki Zbigniewa Rychlickiego do cyklu o Krainie Oz: jednooką Złą Czarownicę, drzewo śniadaniowe, księżniczkę Nierychliwą i wiele innych. W dzieciństwie robiły na mnie piorunujące wrażenie. Wspominam też wyjątkowo ciepło ilustracje Antoniego Uniechowskiego z Małej księżniczki. Oraz Jana Szancera, oczywiście. Zwłaszcza te z Baśni Andersena.

MM: Książki dla dzieci mają wiele funkcji: rozrywkową, edukacyjną, wychowawczą. Na jakie z tych aspektów zwracasz uwagę, gdy kupujesz książki dla swojej córki?

AW: Kupuję to, co uważam za wartościowe. Mam słabość do pięknie ilustrowanych mądrych książek dla dzieci. Nieważne, czy są to książki edukacyjne, opowiadania czy wiersze. Staram się być na bieżąco z ofertą wydawniczą. Od kilku lat jest ona wyjątkowo bogata, co mnie bardzo cieszy. Zwracam też uwagę na to, co aktualnie interesuje moją córkę. Strażacy, zwierzęta, kosmos, ciało człowieka… Podsuwam jej także książki, które sama lubiłam w dzieciństwie, oraz moich ulubionych autorów, jak Astrid Lindgren. Ostatnio w kółko czytamy o przygodach Pippi, Lotty i dzieci z Bullerbyn. Ten powrót do moich dawnych ukochanych lektur jest dla mnie niezwykle przyjemny.

MM: Czy którekolwiek z tych książek były inspiracją dla Toli?

AW: Nie, inspiracją dla tej serii była nasza codzienność.

MM: No właśnie. Jesteś mamą czteroletniej Marysi. Ile Marysi jest w Toli?

AW: Zacznijmy od tego, że gdyby nie Marysia, nie byłoby też Toli. Podobno wielu autorów książek dziecięcych zaczyna od pisania historii dla własnych dzieci i tak było też w moim wypadku. Marysia lubi historie z życia wzięte, w których bohaterami są dzieci podobne do niej, z podobnymi przeżyciami, tak więc powstała seria o czteroletniej dziewczynce z dużego miasta. Co do innych podobieństw… Tola przypomina trochę moją córeczkę chociażby z wyglądu, ma też podobne marzenia, ale jej codzienne przygody są już wytworem wyobraźni. Myślę, że chcąc nie chcąc, przeniosłam do książek urywki naszych rozmów, jakieś domowe przedmioty, ulubione potrawy. Zabawnie jest czytać po raz enty któreś z opowiadań i nagle zdać sobie sprawę, że coś się tam przemyciło zupełnie bezwiednie. Chyba trudno przed tym uciec.

Zielona Sowa na Facebooku

„Jesień Toli”, Anna Włodarkiewicz, wyd. Zielona Sowa

MM: A czy pisząc o Toli, rozpatrywałaś funkcjonalność opowiadań czy szłaś za weną i porywem serca?

AW: Bez weny nie umiałabym niczego napisać, ale sama wena nie wystarcza. Jestem dość skrupulatna w pracy i lubię mieć spisane główne założenia. Dzięki temu łatwiej jest uniknąć błędów lub powtórzeń, które mogą zdarzyć się w seriach.

MM: Jakie to były założenia?

AW: To były takie myśli klucze, jak na przykład moja potrzeba, żeby w opowiadaniach pojawiały się wzmianki o jedzeniu. Zdrowym, smacznym jedzeniu. To wypłynęło ze mnie bardzo naturalnie, ale jednak mam taki zapis w dokumencie redakcyjnym. Jest tam też oczywiście wzmianka o wszechobecnej w opowiadaniach przyrodzie i takich a nie innych relacjach między bohaterami: o cieple, szacunku, gotowości do pomocy. Mam też sporządzoną listę imion i koligacji rodzinnych. Seria o Toli się rozrasta i powoli taki dokument zaczyna mieć sens, bo opisywanych osób i zwierząt jest coraz więcej. To ważne, bo imiona czasem się zmieniają – albo ja je zmieniam, gdy coś mi nie pasuje, albo dzieje się tak na prośbę redaktora. Tak jak w przypadku psa babci i dziadka Toli, który początkowo wabił się Rurka, a nie Wafel. Imię zostało zmienione i w tej zmienionej formie zanotowałam je w dokumencie redakcyjnym, na przyszłość, żebym gdzieś nie wstawiła przez pomyłkę tej „Rurki”.

MM: W stylu życia rodziny Toli przemycasz zachowania odpowiadające popularnym ostatnio trendom w wychowaniu, takim jak rodzicielstwo bliskości czy porozumienie bez przemocy. Czy to świadomy zabieg?

