Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.


Tekst: Kasia Wójcik

Zdjęcia: Hatti Vatti

Pierwsza odsłona New Neighborhoods Festival za nami! Odbyła się 20 sierpnia w słynnym KEX Hostel w Reykjaviku podczas tamtejszej Noc Kultury (Mennigarnótt). Edycja warszawska będzie miała miejsce już 10 września na Placu Defilad. Wśród zapowiedzianych artystów na scenie wystąpi Piotr Kaliński, szerzej znany jako Hatti Vatti, czyli jeden z najbardziej zapracowanych polskich producentów. Nad czym obecnie pracuje, co fascynuje go w Skandynawii i czym zajmował się na Grenlandii – tego dowiecie się z rozmowy.

Kasia Wójcik: Mieliśmy okazję rozmawiać przy okazji płyty „HV/NOON” nagranej wraz z Mikołajem Bugajakiem, poza tym współpracujesz z wokalistką Misią Furtak w zespole Ffrancis, ze Stefanem Wesołowskim nagrywacie jako Nanook of the North, a na festiwalu zaprezentujesz swój solowy projekt Hatti Vatti. Który z projektów pochłania teraz najwięcej twojej uwagi?

Piotr Kaliński: Tak, to była nasza najfajniejsza rozmowa przy okazji promocji naszej płyty. Wracając do pytania – mój solowy. Bardzo intensywnie pracuję nad większym projektem i rozwinięciem formuły grania live. Co do innych projektów – Nanook of the North ma skończoną i zmasterowaną płytę, za chwilkę szukamy wydawcy. Ffrancis jest w połowie drogi. Ale oba projekty są naszą „niedzielną” działalnością, dla mnie przede wszystkim liczy się projekt solowy. Ostatnio stricte solowe rzeczy wydałem dobrych parę lat temu i wiele skojarzeń z moją muzyką jest zupełnie nieaktualnych oraz sam się w nich nie do końca odnajduję, są zapisem przeszłości, ewolucji. Czuję też, że jestem w stanie o wiele lepiej wypowiedzieć się artystycznie, także pod względem technicznym. Gdy w 2009 roku wydałem swój pierwszy winyl, to dopiero uczyłem się tworzenia elektroniki.

KW: Współpracujesz z licznymi artystami nie tylko w studiu, ale towarzyszą Ci też na scenie. Czym różni się granie z nimi na żywo od tego, co słyszymy na płytach?

PK: Dużą dozą improwizacji. Natomiast jeszcze w tym roku wracam do idei grania i tworzenia muzyki stricte instrumentalnej. Tylko nowe rzeczy i bez gościnnych udziałów wokalnych. Z ciekawostek, ostatni koncert z wokalem zagrałem z… Józefem Skrzekiem z SBB.

KW: Poza pracą w licznych projektach, dużo podróżujesz. Które kierunki są ci w tej chwili najbliższe?

PK: Daleka Północ i Daleki Wschód. W przeciągu 9 miesięcy byłem trzy razy na Islandii i raz na Grenlandii, zresztą w oba miejsca wybieram się niedługo znowu – były na tyle owocne muzycznie. Tam zawsze biły źródła mojej estetyki muzycznej, fascynacji minimalizmem i monotonią. 10 lat temu, kiedy stworzyłem projekt Hatti Vatti, byłem totalnie zafascynowany zimą, morzem, dziką Skandynawią i minimalizmem spod szyldu choćby wytwórni ~scape czy Thinner, jednocześnie będąc mocno pod wrażeniem niepokojącej muzyki z rodowodem etnicznym np. Księżycem, Björk, Atmanem i całym Obuhem. Z muzykami z Islandii czy Grenlandii szybko nawiązałem szczere porozumienie i współpracę na poziomie muzycznym oraz towarzyskim. Sam Reykjavík pod kilkoma względami przypomina mi zresztą mój hanzeatycki, lekko zaspany i mający swoją niezależną historię Gdańsk czy portową atmosferę malutkiej Gdyni. Estetyka dawnego Wolnego Miasta Gdańsk, które wciąż tu jakoś sobie żyje, ma wiele wspólnego z estetyką skandynawską, hanzeatycką, germańską. Te wszystkie dość świeże, słowiańskie elementy widzą mi się jako swego rodzaju zgrzyt, huba na drzewie. Czuję o wiele większą więź emocjonalną choćby z muzyką czy architekturą ze Skandynawii czy Estonii, aniżeli z Lubelszczyzną czy Podlasiem. Aczkolwiek bardzo lubię takie połączenia – np. genialna Maarja Nuut z Estonii wydaje mi się bardzo wschodnioeuropejska, jak i jednocześnie wybitnie północna, skandynawska. Wracając do tematu – jest jeszcze Daleki Wschód, mający wiele podobnych przymiotów. Byłem dwa razy w Japonii na chyba 12 koncertach. Kocham ten kraj i jest on ogromnie inspirujący pod każdym względem. We wrześniu jadę na koncert do Korei, zobaczymy jak tam się uda.

