Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

„Barcelona, to miejsce gdzie plotki, historie, związki międzyludzkie i wąskie uliczki mieszają się z roślinnością w bogatej gamie kolorystycznej.” O swojej codzienności w stolicy Katalonii, zwykłym życiu i pracy oraz wystawie „Girls, palm trees, Barcelona” rozmawiamy z ilustratorką Martą Chojnacką.

Mateusz Bzówka: Jak to się stało, że zamieszkałaś w Barcelonie?

Marta Chojnacka: To trochę długa historia, opowiem w skrócie. Zanim przeprowadziłam się do w Barcelony wiele lat mieszkałam w Londynie, gdzie poznałam wielu wspaniałych ludzi z całego świata. Tam spotkałam mojego przyszłego męża, który pochodzi z Barcelony. Przez lata pobytu w Londynie jeździliśmy na wakacje do Hiszpanii. Widziałam jak z roku na rok Barcelona się zmienia i zachęca do przeprowadzki. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że warto by było przeprowadzić się do nadmorskiego miasta w ciepłym kraju. I tak też zrobiliśmy.

MB: Jak wygląda twoje zwykłe codzienne życie a jak wygląda dzień przeciętnego mieszkańca Barcelony?

MC: Moja codzienność wygląda nieco podobnie do codzienności wszystkich ludzi związanych z zawodami kreatywnymi. Należy się dobrze zorganizować oraz przestrzegać terminów. Właściwie ciężko mi powiedzieć jak wygląda dzień przeciętnego Barcelończyka, gdyż jest tu wielka różnorodność pracy i jej godzin. Miasto żyje dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc nie wszyscy mają ten luksus, by kończyć pracę o 15 czy 16.

MB: Jak wygląda Twój dzień pracy? Masz swoje codzienne rytuały?

MC: Wstaję rano, między 7 a 8. Piję kawę i herbatę, jem małe śniadanie. Wyprowadzam psa, czasami pies wyprowadza mnie na poranny spacer. Po spacerze wracamy, jemy porządne śniadanie i zaczynamy dzień. Jako, że moja praca polega na wykonywaniu wielu różnych czynności, nie mam rutyny. Zazwyczaj już dzień wcześniej mam zaplanowane co będę robiła następnego dnia, więc rzucam się w wir pracy. Czasami ta praca jest bardzo ciekawa jeśli np. mam do zaprojektowania okładkę muzyczną, ilustrację do książki lub też zrobić prace dla prywatnego klienta (jeśli da mi wolność interpretacji tematu oczywiście). Oprócz ilustracji zajmuję się również projektowaniem i wykonywaniem biżuterii, więc część dnia spędzam na tym. Kilka lat temu wraz z mężem Joanem, który jest projektantem rzeczy użytkowych, założyłam markę, którą nazwaliśmy MATERIA RICA. Połączyliśmy nasze pasje i zawody, więc popołudniami pracujemy zazwyczaj razem.

MB: A jak wygląda u Ciebie sprawa ze sjestą? W Polsce siesta brzmi jak marzenie!

MC: Więc po obiedzie, mamy pół godziny przerwy i, trochę na zasadzie przymusu, przynajmniej dla mnie, tę osławioną sjestę. Jako Polka mieszkająca stosunkowo od niedawna w Hiszpanii, nie przywykłam do sjesty – z reguły jej nie robię. Jednak tubylcy mają to we krwi, więc jeśli jest tylko dostępny jakiś fotel lub sofa chętnie „sjestują”. Trwa to mniej więcej od 10 a 30 minut. Muszę dodać, że nie każdy ma szansę na sjestę podczas swojej pracy. W biurach jest to raczej niemożliwe. W każdym razie po sjeście jest obowiązkowa kawusia.

Obserwuj Martę na Instagramie...

MB: Jak wygląda druga część dnia?

MC: Czasami kontynuuję to, co zaczęłam rano, czasami zaczynam następny projekt by mieć świeże spojrzenie na to co robię, ale z reguły pracuję z Joanem nad MATERIĄ. I tak do wieczora. Bardzo lubię swoja pracę. W zależności od ilości zamówień zostaje do bardzo późnego wieczora, ale jeśli wszystko mam pod kontrolą to zwykle kończę miedzy 19 a 20. Po pracy jest czas by się spotkać ze znajomymi. Spotkaniom prawie zawsze towarzyszy kolacja, niezależnie od tego czy odbywa się w domu czy w restauracji.

Mieszkańcy Barcelony oraz miast basenu Morza Śródziemnego słyną z braku punktualności, a już w szczególności gdy są to spotkania nieformalne. Tu podam przykład z życia wzięty. Jeśli ktoś proponuje kolację o 20….jest całkiem prawdopodobne, że usiądziemy do stołu ok 22. Także widzisz, co kraj to obyczaj.

MB: Robisz piękne ilustracje i właśnie otworzyłaś wystawę swoich prac – opowiedz coś o niej!