AW: Tak i nie. Tak, bo jeśli miałabym się identyfikować z jakąś filozofią rodzicielską, to wybór padłby z pewnością na rodzicielstwo bliskości, a co za tym idzie, wskazałabym porozumienie bez przemocy jako świetny sposób komunikowania się w rodzinie. Trudno jest mi jednak myśleć o tego rodzaju podejściu do rodzicielstwa jak o trendzie, gdyż obie „metody” wydają mi się na to zbyt proste i naturalne. Opisując relacje w rodzinie Toli, nie starałam się, by były zgodne z jakąś konkretną filozofią. Chciałam pokazać rodzinę, w której każdy ma swoje miejsce i czuje się kochany; w której dzieci są traktowane na równi z resztą chociażby w codziennych rozmowach. Nie ma zniżania się do poziomu dziecka, jest współuczestnictwo. Wiem, że brzmi to dość idealistycznie, ale to sytuacja, do której u nas w domu dążymy każdego dnia.

MM: Książki dla dzieci dzielą się na dwa rodzaje: te fantastyczne, odrealnione, pełne wymyślonych stworów i nadprzyrodzonych mocy i te o zupełnie zwykłym życiu. Dlaczego piszesz te drugie?

AW: Piszę różne historie, również te fantastyczne, ale większość trafia „do szuflady”. Seria o Toli jako pierwsza ujrzała światło dzienne. Tak się jakoś złożyło. Mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła spróbować swoich sił również jako autorka fantastyki, gatunku, który bardzo lubię.

MM: Wiosna i Lato już za nami. Jak twoje wrażenia po debiucie?

AW: To był dla mnie bardzo emocjonalny rok, wypełniony dość niecierpliwym oczekiwaniem na pierwsze dwie książki. Miałam przy tym czas, żeby przemyśleć wiele spraw, dojrzeć do pewnych decyzji. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, czuję się teraz nieco mądrzejsza. Zaczynam myśleć o pisaniu jak o pracy, przyjemnej, ale jednak pracy, a nie tylko o spełnionym marzeniu. To pozwala mi nabrać trochę dystansu i lepiej się zorganizować.

MM: Jaki jest odzew po pierwszych częściach? Co w krytyce jest dla ciebie najważniejsze?

AW: Recenzje są z reguły pozytywne, co mnie bardzo, bardzo cieszy. Czytam je zresztą na bieżąco. Reakcje dzieciaków i ich rodziców są dla mnie niezwykle istotne. Najbardziej cenię sobie szczere, spontaniczne opinie.

MM: Przytoczysz jakieś szczególne?

AW: Dostałam kilka zdjęć rodziców lub dziadków z dzieciakami na kolanach, z Tolą w rękach i podpisem w stylu: „Czytamy od rana już piąty raz”. To naprawdę niesamowite. Bywają też opinie krytyczne: że Tola jest zbyt samodzielna, że jest zbyt rezolutna jak na czterolatkę. Dają mi one do myślenia. I tak powinno być. Każdy ma prawo do odmiennego odbioru treści książki, a ja muszę wziąć to pod uwagę i zastanowić się, czy wyobraźnia mnie nie poniosła.

MM: Jak Wiosnę i Lato przyjęła twoja córka?

AW: Pewnego dnia powiedziałam jej, że napisałam parę opowiadań o dziewczynce, która ma prawie cztery lata. Tego dnia musiałam przeczytać każde z nich kilka razy. Nie sądziłam, że moja wówczas trzyletnia córeczka wysiedzi przy komputerze, słuchając książki pozbawionej ilustracji. Ale siedziała, słuchała i się zaśmiewała. Jej ulubionym opowiadaniem z początku były „Urodziny Toli”, bo Tola też dostała czerwoną strażacką hulajnogę tak jak Marysia na swoje urodziny. Najbardziej wzruszającym momentem był dla mnie ten, gdy powiedziałam mojej córce, że napisałam Tolę dla niej i dlatego jest tak do niej podobna. Nic nie powiedziała, tylko mocno mnie przytuliła.

 

MM: Za chwilę Jesień i Zima. Czego możemy się spodziewać?

AW: Kolejnych rodzinnych opowiadań z Tolą w roli głównej oczywiście. Zarówno jesień, jak i zima przyniosą coś niezwykłego. Jesienią wreszcie poznamy nowego kuzyna Toli – Mikołaja. A zimą przyjdzie czas na sanki i łyżwy! Cała rodzina spotka się też przy świątecznym stole.

MM: No i co będzie dalej z Tolą? Czy po roku przygód pożegnamy się z bohaterką?

AW: Zdecydowanie nie. Tola dopiero się rozkręca.

MM: Jakie masz plany wydawnicze na przyszły rok?

AW: Plany są różnorodne, co mnie bardzo cieszy. W przyszłym roku mają się ukazać kolejne dwie książki z serii. Tola przeżyje nowe przygody, pozna nowe miejsca i zawrze nowe znajomości. Więcej szczegółów jak na razie niestety nie mogę zdradzić, ale zapowiada się bardzo ciekawy rok.

Materiał ukazał się pierwotnie w 19. numerze magazynu Zwykłe Życie #ambicja