Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

O katowickim OFFie, literackich headlinerach Kawiarni Literackiej, interdyscyplinarności przez duże „I” i o tym co czasami zdarza się nam robić, lub nie. Z Sylwią Chutnik, pisarką, kuratorką i nachalną promotorką czytelnictwa rozmawiał Mateusz Bzówka.

Mateusz Bzówka: Który to już raz będziesz kuratorować sekcję literatury – Kawiarnię Literacką, na katowickim Off Festiwalu? 

Sylwia Chutnik: Już drugi! Po raz pierwszy robiłam to w zeszłym roku. Ale na OFFie bywam od dawna, jako festiwalowiczka, ale miałam też przyjemność uczestniczyć jako gościni, we wcześniejszych edycjach Kawiarni Literackiej. 

MB: Czyli poznałaś OFFa z różnych stron. 

SCh: Tak, zdecydowanie. Ten festiwal to dla mnie ważne wydarzenie kulturalne. Po pierwsze nazywa się OFF, a mnie od początku kręciły rubieże i marginesy kultury, a po drugie, na tle innych polskich festiwali, cenię OFFa za kameralny charakter i ludzką skalę. Oczywiście ma to czasem swoje minusy, np. zagłuszające się sceny, ale mimo tych niedogodności bardziej odpowiada mi formuła małego festiwalu, niż ogromnego, gdzie jest kilkanaście tysięcy osób. Dla mnie OFF cały pomyślany jest jako niespodzianka – oczywiście są headlinerzy, gwiazdy z gwiazd, którzy i które przyciągają ludzi, ale obok nich jest cała masa wykonawców czy wykonawczyń, na których dostaniesz olśnienia, choć wcześniej nie wiedziałeś o ich istnieniu. 

MB: Uwaga, będzie banał: na festiwalach muzycznych to muzyka gra najważniejszą rolę. Ale, ALE od kilku lat, można zaobserwować bardzo pozytywną tendencję do poszerzania formuły festiwali o inne media: literaturę, teatr czy sztuki wizualne. Innymi słowy: festiwale, choć z nazwy wciąż muzyczne, stają się wydarzeniami interdyscyplinarnymi.

SCh: Zawsze patrzyłam na kulturę jako na zbiór pewnego rodzaju dyscyplin, które nawzajem się inspirują. Cieszy mnie, że festiwale stają się „wielobranżowe”. Mam wrażenie, że nie byłoby tekstu piosenki, gdyby osoba, która go napisała nie przeczytała wcześniej kilku książek, albo nie zobaczyła jakiegoś filmu, który zainspirował ją do tego żeby ten gitarowy riff był akurat taki a nie inny, a okładka płyty nie byłaby tak super, gdyby zespół nie wybrał się do galerii czy muzeum. Wiesz o co mi chodzi – wszystko się nawzajem napędza. Na OFFie zawsze była i wciąż najważniejsza jest muzyka, ale te dodatkowe smaczki nie tylko tworzą dodatkowe przypisy, ale przemycają również te sztuki, które są mniej nośne i mają trochę ciężej w docieraniu do szerszego odbiorcy, tak jak literatura.

MB: Nachalna promocja czytelnictwa?

SCh: Lokowanie literatury na tego typu wydarzeniach niesie za sobą bardzo prosty komunikat: skacz pod sceną, baw się do (prawie) upadłego, ale jak się zmęczysz wpadaj do Kawiarni Literackiej posłuchać co mają do powiedzenia zaproszeni autorzy, a nuż jakaś dyskusja cię zainteresuje i dowiesz się czegoś nowego, ciekawego. Promujemy literaturę jako coś fajnego, jako coś sexy, a nie jako nudziarskie spotkania wśród zakurzonych tomiszczy, których skrupulatne studiowanie zajęłoby wieki. Nie wiem czy wiesz, ale jednym z głównych argumentów, dla których ludzie w Polsce nie czytają jest brak czasu. W Kawiarni Literackiej chodzi o to żeby pokazać ludziom, że literatura to nie jest coś na co trzeba przeznaczyć jakieś bombastyczne ilości czasu i energii a można ją tak muskać, podczytywać, podrapać tu i tam, w autobusie czy tramwaju w poczekalni czy w przerwie między koncertami. Artur Rojek rewelacyjnie to wymyślił – od początku chciał żeby OFF kojarzył się również z innymi dziedzinami sztuki i mu się to udało. Mało tego, super się to sprawdza a zainteresowanie Kawiarnią pokazuje, że to działanie ma sens.

MB: Nie bałaś się, gdy za pierwszym razem objęłaś stanowisko kuratorki, że to będzie klapa i nikt nie przyjdzie?

