Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Współczesna telewizja zmienia się nie do poznania w ekspresowym tempie. Kto z Was kupuje jeszcze program telewizyjny, kto ma w domu odbiornik? Pewnie większość odpala kanały w internecie na ekranie własnego komputera i ogląda tylko to, co chce i kiedy chce. Nam taka zmiana bardzo odpowiada. Jak również fakt, że do produkcji telewizyjnych osiągających rekordowe nawet jak na kino budżety, zatrudnia się mistrzów wielkiego ekranu. Rozrywka potrzebna jest każdemu. Super, gdy jest na wysokim poziome.

Ewelina Klećkowska:

Nie przepadam za science fiction, ale na nowy odcinek „Westworld” czekam z niecierpliwością. Akcja serialu rozgrywa się w specjalnie zaprojektowanym przez genialnego wizjonera, dr Roberta Forda (Anthony Hopkins) parku rozrywki, rodem z Dzikiego Zachodu. Główną atrakcją dla odwiedzających są androidy, których nie sposób odróżnić od ludzi. Podstawową zasadą jest to, że ludzie mogą w tutaj spełniać swoje najmroczniejsze fantazje, nie mają ograniczeń, a androidy, które mają je spełniać, nie mogąc skrzywdzić człowieka. Można się domyślić, że w pewnym momencie roboty się buntują, mamy tego zapowiedź już w pierwszym odcinku (to nie spoiler), ale to nie jedyny wątek tego serialu. Akcja rozwija się bardzo powoli (w 7. odcinku pierwszy zaskakujący zwrot akcji!). Opowieść skupia się na dialogach – to może trochę nudzić, ale z każdym odcinkiem odkrywane są nowe tajemnice, które wydają się w pewnym punkcie ze sobą łączyć. Ja jestem bardzo ciekawa jak zakończy się pierwszy sezon!

Mateusz Bzówka:

Nie wiem jak się to stało, ale przegapiłem jeden z największych telewizyjnych fenomenów ostatnich lat. O czym mówię? O „RuPaul’s Drag Race”. Od dwóch czy trzech tygodni nadrabiam wszystkie stracone wcześniej sezony, a jest co nadrabiać bo do tej pory odbyło się już osiem edycji talentshow, a dziewiąta startuje niebawem. Dla tych którzy nie wiedzą: RuPaul jest totalną ikoną amerykańskiej popkultury, jest piosenkarką, prezenterką telewizyjną oraz… drag queen, a Drag Race, to jej autorski program produkowany przez telewizję LOGO. O co w nim chodzi? W skrócie: to igrzyska olimpijskie w byciu drag queen. Zawodniczki – co sezon kolejna czternastka – startują w różnych dyscyplinach, mierząc się ze swoją kreatywnością, umiejętnością szycia, talentem aktorskim, śpiewem czy tańcem. Do tego sprośne żarty, kamp w najczystszym  i śpiewanie z playbacku. Polecam wszystkim, i każdemu z osobna, bo jak mówi RuPaul: „We all born naked and the rest is drag” („Wszyscy urodziliśmy się nadzy, reszta to przebranie”).

Marta Mach:

Cześć nazywam się Marta i jestem uzależniona od seriali. Zaczęło się kilka lat temu, chyba od „Dochodzenia” (oryg. „The Killing”). Choć wcześniej nałóg zwiastowały „Twin Peaks”, „Sex w wielkim mieście” i „Przyjaciele”. Dziś powszedni dzień bez wizji przyjemnie spędzonej godziny z kolejnym odcinkiem dobrej serii, to dzień stracony. Wszystkiemu winni mistrzowie kina – reżyserowie i scenarzyści wcześniej znani z kinowych dzieł, dziś coraz częściej podejmujący gatunek serialowy. Na wieść, że Paolo Sorentino współ-napisał i wyreżyserował serial o katolickim papieżu, zatarłam ręce. Od kilku tygodni żyję fikcyjną historią Piusa XII, tytułowego „Młodego papieża”, odgrywanego przez Jude’a Lowa. Każdy z odcinków reżyserowany jest przez Sorentino z wirtuozerią z „Wielkiego piękna”, mojego ulubionego filmu twórcy. Każda scena to metafora, każdy kadr jest doskonale przemyślany. Nie brakuje scen klipowych, które uwielbiam, nie brakuje ciętego humoru i absurdu, nie brakuje wzruszeń. Za takie seriale kocham współczesną telewizję (którą mam w internecie).

Agata Napiórska:

Serial Freaks and Geeks światową premierę miał w 1999 roku i zupełnie nie wiem, dlaczego obejrzałam go dopiero teraz. Stworzona przez Paula Feiga a wyprodukowana przez Apatow Productions opowieść o nastolatkach z amerykańskiej szkoły średniej całkowicie podbiła moje serce. W serialu zagrała plejada znanych z późniejszych produkcji Judda Apatowa aktorów. Każdy z osiemnastu odcinków jest tak esencjonalny, że współcześni scenarzyści pewnie zrobiliby z tego ze cztery sezony. Rzecz dzieje się na początku lat 80 w Detroit. Tytułowe geeki (w polskim tytule kujony) to młodsza grupa dzieciaków u progu dojrzewania, chłopaków, którzy od gry w baseball wolą planszówki oraz Gwiezdne Wojny i jeszcze trochę krzywią się na myśl o pierwszych randkach. Freaki (luzaki) to starsze nastolatki tuż przed ukończeniem szkoły i tutaj mamy już całe spektrum prawdziwych problemów: złamane serca, seks, narkotyki, disco kontra rock and roll… Zaczyna się od tego, że główna bohaterka, Lindsay, wzorowa uczennica i matletka, zaczyna zadawać się z grupą szkolnych luzaków… co z tego wyniknie? Zobaczcie sami. Obiecuję, że nie będziecie żałować.