Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Wszyscy lubimy się pośmiać. Dlaczego więc wstydzimy się doceniać literaturę, która nas śmieszy? W obronie komedii kryminalnej pisze dla nas Magda Kuydowicz.

To pytanie nurtuje mnie od czasu, gdy sama trzy  lata temu rozpoczęłam pracę nad powieścią-komedią kryminalną. Poznałam dzięki temu innych kryminalistów – kolegów i koleżanki od, że tak się wyrażę, pióra. Sytuacja takiego kogoś jest zwykle taka – napisze się z trudem i mozołem znajdując wydawcę i natyrawszy się podczas promocji komedię kryminalną i słyszy od razu – A nie boi się pan-pani TAK pisać? To taki niewdzięczny gatunek. Polacy wolą się bać. I czytać opasłe skandynawskie tomy pełne krwi i trwogi. Owszem lubią. Też. Ale nie tylko.

Alek Rogoziński, książę komedii, kończy właśnie swoją ósmą powieść – „Kto zabił Kopciuszka?”. Marta Matyszczak pisze śląskie kryminały, Anna Fryczkowska – mistrzyni gatunku domestic noir publikuje regularnie kolejne powieści, Olga Rudnicka także. I mają swoich wiernych fanów. Nie boją się pisać tak jak czują. Dystansując się do rzeczywistości – niewesołej i pełnej trwogi właśnie. W obrębie tak zwanej literatury popularnej jest niezwykła różnorodność. I skala talentów poszczególnych jej twórców również. Jak to więc możliwe, że żadne pismo popularyzujące kulturę, lub takie które ma swoją rubrykę kulturalną na hasło komedia kryminalna nie reaguje z zainteresowaniem? Przecież można taką powieść napisać dobrze i ona się będzie czytała z powodzeniem i znikała z półek. To nie jest niemożliwe. Być popularnym i sprawnym rzemieślnikiem słowa równocześnie. Naprawdę. Joanna Chmielewska mistrzyni tego gatunku sprzedała 8 mln książek. 5 w Rosji i ponad 3 mln  w Polsce. Nikt tego rekordu nie pobił do tej pory, choć szczęśliwi pisarze, którzy wnikną na rynek rosyjski tacy jak Janusz Leon Wiśniewski czy Katarzyna Bonda mogą ją zacząć już ją gonić w rankingach popularności. I poczytności także. Od czego więc to wszystko zależy?

Proza Grażyny Plebanek nie jest równa dorobkowi, z całym szacunkiem, Katarzyny Michalak. To są po prostu dwie pisarki posługujące się zupełnie innym językiem. O innych umiejętnościach i wrażliwości, posiadające w związku z tym zupełnie innego odbiorcę. Żadna z nich nie pisze co prawda kryminałów (jeszcze!), ale zasada jest podobna i w obrębie tego gatunku. Może więc po prostu nie ma w tym zakresie specjalistów na naszym rynku? Kogoś kto rzetelnie zająłby się takim krytycznym spojrzeniem na literaturę popularną? Wskazał książki warte uwagi, zdiagnozował przyczynę popularności powieści Magdaleny Witkiewicz na przykład (w sumie wydala milion książek)? Pokazał jak wybierać książki do czytania na weekend, do pociągu czy autobusu – bo to tam literatura popularna jest właśnie czytana. Książki są dobre dla mamy, taty i potomstwa. Oraz dla znajomych. Bo będę się upierać, że książka to najlepszy prezent. Ale niełatwo jest dobrać powieść do człowieka. Tu też potrzebny jest sprawny doradca.

Książek wydaje się coraz więcej, ponad trzy tysiące samych kryminałów rocznie i to na pewno zaśmieca rynek. Zgoda. Ale sprawny czytelnik może sobie w tym gąszczu przecież poradzić. Jak? Na pewno nie tylko idąc do księgarni choć i tu zdarzają się wyjątki. Małe księgarnie są lepsze bo tam właściciel jest zainteresowany każdą wchodzącą osobą. Z reguły jej nie zlekceważy i potrafi mądrze doradzić. Również w zakresie finansowym, bo nie ukrywajmy, że i to ma znaczenie. Ile możemy wydać na książki. Bariera trzydziestu-czterdziestu złotych jest zwykle trudna do przekroczenia.

Możemy czytać blogi popularyzujące czytelnictwo. Słuchać oczytanych koleżanki i kolegów. Oglądać nieliczne audycje telewizyjne na ten temat a wieczorami słuchać radia, gdzie na szczęście wciąż jeszcze o książkach się mówi. Bez wstydu, choć zazwyczaj późno. I dobrze. Bo wtedy dopiero możemy się skupić nad jakąś treścią przekazu w miłej nam dziedzinie. Zresztą, słuchający radia zwykle też czytają. Ci, którzy oglądają telewizję i żeglują po internecie wybiorą raczej audiobooka lub storytelling. Czy kindle i pliki tekstowe. Nieważne, byleby byli zainteresowani. I czytali. Bo to wzbogaca. Niebywale. Skoro gazety już nie, to także szeptana reklama czytelnictwa wiele nam da. Tak poznałam Marka Krajewskiego – twórcę kryminały historycznego, Martę Guzowską – kryminalistkę pasjonująca się archeologią i jej kolegę po piórze – Jakuba Szamałka. A śledząc posty Kawiarenki kryminalnej na FB poczet zagranicznych kryminalistów, o których w ogóle nie miałam pojęcia. Jak Kate Atkinson chociażby.

Wracając jeszcze do komedii kryminalnej – dlaczego na litość śmiech ma być gorszy od strachu jako emocja? Bywa równie intensywny i zbawienny w skutkach. Poza tym, dobry kryminalista nie spocznie nim nie dopracuje starannie intrygi, tła obyczajowego, nie pokusi się o mnóstwo drobiazgów z dziedziny wiodącej, która go w życiu interesuje najbardziej.

Dzięki Joannie Chmielewskiej wiemy dużo o architekturze, wyścigach konnych i obróbce diamentów. Alek Rogoziński pokazuje nam a to Grecję, a to warszawski show biznes i kulisy pracy w redakcji popularnego tygodnika. Czytając go czuje się wyraźnie, że ten facet dużo widział i przeczytał. Marta Matyszczak tak nam oswaja Śląsk i jego katowickie okolice, że nagle jej rodzime familoki staja się i nasze. Czujemy jak Ślązacy, jak oni chadzamy do sklepu i na piwo. Ich świat staje się naszym. Dowcip tylko wzmaga ten efekt. Jest już na rynku magazyn kryminalny Pocisk, poświęcony literaturze kryminalnej, czas na jego komediową siostrę lub brata. Jest nisza, są czytelnicy. Może być w sieci. Do dzieła!