Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

20160910_zz_ulfur_0020Tekst: Kasia Wójcik 

Zdjęcia: Grzegorz Broniatowski 

Jeśli należycie do osób, które twierdzą, że cały hip-hop brzmi dokładnie tak samo, to prawdopodobnie nie słyszeliście jeszcze Úlfur Úlfur. Nie tylko rapują w języku islandzkim, ale zaskoczą was swoim wpadającym w ucho charakterystycznym stylem. Na scenie też bywają nieprzewidywalni – ich pierwszy koncert w Polsce był czymś, czego dostojne mury Pałacu Kultury i Nauki dawno nie widziały. Więc jeśli Islandia jest ostatnim miejscem w świecie, które skojarzylibyście ze świeżym i oryginalnym podejściem do hip-hopu, pomyślcie jeszcze raz, ponieważ to kraj, którego muzyka od lat jest światowym towarem eksportowym. Teraz czas na islandzki hip-hop i na Úlfur Úlfur.

Kasia Wójcik: Ponieważ Zwykłe Życie koncentruje się przede wszystkim na codziennym życiu, chciałabym zacząć od pytania o historię waszej znajomości. Jak się poznaliście?

Helgi Sæmundur Gudmundsson: Ja i Arnar jesteśmy przyjaciółmi właściwie od zawsze, znamy się już prawie dwadzieścia lat. Pochodzimy z tego samego bardzo małego miasteczka na Islandii zwanego Sauðárkrókur położonego w północnej części wyspy i liczącego około 2 500 mieszkańców. Właściwie od zawsze mieszkaliśmy obok siebie, spędzaliśmy dużo czasu razem, aż zdecydowaliśmy, żeby wspólnie zająć się muzyką.

KW: Tak po prostu? Od zawsze słuchaliście hip-hopu?

Arnar Freyr Frostason: Ja od wczesnego dzieciństwa byłem wkręcony w rap. Kiedy usłyszałem go po raz pierwszy w wieku ośmiu lat, pomyślałem: „To jest najfajniejsza rzecz na świecie. Chciałbym to robić”. Ale nie miałem takiej możliwości, bo mieszkałem na Islandii. Więc kiedy pierwszy islandzki album hip-hopowy wyszedł w 2000 lub 2001 roku, a islandzki hip-hop rzeczywiście stał się bardziej popularny, to uwierzyłem, że my też możemy tak grać i natychmiast zacząłem pisać własne teksty.

KW: Ale hip-hop nie jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi do głowy, kiedy myślimy o Islandii, jak np. przyroda. Miałam wcześniej okazję porozmawiać z Baasch’em, który jak wy występował na festiwalu New Neighborhoods w Reykjaviku i ogromne wrażenie zrobiły na nim krajobrazy, przyroda i co ciekawe pustka, która pobudza wyobraźnię i zmusza umysł, by wypełnić jakoś tą przestrzeń. Czy to odnosi się również do hip-hopu? Uważacie Islandię za inspirujące dla was miejsce?

AFF: Islandzki krajobraz często staje się w naszej muzyce metaforą, więc w tym przypadku przyroda jest inspirująca.

HSG: Mówimy też o rzeczach codziennych dla Islandczyków takich, jak dziewięć miesięcy zimy, ciemność. Na przykład 22 grudnia mamy dwie lub trzy godziny światła dziennego w ciągu doby. I to jest przygnębiające!

AFF: Szaleństwo, ale myślę, że z drugiej strony daje to artyście dobre warunki do pracy, ponieważ nie masz powodu, żeby wyjść (śmiech). Dzwoniliśmy właśnie do naszego przyjaciela w Reykjaviku i tam pada śnieg. Śnieg!

20160910_zz_ulfur_0048

KW: Czyli ogólnie rzecz biorąc, motywacją do tworzenia muzyki na Islandii są warunki klimatyczne? Serio?

HSG: Tak, to najlepszy sposób, żeby się odciąć, bo wiele osób dostaje po prostu depresji.