SCh: Ależ oczywiście, że się bałam! Moje katastroficzne wizje sięgały tak daleko, że widziałam oczyma wyobraźni jedynie zabłąkanych pijaków, który szukają cichego miejsca do spania. Okazało się jednak, że było zupełnie inaczej. Ludzie którzy przyjeżdżają na OFFa to bardzo świadomi i aktywni odbiorcy i odbiorczynie kultury, nie są to przypadkowe osoby, więc wybór tytułów dostępnych w kawiarni oraz program ma skłonić ich do tego żeby w swoich poszukiwaniach poszli o krok dalej i być może odkryli dla siebie coś nowego.

Leitmotivem zeszłorocznej edycji było słowo WSZYSCY. Ten temat potraktowaliśmy z zaproszonymi autorami w dosyć nieoczywisty sposób, szeroko i abstrakcyjnie. Ta formuła się sprawdziła, więc w tym roku, idąc kluczem ciekawych i nieoczywistych słówek, literackich (tym razem) niespodzianek, zajęliśmy się słówkiem CZASAMI.

MB: Dlaczego?

SCh: Bo czasami robimy różne rzeczy, których zazwyczaj nie robimy. Lub nie są one elementami naszej tożsamości, nie określają nas jako osób, to nie są rzeczy które chcielibyśmy robić. Są też rzeczy, które możemy robić tylko czasami, choć chcielibyśmy je robić znacznie częściej. Tak jak zeszłoroczne WSZYSCY, miało dawać poczucie wspólnoty – jak to na festiwalu, tak tegoroczne CZASAMI – też jest bardzo otwarte. Każdy z nas czasami robi coś… innego. To również określenie, które nam, pisarzom i pisarkom, autorom i autorkom, panelistom i panelistkom daje dużo przestrzeni do interpretacji. Do tego żeby robić głupstwa, do tego żeby zrobić coś obciachowego czy bez sensu, tego co „nie wypada” czy nie jest „moje”. To słówko CZASAMI to rodzaj furtki, który pozwala nam odejść od sztampy samych siebie. To taka zabawa i gra słowem – Artur Rojek chciał żeby za program Kawiarni odpowiedzialna była pisarka czy pisarz, osoba związana z literaturą, twórcza, więc dałam sobie możliwość zabawy z konwencją.

MB: Powiedz zatem czego i kogo możemy się spodziewać w tym roku w Kawiarni Literackiej.

SCh: Przez trzy festiwalowe dni codziennie będą odbywały się dwa panele dyskusyjne i po jednym czytaniu z akompaniamentem muzyki improwizowanej przez artystę, który jest obecny na OFFie jako lineupowy wykonawca. Bardzo zależało mi na tym żeby w namiocie Kawiarni Literackiej stworzyć intymną atmosferę, oczywiście na tyle na ile jest to możliwe. Stąd też, te wieczorne czytania i słuchowiska, które są takim trochę nawiązaniem do bajek na winylu, czy bajek które rodzice odpowiadali nam na dobranoc. Nie chodzi o to żebyśmy wszyscy poszli spać, ale żebyśmy poczuli się bezpiecznie i komfortowo. A po za tym sorry, ale jest coś zaczarowanego w tym, że 200 dorosłych osób siedzi i po prostu słucha jak ktoś im czyta.

Kawiarnię otwiera Marcin Kącki czytaniem swojej książki „Białystok. Czarna siła biała pamięć”. Chciałam żeby to było mocne i polityczne otwarcie, zaczniemy więc od nazizmu, brunatnych koszul i agresji. Marcinowi akompaniowała będzie Pokusa. W piątek mamy dwa panele: jeden o gotowaniu a drugi o piosenkach. O gotowaniu bo Wydaje mi się, że Polska zaczęła bardzo dużo gotować a dla mnie jest to niezrozumiałe, bo ja totalnie nie lubię tego robić. Stanie przy garach pół dnia żeby zjeść coś w pięć minut? Nie. Z drugiej strony dieta w dzisiejszych czasach stała się czymś politycznym. Od 25 lat nie jem mięsa, jestem również weganką i jest to ważna część mojej tożsamości. Dlatego zaprosiłam Martę Dymek aka Jadłonomię i Magdalenę Trojanowską, która jest autorką książki o slow life. Z dziewczynami pogadamy o gotowaniu w Polsce i czy rzeczywiście to życiozwolnienie jest czymś realnym a nie jedynie marketingowym chwytem. Piątek kończymy panelem: Czasem piszę piosenki. Wezmą w nim udział kultowy już Lech Janerka,  pisarka i autorka tekstów Natalia Fiedorczuk-Cieślak oraz Ludwik Zamenhof, wokalista Hańby.