MC: Oh, dziękuję bardzo! Staram się uczestniczyć we wszelkiego rodzaju wystawach, zarówno indywidualnych, jak i grupowych, najczęściej jak to możliwe. Daje mi to wiele satysfakcji, energetycznego kopa i pozwala się rozwijać. Uważam, że bardzo ważne jest pokazywanie swoich prac publiczności, gdyż dopiero na ścianach galerii dostają one życia. W zeszłym roku, niezależna galeria MISCELANEA w Barcelonie ogłosiła konkurs na wystawę indywidualną o dowolnej tematyce. Warunkiem uczestnictwa było przedstawienie pomysłu na wystawę. Tak też zrobiłam. Wyslalam projekt, który nazwałam „Girls, palm trees, Barcelona”, i ku mojej wielkiej radości, po kilku miesiącach dostałam informację, że kuratorom spodobał się mój projekt i że zostanie on zrealizowany.

Wystawa pokazuje Barcelonę z mojej perspektywy, mój zachwyt nad florą, która wdziera się w miasto nie biorąc jeńców oraz historie ludzkie, które dzieją się każdego dnia. Wystawa potrwa jeszcze tylko do 25 lutego, także wszystkich którzy są teraz w Barcelonie zapraszam do obejrzenia!

MB: Powiedz skąd tytuł twojej wystawy – „Girls, palm trees, Barcelona”?

MC: Dziewczyny zawsze mają kilka ciekawych historii do opowiedzenia, zazwyczaj są bardzo energetyczne, mają moc, wiec wydaje mi się, że są świetnym temat do pracy. Palmy, wzięły się z mojej miłości do tych drzew. Uwielbiam egzotyczną roślinność! W Polsce mamy piękne palmiarnie, które również kocham ale tomiędzy innymi w Hiszpanii cała ta flora rośnie w parkach, na ulicach. Mimo że mieszkam tutaj już jakiś czas, do dziś mnie to zachwyca! Natomiast Barcelona, jako miasto, to miejsce gdzie plotki, historie, związki międzyludzkie, wąskie uliczki mieszają się z roślinnością w bogatej gamie kolorystycznej. Barcelona wciąga, więc nie mogło zabraknąć jej w tytule.

MB: Z czego czerpiesz inspiracje?

MC: Ze zwykłego życia! Możesz się śmiać, ale mówię serio. Życie to dla mnie: emocje, uczucia, obrazy, miejsca i kolory. Obecnie mieszkam w Barcelonie, nadmorskim mieście pełnym palm, przepięknych zakamarków, cudownej architektury, otwartych i zazwyczaj aż do przesady gadatliwych ludzi. Wszystko jest tu dla mnie inspirujące… łącznie z krewetkami na talerzu. I jak tu nie malować tego całego świata!?

MB: Tak jak wspomniałaś już wcześniej, oprócz ilustracji, zajmujesz się, wspólnie z mężem, robieniem biżuterii. Te dwie działalności się u ciebie uzupełniają czy konkurują?

MC: Zawsze interesowało mnie robienie biżuterii, mimo że z tradycyjnym wykonywaniem biżuterii nie miałam wiele wspólnego. Będąc w Londynie poznałam technikę wycinania laserem. Ta technika pozwala na przeniesienie odręcznego rysunku na wybrany materiał. Nie zastanawiając się długo zaczęłam projektować naszyjniki, które sama chciałabym nosić. Więc widzisz, obie te dziedziny zaczynają się w tym samym miejscu – rysunku. Następnie zaprojektowana przez nas biżuteria przechodzi przez wiele modyfikacji, odbywa się próba koloru, kształtu oraz sprawdzamy inne rozwiązania techniczne. Ilustracja, sam rysunek raczej na tym etapie już nie ulega zmianom. Pracuję na papierze, który nie wybacza poprawek, pomyłek. Czasami do ilustracji zużywam dużo papieru, ponieważ wystarczy jeden nieprzemyślany ruch i arkusz papieru ląduje w szufladzie pod tytułem „czekam na drugie życie”.

...i na Facebooku!

MB: Jak wygląda sytuacja osób, takich jak ty, kreatywnych, twórczych mieszkających w Barcelonie? Byłem w Barcelonie i ten duch kreatywności unosi się między wąskimi uliczkami, zastanawiam się jednak jak to jest z twojej/waszej perspektywy.

MC: Barcelona jest pełna utalentowanych i kreatywnych ludzi. Całkiem łatwo tu poznać osoby z całego świata, którzy mają podobne zainteresowania lub profesje. W czasach social-media, nietrudno jest się „połączyć¨ z kolegami po fachu. Czasami te znajomosci owocują w późniejszą współpracą a czasami po prostu można spotkać ciekawe postacie.

MB: Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

MC: Ten rok zapowiada się bardzo pracowicie, z czego bardzo się cieszę! Niebawem zacznę pracować nad następną wystawą oraz kolejnymi kolekcjami biżuterii. Mam też kilka małych projektów dla prywatnych klientów, więc zabieram się do intensywnej pracy.

//

Marta Chojnacka

Ilustratorka, artystka, projektantka biżuterii. W swojej pracy kreuje własne wyobrażone światy. Absolwentka UMW w Olsztynie. Na swoim koncie ma wiele wystaw grupowych i indywidualnych w kraju, i za granica. Założycielka oraz dyrektor artystyczna marki MATERIA RICA. Jest fanką egzotycznej roślinności. Obecnie mieszka i pracuje w Barcelonie.