KW: To ciekawe, ponieważ z pomocą Google Translate starałam się zrozumieć tekst mojego ulubionego kawałka „Tarantúlur”, który wydaje mi się jednak bardzo energiczny. Możecie powiedzieć więcej, o czym on jest?

HSG: Właściwie jest to całkiem pozytywna piosenka. Przede wszystkim mówimy w niej o  tym, żeby być sobą. Tak jak my zawsze byliśmy sobą od samego początku naszej kariery i nie boimy się tego.

AFF: Chodzi o to, żeby słuchać swojego serca. Nagraliśmy tę piosenkę na album wydany w 2015 roku, wcześniej pisaliśmy raczej cięższe teksty. To był jeden z pierwszych utworów, kiedy pomyśleliśmy, że czas napisać coś pozytywnego. Myślę, że ludzie na Islandii tego potrzebują, bo piosenka odniosła duży sukces i od tego momentu częściej piszemy optymistyczne teksty, by brać życie trochę mniej serio.

KW: Co jest najtrudniejsze w rapowaniu po islandzku? Myślę, że jest w nim wiele podobieństw do języka polskiego, który również jest dość sztywny i raczej ubogi w słowa.

AFF: Dla nas to nie jest aż tak trudne, ponieważ nie boimy się, by nagiąć czasem językowe zasady. Na przykład to, w jaki sposób powinniśmy wypowiadać dane słowa. Tekst nie może rymować się tylko na papierze, musi współgrać z melodią i głosem. Jeśli trzymalibyśmy się wyłącznie gramatycznych reguł, bylibyśmy strasznie ograniczeni. Bo skoro istniałyby tylko dwa słowa, które dobrze się razem rymują, jak miałbym dokończyć kawałek? Dlatego, żeby móc umieścić w tekście to, co chcemy przekazać musimy naginać język do naszej woli.

20160910_zz_ulfur_0349

KW: Jeśli pisząc tekst musicie być tak kreatywni, to jak ważne jest dla was przesłanie, które chcecie przekazać?

HSG: Wszystko zależy od piosenki. Jeśli mamy konkretny przekaz, jak w piosence „Brennum allt”, gdzie w teledysku Arnar jedzie na koniu, zdecydowanie chcemy wypowiedzieć go na głos. W czasie, kiedy nagrywaliśmy ten utwór wielu Islandczyków było po prostu wściekłych, ponieważ kraj zbankrutował. Chcieliśmy wyrazić tą złość i to zadziałało na ludzi. Ale jak mówiłem w niektórych piosenkach, jak w „Tarantulur”, przekaz nie jest tak ważny, jak sama zabawa. Wtedy teksty są prostsze, zabawne, a czasem wręcz dziecinne. My też chcemy się dobrze bawić grając koncerty.

AFF: Czy śpiewamy o rzeczach błahych, czy poważnych teksty mają dla nas znaczenie za każdym razem. Jednak wydaje mi się, że chociaż niektórzy ludzie lubią ich słuchać, to większość nie. Większości osób chodzi o atmosferę, zabawę, a niekoniecznie o przekaz naszych utworów. Myślę, że dobra piosenka ma dwie strony. Z jednej strony jest świetnie wyprodukowana, z drugiej strony dobrze napisana. Trzeba umieć znaleźć równowagę.

KW: Macie swój ulubiony moment w tym procesie poszukiwań i tworzenia muzyki?

HSG: Kiedyś było to rapowanie, ale teraz najbardziej lubię robić bity.

AFF: Moja ulubiona część to moment, kiedy dopiero zaczynamy pracę, ale nie musimy się nigdzie spieszyć i mamy czas, żeby popróbować różnych rzeczy. Chociaż nie sądzę, żebyśmy byli perfekcjonistami, to kiedy nagrywamy jeden utwór potrzebujemy jakichś stu podejść zanim go skończymy.

HSG: Z drugiej strony nie chcemy mieć po nagraniu kawałka poczucia, że coś mogliśmy zrobić lepiej. Dlatego trwa to dość długo – tniemy wokale, przyspieszamy, zwalniamy.

