Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Parę dni temu nakładem wydawnictwa Wytwórnia (polecamy ich nową księgarnię na ulicy Chmielnej 10) ukazała się pierwsza książka znanej skądinąd Agnieszki Kowalskiej. Książka opowiada o Szprotce, ale nie są to morskie opowieści, ale wzruszająca historia niemłodego już psa adoptowanego przez Agnieszkę.

Agata Napiórska: Oczywistą inspiracją do napisania tej książki, była dla ciebie Szprotka, twoja kundelka. Jak znalazła się w twoim życiu?

Agnieszka Kowalska: Totalny przypadek. Nigdy wcześniej nie miałam psa. Zbałamucili mnie moi przyjaciele. Nagle zorientowałam się, że wszyscy wokół przygarniają psy. A to wciąga. Byli jak sekta. Nagabywali, nie ustawali w naciskach. Bo przecież jak to, oni już biorą drugiego psa, a ty wciąż masz wolną chatę?! Czułam się jak egoistka, zły człowiek. Wysyłali mi wciąż ogłoszenia o psach ze schroniska. A ja wiedziałam, że nie dam rady z takim. Mój przyjaciel z Katowic adoptował właśnie psa po kilku latach w schroniskowym boksie i pies miał swoje traumy. Niemal przegryzł mu się przez drzwi wejściowe, gdy Dominik wychodził z domu.

Żyłam w wynajmowanym mieszkaniu, pracowałam w gazecie niemal non stop. Nie było to wcale proste. Aż wreszcie koleżanka podsunęła mi zdjęcie Szprotki. Starsza sunia, więc spokojna. Ktoś ją wyrzucił pod Warszawą, znaleziono ją pobitą na śmietnisku, siedem miesięcy była w domu tymczasowym. Zobaczyłam błysk w jej oku i poczułam, że do siebie pasujemy.

Natalka, która się nią przez te siedem miesięcy opiekowała bardzo płakała, gdy mi ją oddawała. A ma doświadczenie w prowadzeniu domu tymczasowego, jest technikiem weterynarii. Wtedy zrozumiałam, że trafił mi się wyjątkowy pies.

AN: Jak najchętniej spędzacie czas ze Szprotką? Jakie są wasze ulubione parki i miejsca spacerowe?

AK: Mieszkam przystanek od wielkiej połaci zieleni. To też pomogło mi w podjęciu decyzji o adopcji. Obok mamy piękne parki: Skaryszewski i Kamionkowskie Błonia Elekcyjne oraz ogrody działkowe. Chyba największy taki parkowy kompleks w Warszawie. Nasz Central Park. Chodziłyśmy tam ze  Szprotką codziennie rano na długi spacer: godzinny, potem dwu… Poznawałam mnóstwo ludzi, wdychałam tlen, a obok stał korek samochodów (spalił się wówczas most Łazienkowski i wciąż były nieznośne korki). W pewnym momencie pomyślałam: ja już nie chcę tam jeździć. I zwolniłam się z pracy. Uważajcie, to niebezpieczne! Psy naprawdę mogą zmienić życie. W moim przypadku była to zmiana na dobre. W pracy można przecież siedzieć cały dzień, a ja musiałam w pewnym momencie wrócić do psa.

No i ostatnio kupiłyśmy działkę. Teraz tam spędzamy większość czasu.

AN: Od kiedy mam psa, na ulicy i w komunikacji miejskiej zaczepiają mnie obcy ludzie. Też masz wrażenie, że dołączyłaś do wielkiej sekty psiarzy?

AK: Tak, już jestem w tej sekcie. Bo te adoptowane psy rzeczywiście są kochane. Przyklejają się do ciebie i dają dużo ciepła. W tramwajach, czy na ulicy łowię spojrzeniem psiaki i w dużej mierze patrzę na nasz świat ich oczyma.

A ci, którzy zagadują, to są wspaniali, ciepli ludzie. Bardzo nam w Polsce brakuje tej życzliwości i uśmiechu na codzień. Na mojej ulicy mieszka Samuel Pereira i gdy jego mała córeczka obejmuje Szprotę i szepcze jej do ucha; „kochany pieseczku” to wierzę, że psy pomogą nam się w tej skłóconej Polsce dogadać (śmiech).

AN: Masz jakieś porady dla osób, które chciałyby wziąć psa ze schroniska, ale mają masę obaw?

