Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

KALINA swoim debiutanckim krążkiem przenosi słuchaczy w tajemniczy i pełen fantazji świat. Ta baśniowa i eksperymentalna propozycja była dla wszystkich dużym zaskoczeniem. Polscy słuchacze długo czekali na taki powiew świeżości. „Czyste Szumienie” to płyta, która pokazuje, że popowa muzyka może być różnorodna, ambitna i nieszablonowa. Nastrojowe kompozycje w połączeniu z intrygującym głosem wokalistki tworzą niezwykłą i zaskakującą całość, co stawia album na liście najlepszych tegorocznych wydawnictw rodzimego rynku muzycznego. Patrycja Wachlik w rozmowie z KALINĄ pyta jak to wszystko się zaczęło, a także co ją inspiruje i jakie ma plany na przyszłość.

Patrycja Wachlik: Z wykształcenia jesteś aktorką i przez wiele lat zajmowałaś się graniem- występowałaś na scenach teatrów i w telewizji. Jak to się stało, że zaczęłaś zajmować się muzyką i wydałaś płytę?

KALINA: To była długa droga przez las. Muzyka była pierwsza. Duża w tym zasługa mojej mamy, która zauważyła, że jako dziecko żywo interesowałam się dźwiękami. Pierwsze próby wokalne miałam w Teleranku, potem zdałam do szkoły muzycznej, gdzie grałam na fortepianie i na harfie. Pomimo profilu szkoły nastawionego na wirtuozerię ciągnęło mnie zawsze do komponowania. Wszystko wskazywało na to, że będę kontynuować granie na harfie w Akademii Muzycznej, ale jako, że mam naturę poszukiwacza, zupełnie przypadkiem trafiłam na egzaminy do szkoły teatralnej i dostałam się. Na poważnie wciągnęło mnie aktorstwo, tak odmienne od restrykcyjnych zasad muzyki. Pewnego dnia przyjechałam do domu i zobaczyłam, że nie ma mojej harfy. Mama ją sprzedała, by opłacić pokój i moje kieszonkowe na studiach w PWST we Wrocławiu. Byłam zrozpaczona. Wiedziałam, że od teraz nie ma żartów, nie ma odwrotu, nie ma już mojego „narzędzia do grania”, mam tylko scenę. Cały czas jednak muzyka mi towarzyszyła. Na studiach skomponowałam piosenki do spektaklu PWSFTViT p.t. „Kubuś Puchatek”. Pisałam też wiersze. Mój debiut teatralny „Krwawe Wesele” w Łaźni Nowej w Krakowie był spektaklem muzycznym opartym w całości na cygańskiej muzyce. Pamiętam, że Romowie, którzy mi akompaniowali zagadnęli mnie, czy bym z nimi nie śpiewała na stałe… Jakoś się nie odważyłam, ale to ziarenko muzyczne zaczęło dojrzewać. Po kilku latach dostałam dużą rolę w Teatrze Studio w Warszawie. Reżyser zaproponował, żebym grała w spektaklu na harfie i tak też się stało. To był moment przełomowy. Do tego przedstawienia skomponowałam prostą piosenkę, która stała się trailerem. Przychodziłam trzy godziny przed spektaklem po to, by nacieszyć się wypożyczonym przez teatr instrumentem, którego tyle lat mi brakowało. Postanowiłam, że wracam do muzykowania choćby nie wiem co. Traf chciał, że w mieszkaniu, do którego się przeprowadziłam było stare rozstrojone pianino. Zaczęłam komponować. Utwór za utworem. Równocześnie odkładałam grosz do grosza i w końcu kupiłam też harfę. Wtedy poczułam się nareszcie pełna.

PW: Powiedziałaś, że masz naturę poszukiwacza, czym to się u ciebie przejawia?

K: Niektórzy lubią podróżować po świecie, a ja podróżuję wewnątrz siebie. Lubię poznawać nowe rzeczy, rozwijać się. Oprócz gry, pisania tekstów i komponowania, zgłębiam techniki improwizacji, czyli komediowych spektakli bez scenariusza. Uczę też studentów scenariopisarstwa i kreatywnego pisania. Mam ogromną potrzebę nazywania pewnych rzeczy, malowania światów i poznawania bliżej wszystkiego tego, co może mi – artyście –  pomóc lepiej komunikować się ze słuchaczem, widzem.

PW: Jakiej muzyki słuchasz prywatnie? Co cię najbardziej inspiruje?