Sobotę zaczynamy od seksu i panelu Czasami idę do łóżka, w którym gościnią będzie Marta Niedźwiecka, czyli polska… sex coacherka. Trochę się z tego pośmiejemy, ale tylko trochę, bo Marta jest zajebistą dziewczyną, która pracuje zarówno z parami jak i indywidualnie, i ona naprawdę wie co Polacy robią w łóżku i jak wygląda, lub nie wygląda, nasze życie erotyczne. W panelu weźmie też udział Wojtek Szot, który współprowadzi bloga o literaturze Kurzojady i prowadzi Wydawnictwo Komiksowe. Wojtek będzie opowiadał o tym jak seks jest przedstawiany w literaturze. Mam nadzieję, że przyniesie dużo żenujących cytatów! Po seksie zmieniamy atmosferę na nieco bardziej mroczną. Czasami zabijam, to kolejny mocy panel. Wezmą w nim udział Kasia Puzyńska – najbardziej wytatuowana pisarka w Polsce i Wojtek Chmielarz – wschodząca gwiazda kryminału, choć kryminały pisze od wielu lat. Porozmawiamy sobie o tym czy rzeczywiście trzeba zobaczyć trupa żeby pisać kryminały, dlaczego je czytamy i czy plotki mówiące o „zmierzchu kryminału” w Polsce są prawdziwe. Następnie czytanie z akompaniamentem – Zyta Rudzka będzie czytała fragmenty swojej książki „Krótka wymiana ognia” a muzykę zapewni Side One Crew. A po nich – słuchowisko na żywo „Złego” Leopolda Tyrmanda, czyli trochę kryminał, trochę obyczajówka a trochę oda do Warszawy – nie mogłam sobie tego odmówić.

W niedzielę zaczynamy filmowo, panelem Czasami mnie filmują. Pogadamy o literaturze i kinie. Będzie Kuba Żulczyk, którego filmują i który sam pisze scenariusze, oraz Magdalena Grzebałkowska, która jest autorką „Beksińskich” i „Komedy”. „Beksińscy” już jakiś czas temu weszli i wyszli do/z kin. A „Komeda”, którego będzie później czytała do akompaniamentu Side One Crew, również będzie za chwile adaptowany. Więc Magda będzie mówiła o tym jaka jest różnica między fikcją a faktem, w kontekście pisania biografii, ale też pisania scenariusza czy filmu w ogóle. Ostatni panel to Czasami zadaję pytania, w którym wezmą udział Magda Kicińska, Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz. Będą uczyć nas, jak dotrzeć do bohaterów czy światków/uczestników wydarzeń, jak się zadaje pytania i jak skutecznie wyciągać informacje. To będą takie zajęcia w stylu „z warsztatu reportera”, więc mam nadzieję, że odsłonią trochę bebechów i zakulisowych tipów z ich pracy.

GOdzinowy rozkład jazdy i wszystkie najważniejsze info znajdziesz tutaj!

MB: Program jest przebogaty. Domyślam się jednak, że początkowo pomysłów na panele i słuchowiska było znacznie, znacznie więcej. Zaproszeni przez Ciebie autorzy i autorki, to prawdziwi literaccy headlinerzy! Czym kierowałaś się zapraszając gości i gościnie?

SCh: To muszą być osoby, które lubią gadać i lubią kontakt z człowiekiem. I to kontakt z człowiekiem festiwalowym. Bo, jak sam pewnie wiesz, atmosfera festiwalu, czy to teatralnego, muzycznego czy literackiego jest bardzo żywa – to nie jest kolejne spotkanie w bibliotece. Autorom, którzy przyjeżdżają do Katowic, zawszę mówię, że będzie hałas, ludzie będą się kręcić i wiercić, i to trzeba wziąć na klatę. Dlatego też każde z tych spotkań trwa godzinę max i bardzo staram się tego trzymać. Kawiarnia Literacka jest też dostosowana godzinowo do głośniejszych i bardziej popularnych koncertów – nie ma sensu robić sobie konkurencji. Co ciekawe, są też tacy słuchacze, którzy siedzą w Kawiarni non stop i dla nich spotkania mogłyby trwać longiem od 16 do północy. Śmieję się, że ci najbardziej wytrwali to taka żyleta literacka. Więc teraz do nich apeluję: idźcie posłuchać muzyki!

MB: A co czasami robi Sylwia Chutnik?

SCh: Ja? Czasami zdarza mi się odpoczywać.