AK: No właśnie radzę nie brać prosto ze schroniska, jeśli ktoś nie ma doświadczenia. Polecam fundacje, takie jak Ratujemy Kundelki czy Fundacja Azylu „Pod Psim Aniołem”, które umieszczają psy w domach tymczasowych. Tam się socjalizują. Można sprawdzić, jak zachowują się w domowych warunkach i uzyskać uczciwe informacje o tym, z czym dany psiak ma problem, czy nadaje się do dzieci itp.

AN: Opowiedz, proszę, o samej książce. Jak wyglądała praca nad nią? Wiedziałaś od początku, że wydasz ją w Wytwórni?

AK: Znajomi namawiali mnie: napisz książeczkę dla dzieci o Szprotce. A ja nie miałam pojęcia jak się pisze dla dzieci. Pocieszali mnie: „No jak to, jak? Normalnie!” Więc w końcu usiadłam i napisałam. Opisałam po prostu nasze codzienne przygody – tak, jak bym je opowiadała przedszkolakom. Bo to książka dla maluchów, które, jak zauważyłam, szczególnie lgną do Szprotki. Dzieci i psy łączy wyjątkowa więź.

A Wytwórnia dlatego, że bardzo cenię dokonania tego wydawnictwa. Zresztą wiedziałam, że jej szefowa Magda Kłos-Podsiadło też jest psiarą i nie trzeba jej będzie długo namawiać.

AN: Jak współpracowało się z ilustratorką?

AK: Sama wybrałam Olę Jasionowską, bo wiem, że nie robiła jeszcze żadnych książeczek dla dzieci. A ma wyjątkowe poczucie humoru. Pewnie pamiętacie jej czułe karykatury Hanny Gronkiewicz Waltz i hasło „Bhawo ja!”. Teraz pracuje w warszawskim ratuszu jako miejska graficzka.

Zależało mi na tym, żeby dorośli, czytając naszą książeczkę dzieciakom, też się dobrze bawili. Chyba takie są najlepsze – fajne dla maluchów, ale z tym dorosłym, łobuzerskim przymróżeniem oka.

AN: Czy masz inne swoje ulubione książki o psach?

AK: Zanim zaczęłam pisać o Szprotce poszłam do księgarni dla dzieci i ze zdumieniem stwierdziłam, że nie ma żadnych nowych książeczek o psach, ani wznowień tych starych. A przecież pamiętam sporo takich historii z dzieciństwa. Zaczęłam więc zbierać takie książki dla maluchów – te stare, z pięknymi ilustracjami, które zapadły nam w pamięć. Mam już prawie 30. Wielcy poprzednicy Szprotki. Piękne historie.

Jedna z moich ulubionych to „Supeł” Marii Ewy Letki, wydana w serii z wiewiórką. Dziewczynce zaginęła ulubiona małpka. Cała rodzina szukała i nic. Po długim czasie nalazła się w posłaniu psa Supła. Biedak z wyrzutów sumienia popadł w depresję. Wszyscy myśleli, że zachorował, tak wzdychał i wzdychał. Tylko dziewczynka wiedziała o co chodzi, zresztą nie miała do niego w ogóle żalu. Przyniosła mu swoją nową ukochaną zabawkę – misia i Supeł odzyskał humor. „Zanim zasnął, wydał z siebie długie westchnienie. Tym razem oznaczało ono: „To doprawdy szczęście, że na świecie są dzieci”. To znowu o tej wyjątkowej więzi, która łączy dzieci i psy.  Polecam też Wandy Chotomskiej i Wacława Bisko „Psa z ulicy Bałamutów”. Pięknie zrymowana i zilustrowana książeczka o psie w wielkim mieście.

Agnieszka Kowalska

Dziennikarka kulturalna, autorka trzech edycji przewodnika „Zrób to w Warszawie!” i albumu „Warszawa. Warsaw”. Prowadzi miejski serwis Warszawawarsaw.com. Szprotkę adopotowała w marcu 2015 roku.

Ola Jasionowska

Graficzka, rysowała m. in. Dla magazynu „Vice”, „Przekroju”, „Polityki” i baruStudio. Autorka wielkich czarnych psów z muralu na warszawskiej „Patelni” i hasła „Bhawo ja”. Pracuje w mieście jako graficzka od robienia trochę ładniejszej Warszawy.