Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo kosmetyki mogą być naturalne? Że aż tak, że można je zjeść? Marta Grzebisz i Bartek Puzio, założyciele manufaktury kosmetyków Jan Barba, raczej nie zalecają zajadać się ich kosmetykami, ale twierdzą, że by nie zaszkodziły. Rozmawiamy o tym, co to znaczy, że ich kosmetyki są naprawdę naturalne, o społecznie zaangażowanym biznesie i o pierwszych eksperymentach z kremami.

Ewelina Klećkowska: Skąd wzięła się nazwa Jan Barba? 

Bartosz Puzio: Dużo ludzi myśli, że nazywamy się Jan i Barbara. Przy wymyślaniu nazwy zależało mi na tym, żeby była wyjątkowa i nawiązywała do ziołolecznictwa, natury. Barba to, czyli po włosku broda. To był punkt wyjścia, ale żeby nadać marce osobowość, zdecydowałem się na dodanie imienia Jan. Tak powstało Jan Barba.

Marta Grzebisz: Wyobrażałeś sobie również, że osoba, która zajmuje się zielarstwem, jest takim panem z brodą. Stąd też ta broda. A Bartek ma na drugie imię Jan. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że nasza kosmetolog Karolina myślała, że Jan Barba to jakiś święty zielarz.

EK: Zacznijmy od samego początku. Skąd pomysł na stworzenie własnej marki kosmetycznej?

BP: Myślałem o tworzeniu kosmetyków i o własnej marce długo przed poznaniem Marty. Wszystko zaczęło się jeszcze w czasie studiów w Anglii. Tam zaczęły powstawać pierwsze kosmetyki. Pogoda na północy Anglii, gdzie studiowałem, nie rozpieszcza. Jest pochmurno, zimno i wietrznie. To przełożyło się na różne problemy ze skórą, więc postanowiłem, że stworzę krem dla siebie. Tym bardziej że popularny krem w niebieskim opakowaniu, którego używałem po goleniu, powodował u mnie wysypkę. Na początku nie łączyłem tych problemów z kosmetykami, myślałem, że moja cera jest po prostu niedoskonała. Z czasem zafascynowało mnie to, że mógłbym stworzyć naturalny produkt, który będzie lepszy od tych dostępnych w sklepie, i zamiast mi szkodzić, będzie pomagał.

MG: Opowiedz o swoim pierwszym kremie!

BP: Pierwszy krem zrobiłem według najprostszego przepisu. Podstawą był pszczeli wosk, kupiony gdzieś w internecie, do którego dodałem olej z oliwek i wodę destylowaną. Tylko trzy składniki. Kto próbował je kiedyś wymieszać, ten wie, że wosk pszczeli nie jest najlepszym emulsyfikatorem i lubi się rozwarstwiać. więc ten Krem był więc dosyć twardy i woda potrafiła czasami z niego wystrzelić. Nie był doskonałyem.

Skończył Ci się krem lub inny niezbędny kosmetyk? Wpadnij do Jana Barby!

EK: Jak się poznaliście?

MG: Na kursie języka włoskiego, na który zapisałam się, bo chciałam sobie urozmaicić wakacje. Gdy poszliśmy na pierwszy wspólny spacer, zapytałam Bartka, czym się zajmuje. Odpowiedział, że kosmetykami naturalnymi. Ucieszyłam się, ponieważ wtedy interesowało mnie wszystko, co ekologiczne i naturalne. Pamiętam, że zapytałam go, czy jego kosmetyki są tak naturalne, że można je zjeść. Wydawało mi się, że to jest szczyt naturalności kosmetyków. Oczywiście nasze kosmetyki nie są do jedzenia, ale raczej by nikomu nie zaszkodziły.

EK: Kiedy postanowiliście, że razem zajmiecie się kosmetykami?

MG: Pierwsze kremy Bartka nie miały oprawy wizerunkowej. Były to zwykłe słoiczki, takie jak na ogórki, tylko w wersji mini. W takim właśnie dostałam pierwszy krem. Wtedy jeszcze nie byliśmy razem. Gdy zaczęliśmy być parą, zaangażowałam się w tworzenie marki i jej wizerunku.

EK: W waszej ofercie można już znaleźć kilka kremów do twarzy, tonik i świece zapachowe. Skąd bierzecie pomysły na nowe receptury?

BP: To pomysły, które nagromadziły się przez lata. Receptury Bioelixirów M, R i A zostały opracowane mniej więcej w tym samym czasie. Jako pierwszy powstał Bioelixir M, i z nim zdecydowaliśmy się wejść na rynek, ponieważ krem nawilżający jest najbardziej popularnym kosmetykiem. A i R przeleżały w szufladzie ze dwa lata, czekając na swoją kolej. Zaś świece powstały spontanicznie, w trakcie wprowadzania pierwszego kremu. Bardzo chcieliśmy, żeby firma mogła zacząć funkcjonować. Pomyśleliśmy o świecach, ponieważ one również mogą pomagać ludziom, a praca z olejkami eterycznymi jest bardzo przyjemna.