KW: Skoro proces trwa tak długo, skąd wiecie, kiedy utwór jest gotowy?

AFF: To jest instynkt, musisz podążać za głosem serca. Po prostu czujesz, że coś brzmi dokładnie tak, jak powinno brzmieć.

HSG: Nie ma gorszego uczucia niż to, kiedy w czasie słuchania finalnej wersji ktoś pyta: „A dlaczego nie zrobiliście tego tak i tak?”, a wtedy ty zaczynasz sobie myśleć, że faktycznie trzeba było zrobić to inaczej.

KW: Zdarzyło wam się kiedyś poczuć w ten sposób?

AFF: Na pewno nie w ostatnim czasie, ale nasz pierwszy album wydaliśmy w 2011 roku, kiedy byliśmy amatorami. Wtedy myśleliśmy, że wiele rzeczy powinniśmy zrobić inaczej. Wydając drugi album w 2015 rok byliśmy już pewni, jak chcemy to zrobić.

20160910_zz_ulfur_0270-copy

KW: W czerwcu ukazał się nowy singiel. Pracujecie już nad kolejnym albumem?

AFF: Tak, a kolejny singiel ukaże się razem z teledyskiem najprawdopodobniej na przełomie września i października. Nie możemy podać dokładnej daty, ponieważ współpracujemy przy nim z Vice’em i zanim to zrobimy muszą dać nam zielone światło.

KW: A możecie powiedzieć coś więcej na temat klipu? W jakiej formie z nimi współpracujecie?

HSG: Załoga Vice’a przyszła do nas z pomysłem na teledysk, ponieważ robią obecnie serię materiałów o polskiej modelce Monice Jagaciak. Podróżują razem po całym świecie, a po dotarciu na Islandię okazało się, że Monika już wcześniej o nas słyszała i miała pomysł na zrobienie razem klipu.

AFF: Wspomniała o tym producentowi, a on spotkał się z nami nawet jej o tym nie wspominając. Umówiliśmy się na 21:00 czy 22:00, żeby dowiedzieć się, że pracę nad teledyskiem zaczynamy już następnego dnia rano, więc od razu skontaktowaliśmy się z naszym reżyserem, który miał 6 godzin, by przygotować dobry pomysł i skończyć scenariusz. Zadzwoniliśmy do niego o północy mówiąc, że mamy tak mało czasu, a on na to: „Możecie na mnie liczyć, ogarniemy to”.

KW: Co za tempo! A jakie były efekty?

AFF: Klip jest już gotowy. Jesteśmy bardzo dumni z efektu i podekscytowani zbliżającą się premierą, ponieważ jest to nasza pierwsza współpraca z Polską. Mamy nadzieję, że video się tutaj spodoba, dzięki występującej w nim polskiej modelce.

KW: To doprowadziło nas do kolejnego pytania. Wydaje mi się że hip-hop jest autentyczny nie pomimo języka, ale właśnie dzięki niemu. Słuchacze mogą utożsamiać się z artystą i wczuć w sytuacje, które przeszedł, kiedy tekst jest w ich ojczystym języku i pozwala odzwierciedlić rzeczywistość. Ale z drugiej strony, w jaki sposób promujecie muzykę poza Islandią, jeśli ludzie nie rozumieją ani słowa?

AFF: Do tej pory po prostu tego nie robiliśmy. Przyjechaliśmy tutaj tylko dzięki zaproszeniu na festiwal. Ale jak sama powiedziałaś, nawet jeśli nie możesz zrozumieć ani słowa słuchając „Tarantúlur”, to ten „vibe” jest międzynarodowy. Nie trzeba rozumieć każdego słowa, aby cieszyć się muzyką. Jesteśmy też bardzo szczęśliwi, że mogliśmy przyjechać do Polski. Byłoby super wrócić tutaj, podróżować po cały kraju i dać 30-40 małych koncertów. Na Islandii muzyka jest naszym głównym zajęciem, dlatego musimy grać przez cały rok – dajemy 2-3 koncerty w tygodniu, a to jest przecież mały rynek. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to możliwe, że ludzie nas jeszcze nie nienawidzą. Gramy tam już od 6 lat.