K: Słucham rozmaitych wykonawców. Jako dziecko fascynowałam się Freddiem Mercurym i jego ekspresją. Uwielbiałam Leonarda Cohena, Barbarę, Cata Stevensa, ale też Nirvanę, Red Hot Chili Peppers, Pink Floydów. Potem zainteresowałam się polską piosenką literacką i kabaretową. Słuchałam Anawy, Ludmiły Jakubczak, Zauchy. Następnie pojawiła się muzyka elektroniczna i bardziej punk-rockowe klimaty. Obecnie staram się nie słuchać muzyki zbyt często. Podczas pracy nad własnym materiałem zauważyłam, że potrzebuję dużo ciszy i zwykłych dźwięków otoczenia, miasta i natury. Inspiracji najczęściej poszukuję w głębi siebie, w osamotnieniu. Inspiruje mnie prawda, a więc dokumenty, pamiętniki, zdjęcia. Ponad wszystko inspirująca jest też pasja, którą widzę w innych.

PW: Jak określiłabyś swoją muzykę? O czym w niej opowiadasz?

K: Każda moja piosenka wyraża coś innego i jest „fair trade”, stworzona z potrzeby serca, z czucia i z dobrych zamiarów. Zależy mi na tym, aby to, co komponuję i piszę było szczere i pozostawiało po sobie coś pozytywnego. Opowiadam o świecie, który mnie otacza i który znam, ale nie staram się go odwzorowywać jeden do jednego. Upiększam go i nadaje mu magicznego charakteru. Czerpię z popkultury, Biblii, obrazów, archetypów kultury europejskiej, bajek, legend, przypowieści. Chcę przenieść słuchacza w inne miejsce, chcę pozwolić mu odlecieć w tę baśniowość, pokazać mu drugą stronę lustra. Moja muzyka to taki realizm magiczny albo kryształowy hippie pop, jak zwykliśmy na początku mówić wraz z producentem.

PW: Co twoim zdaniem wyróżnia cię na tle innych?

K: To trudne pytanie. Każdy z nas jest inny, na dodatek całe życie staram się pracować nad tym, by z nikim się nie porównywać. Może potrzeba opowiadania o trudnych, często dziwacznych, niewygodnych rzeczach w taki sposób, żeby je okiełznać i zharmonizować z resztą świata? Może ta harfa w połączeniu z elektroniką i zupełnie dziewczyńskimi, miejsko – leśnymi historiami? Nie mam pojęcia, pewnie moi słuchacze lepiej odpowiedzieliby na to pytanie.

PW: Co najbardziej cenisz w muzyce i w swojej pracy?

K: W muzyce najbardziej podoba mi się to, że jest językiem uniwersalnym. Dźwiękiem można dotrzeć do każdego, z każdym się porozumieć, bez względu na wiek, zawód czy pochodzenie. Myślę, że muzyka to taki język wszechświata do komunikowania się i łączenia wszystkiego w jedność. Cenię sobie to, że jako artystka mam możliwość przekazywania innym różnych myśli, emocji czy energii. To oczywiście ogromna odpowiedzialność, dlatego staram się, aby mój przekaz zawsze niósł ze sobą dobro. Cudowne jest również to, że mogę wykorzystać także swój wizerunek, by nieść pomoc. Miałam okazję brać udział w akcjach organizacji ekologicznych. Od wielu lat interesuję się losem zwierząt, dlatego chętnie uczestniczyłam w takich kampaniach jak „Zwierzę to nie prezent” czy „Futro nie ma jutra” Fundacji Viva. Takie działania dają mi dużą satysfakcję, cieszę się, że mogę szerzyć idee zgodne z moim światopoglądem.

PW: Jakie są twoje plany na przyszłość? O czym marzysz?

K: Moim marzeniem jest wydanie płyty za granicą i międzynarodowa trasa koncertowa. Chciałabym też kiedyś napisać muzykę do filmu i do sztuki teatralnej. Na razie jednak skupiam się na tym, co tu i teraz. Aktualnie jestem w trakcie działań promocyjnych mojej płyty, pracuję też nieprzerwanie z muzykami nad wersją koncertową albumu. Pierwszy występ w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej już za nami, nie mogę doczekać się kolejnych.

//

Kalina Hlimi-Pawlukiewicz ps. KALINA

Absolwentka PWST we Wrocławiu, PWSFTViT w Łodzi i Wajda School w Warszawie. Jako aktorka debiutowała na deskach Łaźni Nowej w Krakowie. Od wielu lat z powodzeniem występuje  w produkcjach telewizyjnych, kinowych czy teatralnych m.in. „Kryminalni”, „Barwy szczęścia”, „Ojciec Mateusz”, „Pręgi”, „Nowy świat”, „W rytmie serca”. Pojawia się na scenach teatrów Studio i Dramatycznego w Warszawie. Kalina ma również wykształcenie muzyczne, śpiewa, gra na harfie i fortepianie, a także komponuje. Jej debiutancki album „Czyste Szumienie” miał swoją premierę 22 września 2017 roku.