MG: I pouczająca. Trudno jest komponować zapachy tak, żeby ze sobą współgrały. Dlatego powstała świeca cynamonowa, która zawiera tylko olejek cynamonowy. Jak mówi Bartek, cynamon jest sam w sobie na tyle doskonały, że nie ma sensu go urozmaicać innymi olejkami. Niektóre świece powstały trochę z przypadku, jak Orient, w której zmieszaliśmy ze sobą dwa olejki – kadzidłowy i cedrowy. Takie połączenie skojarzyło nam się z ekskluzywnym sklepem, czymś wyrafinowanym, i pomyśleliśmy, że to jest to.

ZŻ #ojczyzna wciąż dostępny w naszym sklepie!

EK: Mówicie i piszecie, że wasze kosmetyki są naprawdę naturalne. Co to znaczy?

BP: Chcieliśmy się trochę zdystansować od innych marek, które często używają słowa „naturalne” tylko po to, żeby zwiększyć swoją sprzedaż. Nie ma żadnych regulacji prawnych dotyczących tego, kiedy można używać tego określenia.

Teoretycznie wszystkie półprodukty wykorzystywane do produkcji naturalnych kosmetyków powinny być pochodzenia organicznego, najlepiej z upraw ekologicznych. Niestety rzadko tak jest. Co więcej, organizacje ekologiczne dopuszczają surowce nie w pełni naturalne, czasami syntetyczne,i niekiedy nawet szkodliwe! Dlatego coraz częściej na naszych produktach można przeczytać, że są to raw cosmetics, czyli surowe kosmetyki.

Chcemy w ten sposób podkreślić, że wszystkie półprodukty, których używamy, są w pełni naturalne, pochodzenia organicznego i nieprzetworzone, czyli niepozbawione naturalnego koloru i zapachu.

MG: To raw jest również nawiązaniem do kuchni raw, która zakłada podgrzewanie składników tylko do takiej temperatury, w jakiej nie stracą swoich właściwości, witamin i wartości odżywczych.

EK: Skoro jesteśmy przy składnikach, powiedzcie, skąd one pochodzą.

BP: Głównie od dostawców i dystrybutorów w Polsce. Wosk zamawiamy między innymi u dziadka Marty, który jest pszczelarzem. Część półproduktów sprowadzamy z zagranicy, ponieważ wiemy, że tam są dostępne w wyższej jakości. Niektóre składniki trzeba sprowadzać bezpośrednio z miejsca ich wytwarzania, na przykład z Ameryki Południowej. Najważniejsza jest dla nas jakość, i to nią się kierujemy.

EK: Jaki okres ważności mają wasze kosmetyki?

BP: Dajemy im pół roku od daty produkcji. W naszych kosmetykach znajdują się witaminy E i C, czyli naturalne antyoksydanty, które mają działanie delikatnie konserwujące, tak jak ekstrakty ziołowe i olejki eteryczne. Natura sama siebie konserwuje.

EK: Do swojej oferty wprowadziliście porady kosmetologa, do którego można napisać na waszej stronie internetowej lub poradzić się na targach, na których bywacie. Skąd ten pomysł?

BP: Nie chcemy zostawiać samych sobie osób, które chciałyby coś u nas kupić, ale zastanawiają się, który kosmetyk jest dla nich. Zależy nam, żeby tacy ludzie mieli poczucie, że się o nich troszczymy, że chętnie pomożemy i odpowiemy na wszystkie pytania, jednocześnie nie naciskając, żeby zostali naszymi klientami.

MG: Dziś na różnych kierunkach studiów uczy się prowadzenia społecznie odpowiedzialnego biznesu. Takie podejście bardzo mi się podoba, ale uważam, że powinno być standardem. Dbamy o naszych klientów, a w przyszłości, jeśli dziemy kogoś zatrudnimy, to na pewno będziemy dbać również o naszych pracowników. Chcemy, żeby to wszystko było naturalne i ludzkie, niewymuszone, jak w wielu firmach.

EK: Już teraz widać wasze społeczne zaangażowanie. Przekazujecie procent z każdego zakupionego kosmetyku Fundacji Jagoda, która pomaga ludziom cierpiącym na chorobę oparzeniową. Można odsyłać również do was opakowania po zużytych kosmetykach.

MG: Uważamy, że obecnie firmy zbyt wiele rzeczy zrzucają na konsumenta. Na przykład musi sobie radzić z plastikowymi opakowaniami, które dostał. Jeśli chcemy dbać o środowisko lub nie dokładać się do jego zanieczyszczania, musimy liczyć się z wieloma wyrzeczeniami. Zakup czegoś u nas to dobra decyzja, chociażby z tego powodu, że nie trzeba się martwić, co zrobić z pustym opakowaniem.

EK: Nie idziecie na kompromisy, jeśli chodzi o wybór składników waszych kremów, i działacie bardzo ekologicznie. Czy trudno się prowadzi firmę, mając tak sprecyzowane poglądy na to, jak ma ona wyglądać?

BP: To jest raczej kwestia podejścia. Zawsze na początku ludzie będą mówić, że się nie da tego zrobić, że są już jakieś utarte szlaki i to jedyna słuszna droga.