20160910_zz_ulfur_0155

KW: Muzyka czy w ogóle kultura na Islandii mogą liczyć na duże wsparcie ze strony rządu i organizacji pozarządowych. Jak to działa w praktyce?

HSG: Tak, mamy kilka organizacji takich jak Iceland Music Export, które współpracując z artystami, pomagają promować ich muzykę poza Islandią i wejść na nowy rynek. Jest też wiele festiwali muzycznych, takich jak Secret Solstice, Sónar, a zwłaszcza Iceland Airwaves Music Festival, który jest festiwalem showcase’owym. Co roku odwiedza go wielu promotorów i dziennikarzy z zagranicy, by oglądać zespoły z Islandii, które zazwyczaj stanowią połowę line-up’u.

KW: To też jest ciekawe – byłam bardzo zaskoczona zwłaszcza festiwalem Secret Solstice. Występuje tam tak wiele islandzkich zespołów, podczas gdy na największych festiwalach w Polsce rodzime zespoły wciąż stanowią niewielką część.

AFF: Nie wiedziałem o tym. My jesteśmy przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy – u nas festiwal zawsze oznacza wiele zespołów islandzkich.

KW: Macie jakieś plany na dalszą podróż? Czy istnieją jakieś szczególne miejsce, które chcielibyście zobaczyć w Polsce?

HSG: Całą Polskę, ale najpierw chcielibyśmy się sklonować i wysłać nasze klony z powrotem do domu.

AFF: Jadąc tutaj nie wiedzieliśmy zbyt wiele o Polsce, ale po wszystkich spotkaniach i rozmowach z ludźmi z NNF i nie tylko, bardzo chcielibyśmy wrócić. Naprawdę myślimy, żeby spróbować dostać się na tutejszy rynek. Marzy mi się też możliwość pozostania na Islandii latem, a potem wyjeżdżałbym do Polski.

KW: Super, bylibyśmy szczęśliwi mając was tutaj. Na koniec, czy chcielibyście przekazać coś fanom w Polsce?

HSG: Uwielbiamy was! Wysyłajcie nam wiadomości na Facebooku i piszcie, co u was słychać. Jesteśmy dobrzy w odpowiadaniu na prywatne wiadomości. Polećcie nam też jakieś ciekawe miejsca i zachęćcie do powrotu.

AFF: Koniecznie skontaktujcie się z nami i dajcie nam powód, by przyjechać tu ponownie, prosimy! Przywieziemy wam dobre islandzkie wibracje! Wulkaniczny vibe!

Pochodzący z Reykjaviku zespół Úlfur Úlfur wystąpił w czasie pierwszej edycji New Neighborhoods Festival. Tworzą go Helgi Sæmundur Gudmundsson oraz Arnar Freyr Frostason. Na scenie towarzyszy im także Björn Valur Palsson. Więcej o zespole TUTAJ oraz TUTAJ.

——

Volcanic vibe

If you are the one who claims that all hip-hop music sounds exactly the same, probably you must not have heard Úlfur Úlfur before. Not only they write rhymes in Icelandic, but also you will be surprised with their infectious catchy style. And they are pretty unpredictable performers too – their first concert in Poland was something which the noble walls of the Palace of Science and Culture have never seen before. So now, if Iceland is the last place in world you would associate with fresh and genuine approach to hip-hop, think again, because it is a country which music has been a global export for a long time. Now it’s time for Icelandic hip-hop and Úlfur Úlfur

Kasia Wójcik: As the magazine Zwykłe Życie focuses on the ordinary life, I would like to ask you first about your background story. How did you meet the other?

Helgi Sæmundur Guðmundsson: Me and Arnar have been friends like forever, almost twenty years now. We come from the same town in Iceland called Sauðárkrókur. It is a really small town in the norther part of Island, with a population of 2 500 people. Living almost next to each other, we spend together a lot of time and then we decided to make music together.