KW: Czy któryś z wyjazdów szczególnie wpłynął na twoje brzmienie?

PK: Tak, płyta Nanook of the North była miksowana, czyli uzyskiwała swoje brzmienie w studio w Sisimiut na Grenlandii. Została nagrana w studio na Islandii, a dokładniej w bardzo przyjemnym studio Ólafura Arnaldsa w porcie w Reykjavíku. Natomiast singiel Ffrancis, które wydało U Know Me, w mojej głowie funkcjonuje jako „ten japoński”.

KW: Część twoich utworów to nagrania terenowe. Jakie najciekawsze czy najdziwniejsze dźwięki udało ci się zarejestrować?

PK: Huragan na Islandii. Jest integralną częścią aury Nanook of the North.

KW: Wydawało mi się, że na Islandii, szczególnie zimą, nie towarzyszy człowiekowi zbyt wiele dźwięków. Co wpłynęło na ostateczne brzmienie Nanook of the North, które jest trochę mroczne i niepokojące?

PK: Mam nadzieję, że nie trochę, tylko bardzo. Natomiast dźwięków zimą jest bardzo dużo, a nawet słychać je jakby wyraźniej. Podczas ostatniego koncertu tak udzieliła mi się te energia, że chciałem rozwalić syntezator o podłogę i się wydrzeć na całe gardło.

KW: W jednym z wywiadów wspomniałeś, że polska publiczność nie rozumie muzyki Hatti Vatti, bo brakuje w niej „elementu zabawy”. Z jakimi reakcjami spotkałeś się występując w Reykjaviku w ramach New Neighborhoods Festival czy w Japonii w czasie trasy z U Know Me?

PK: W Polsce ciągle jest pewien problem z występami w klubach. Jeśli nie jesteś twórcą stricte tanecznym, czasem dochodzi do pewnych nieporozumień. Śmiem twierdzić, że w klubach muzykę elektroniczną ogół kojarzy po prostu z weekendową zabawą, nie obcowaniem z materiałem, który ktoś przygotował niekoniecznie do tańca. Natomiast cieszy mnie, że ludzie kupują moje płyty i słuchają ich np. w domu – z tego miejsca bardzo wszystkim dziękuję za wsparcie i zachęcam do kupowania płyt. Spotify to dla naszego środowiska legalny morderca.

KW: Skoro już wiemy, że nie poprzez serwisy streamingowe, w jaki sposób twoja muzyka promowana jest za granicami naszego kraju?

PK: Staram się jak najwięcej jeździć z występami zagranicę – za tydzień gram w Niemczech, w tym roku grałem też na Islandii, Grenlandii, w Czechach, Estonii, Japonii i Szwajcarii. Bardzo ważna jest też ogólnoświatowa dystrybucja płyt. Gdy wchodzisz do sklepu w Berlinie czy Tokio i widzisz swoje płyty w Hardwax czy Jet Set „to wiedz, że coś się dzieje”.

KW: Na koniec wróćmy do Festiwalu. Który z islandzkich zespołów występujących w ramach New Neighborhoods Festival trzeba zobaczyć? 

PK: Wszystkie, każdy prezentuje zupełnie inną tradycje muzyczną, z czego żaden nie jest kopią Björk, Sigur Rós czy múm. Sam byłem w szoku, że najpopularniejszym obecnie muzyką na Islandii jest… hip-hop.

Hatti Vatti wystąpi na New Neighborhoods Festival w sobotę, 10 września.

Więcej informacji tutaj: KLIK