Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Znasz to? Imprezowe noce, które ciągną się do świtu i nie umieją skończyć. Wracasz do domu z kacem, złamanym sercem i dziwnym gościem na dokładkę. Komiks „Disco Cry” Marianny Serockiej, wydany nakładem Centrali jest zapisem, albo dokładniej zarysem jednej takiej nocy – przypomina to, co najchętniej chciało by się zapomnieć. Niecierpliwe rysunki, szalona kolorystyka nasilają się wraz z upływem nocy, żeby eksplodować wraz z końcem historii. Komiks ma ukoić dziewczęce wyrzuty sumienia po przepuszczonej nocy i przestrzec przed gośćmi w krokodylich butach.

Marta Mach: Skąd pomysł na „Disco Cry”? 

Marianna Serocka: Z moją młodszą siostrą i jej koleżankami w pewne wakacje nad polskim morzem miałyśmy bardzo dużo czasu, trochę mniej pieniędzy. Czas mijał nam zatem na ciągłych imprezach. Zaczynały się we wtorek i kończyły się w poniedziałek następnego tygodnia. Poznawałyśmy dużo ludzi. Miałyśmy masę  dziwacznych przygód. Chciałam przenieść ten pęd i dzikość serca na kartki papieru i myślę , że mi się to udało. Książka jest soczysta w kolory i doznania. Miałaś kiedyś wrażenie, że mijający cię samochód, w którym głośno gra muzyka za chwilę eksploduje? Takie jest właśnie „Disco Cry”. Totalnie szalona niekończąca się imprezowa książeczka, która wręcz buzuje światłami, doznaniami. Tworząc inspirowałam się i malarstwem Muncha i filmem „Dziewczyny do wzięcia”, ale przede wszystkim własnym życiem.

MM: Nadal dużo imprezujesz? 

MS: To był ciekawy okres, ale nie wiem czy chciałabym do niego wracać. Napisałam komiks i zostawiłam te imprezy daleko za sobą.

MM: Jak długo pracowałaś nad książką? 

MS: Pomysł na książkę miałam gotowy więc sam proces twórczy zajął zaledwie kilka miesięcy.  Bardzo długo trwało wydawanie książki. Nie miałam żadnego doświadczenia w tworzeniu narracji, ale na szczęście trafiłam na Centralę. Wydawcy złapali mnie za rękę i czule przeciągnęli przez wszystkie siedem kręgów piekielnych wydawniczych. Dali mi stuprocentową wolność jeśli chodzi i część wizualną. Cała książka jest od początku do końca zaprojektowana przeze mnie. Tekst jest pisany odręcznie. Wykorzystane są też moje rysunki z przedszkola. Ciekawe jest też to, że papier na którym jest on narysowany to stare kartki powyrywane z zeszytów studenckich mojej mamy. Podobało mi się to, że ten stary pożółkły papier bardzo fajnie chłonie neonowy flamaster i kolory się wręcz na nim rozpływają. Takiego efektu nie da się uzyskać na nowych kartkach. Starałam się uzyskać jak najbardziej dynamiczny efekt, który daje rozpikselowanie.

Zaraz przed wydaniem „Disco Cry” zrobiłam wystawę w galerii Henryk w Krakowie i to jest też ciekawe, że udało mi się bazując na tej książce stworzyć instalację i wyjść poza moje tradycyjne medium, którym jest malarstwo.

MM: Do kogo ją kierujesz? 

MS: Napisałam ją z ciekawości i nie wiem czy mam jakieś specyficzne grono odbiorców, którzy by się szczególnie nią zachwycali. Pokazywałam ją i młodym i starym i każdy sobie coś dla siebie upatrzył. Starsi zwracali uwagę na ilość detali, młodsi na to że jest taka kolorowa. Ja sama bardzo ciesze się tym w  jaki sposób jest wydana i lubię dotykać papieru jest surowy i niczym nie powlekany. Nie ma numeracji.  Bardzo mi się podoba to, jak ta książka pachnie a pachnie świeżą farbą drukarską i że ilustracje na stronach są dociągnięte do krawędzi  więc jest takie wrażenie że oglądając „Disco Cry” jesteś na dyskotece.

MM: Dlaczego „Disco Cry” jest napisane po angielsku? 

MS: Znalazłam Centralę, kiedy jeszcze jej siedziba wydawnictwa znajdowała się tylko w Polsce. Wysłałam kilka rysunków na festiwal Ligatura, który co roku organizowali w Poznaniu. Zaprosili mnie. Opowiedziałam o książce. Trochę czasu potrwało, zanim skończyłam rysować i w tym czasie Centrala przeniosła się do Londynu. Dlatego też wydana jest na tamten rynek, ale jest dostępna również w Polsce. W świecie komiksu ogromne szanse oferuje rynek anglosaski, a celem Centrali jest dotrzeć do większej ilości czytelników.

 

MM: Domyślam się, że praca nad komiksem była dla ciebie pracą po godzinach. Czym zajmujesz się na co dzień? 

MS: Jestem graficzką, ale zanim się nią stałam, miałam bardzo różne dziwne zajęcia. Pracowałam na przykład na dyżurce ruchu PKP.

„Disco Cry” samo się nie przeczyta!

MM: Jakie masz twórcze plany na przyszły rok? 

MS: Jak na razie zajmuję się kilkoma rzeczami naraz. Nie chcę się rozgadywać o tym, co będę robiła, bo zawsze jak się za dużo nagadam, nic z tego nie wychodzi.  Przede wszystkim chcę się jeszcze nacieszyć „Disco Cry”. Oglądam dużo filmów, czytam komiksy i książki w poszukiwaniu inspiracji. Niemniej jednak najbardziej inspirujące jest codzienne życie więc nie mogę doczekać, co mi się przytrafi.