KW: Just like that? Have you always been listening to rap music?

Arnar Freyr Frostason: I personally was always into rap music, from the early childhood. When I heard it for the first time at the age of eight and thought “This is the coolest thing in the world. I wish I could do this”. But I couldn’t. Because I’m Icelandic. So when the first Icelandic hip-hop album came up in 2000 or 2001, and Icelandic rap actually became more popular, then we thought we also can do it. And I immediately started writing my own lyrics.

KW: But rap music definitely isn’t the first thing which spring to your mind when thinking about Iceland like for example nature. Earlier, I had the chance to talk with Baasch, who was also performing on New Neighborhoods in Reykjavik, and what made a great impression on him was of course landscapes, nature, and also the emptiness which stimulates imagination and forces the mind to somehow fill this space. But does it fit to your genre as well? Do you find Iceland inspiring?

AFF: Well we use a lot from Iceland landscape as a metaphor in our music, so in this case nature is inspiring.

HSG: We do rap about everyday things for Icelanders like nine months of winter, darkness. For example on 22th of December we have like two or three hours of daylight. And that is depressing!

AFF: It’s crazy, but I think these are good circumstances for the artist to work. Because you’ve got no reason to go out (laugh). Like we just called our friend in Reykjavik and it’s snowing there. Snowing!

KW: So in general the reason of making music in Iceland are climatic conditions? Seriously?

AFF: Yes, it’s a good way to escape. Because it’s a fact, when there is so much darkness people get depressed.

KW: Interesting! Because I was using Google Translate trying to understand lyrics of my  favorite song, which I find really energetic. It’s  “Tarantúlur”. Can you tell me what is it about?

HSG: Actually this is quite positive song. It’s about being yourself, and how we’ve always been ourselves through our career and we are not afraid of it.

AFF: It’s about following your heart. We made the song for an album released in 2015. We’ve been making music for years and before we was lyrically heavier. And this is one of the first songs, when we’re like „let’s talk about fun things”. I think people in Iceland need positive music and since then, because that song became such a success, we’ve been making more optimistic songs about everyday life and taking life less seriously. You’ve got one life, so do what you want to do!

KW: What does it really hard to rhyme in Icelandic? I think there is many similarities to Polish language, which also is stiff, and vocabulary is not very wide.

AFF: For us it is not so hard because we are not afraid of bending the language’s rules of how we should you pronounce words. We think that it should all work together with the melody and voice, lyrics shouldn’t rhyme only on paper. If we were stuck just to the language, we would be so limited with what we want to say. Would be like „There are only two words that rhyme. How can I finish my song?”. So we just bend the language to our will in order to put our message across.

KW:  How much important is the message you want to put across, if you need to be so creative while rhyming?

HSG: It depends on a song. If we have a message, like in the song “Brennum allt”, where Arnar is riding a horse, we had a message which we needed to say aloud. At that time there was so much anger in Icelanders, because country went bankrupt. We wanted to call the anger out, and it worked on people, because it was really strong. But again, in some songs like „Tarantulur” the message is not as important as fun. The lyrics are simpler, sometimes even childish. It’s fun, and we are having fun as well.

AFF: But every time our lyrics are meaningful, either when we sing about some trivial things, or serious situations. I think some people enjoy listening to the lyrics, but most people don’t. Most people are all about the atmosphere, the wildness, and not necessarily listen to the lyrics. I think a good song has two sides. Production it’s really good. But also the lyrics is the other thing. You need to find the balance.

KW: Do you have favorite part in the whole process of searching and making music?

HSG: My favorite part is making beats. It used to be rapping, but now I enjoy it most.

AFF: For me it is the moment when we start recording, and we don’t have to rush taking time to try different things. When we do one song it need like one hundred takes to finish it. But I don’t think we are like perfectionists or anything.

HSG: But we don’t want to finish the song and realize that we could do something better. We are chopping up the vocals, speeding up or slowing down the song.

KW: So when you are trying so many versions, how do you know, when it’s finished?

AFF: You need to follow your heart. It’s just an instinct. You feel that this is how it should sound.

HSG: There is nothing worse than listening to a master final piece, and then somebody says „why didn’t you this”, and you realize „I should have done that”.

KW: Had it happened before that you felt that way?

AFF: Not recently. We’d released our first album in 2011 when we were amateurs. After this release I thought we should had done so many things differently. But when we released our second album in 2015 we were sure how we want to make it.

KW: Are you already working on the next album? The first single was released in June.

AFF: The next one we will be released with a video probably in the late September or early October. Not sure, because we collaborate with Vice, and they must give us a green light.

KW: Can you tell us more about the video? In what form do you collaborate with Vice?

HSG: Their crew came to us because they are making a TV series about polish model Monika Jagaciak traveling around the world, and then they came to Iceland. She’s already heard about us before, and had an idea of making a video together.

AFF: She mentioned is to the producer so he planned, without her knowing anything, to make a music video with us. We met with him at 9:00 or 10:00 pm just to learn that we are going to make a video starting the next morning. Right away we called our director, as he was supposed to bring an idea good enough to work with. So we did, and he had like 6 hours to come up with the idea, finish the script, and get ready. We called him at midnight, and told to him „We are making video in 6 hours”, and he was just „I got you guys, easy”.

KW: And the effects?

AFF: The video is ready and we are really proud of it, and excited towards releasing it because it’s our first collaboration with Poland. Hopefully it will work out on the polish market, because there is a polish model featuring in it.

KW: This makes me think about another thing. Because hip-hop music is truly genuine not despite the language, but because of it, as people can connect and empathize with the things you went through, and the music gives the lyrics ability to stay relevant to the reality. But on the other hand how do you promote it outside Iceland, if people don’t understand a word?

AFF: We haven’t done that before. We are here just because the invitation to this festival. And like you said, you were listening to “Tarantúlur” the song, and even when you can’t understand the lyrics, the vibe is international. You don’t have to understand the lyrics, to enjoy the music, and the vibe. We are really happy that we could come to Poland too. It would be awesome to come back here, travel around and give 30-40 small gigs. That would be so good. Because this is our main job in Iceland, we need to play all around the year. We give like 2-3 gigs a week in Iceland, and that’s a small market. Honestly, we do not know how it’s that they don’t hate us already, as we’ve been performing there since 6 years.

KW: Music and culture are supported by Icelandic government and non-government organizations. How does it work in practice?

HSG: Yes, we have some organizations like Icelandic Music Export, who work with us and help to promote our music outside Iceland in order to find new market. And there is a lot of music festivals like Secret Solstice, Sónar and especially Iceland Airwaves Festival. It’s a showcase festival and they usually bring a lot of promoters, journalists from abroad to watch Icelandic bands, which makes like a half of the line-up. So they help a lot.

KW: In fact, I was surprised with Secret Solstice line up, because so many Icelandic bands were performing there. When you check any big polish festival, there is only a few.

AFF: I didn’t know that. That’s something we are used to – Icelandic festival always means a lot of Icelandic bands.

KW: Do you have any plans for further journey? Is there any particular place would you like to see in Poland?

HSG: Well, all of Poland. We need to clone ourselves and send the clones back home.

AFF: Coming here we didn’t know much about Poland. We knew that we are coming, but after meeting all people from NNF and everybody, we seriously want to try to get to this market. Come back to Poland. It would be dreamed option to stay in Iceland for Summer and then move to Poland.

KW: Awesome, we would be happy having you here. Would you like to say something to your fans in Poland?

HSG: We love you! Send us some messages on Facebook, and say what’s up. We are good in responding personal emails. Recommend us some good places and encourage us to come back.

AFF: Please contact us and give us the reason to come here again. We will bring you good Icelandic vibes. Volcanic vibes!

Coming from Reykjavik Úlfur Úlfur performed during the first edition of the New Neighborhoods Festival. It’s a project of Sæmundur Helgi Gudmundsson and Arnar Freyr Frostason. On the stage accompanied by Björn Valur Palsson. More about the band HERE and HERE.