Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Tekst: Zosia Wasowska

Zdjęcia: Paula Wilczyńska

„Jak przygoda to tylko w Warszawie” to mój mały subiektywny przewodnik po ukochanej stolicy.  Nazwa cyklu jest jednocześnie tytułem piosenki śpiewanej przez Irenę Santor w filmie „Przygoda na Mariensztacie”, ponieważ pojmuję swoje miasto tak, jak w tej piosence. Piszę o miejscach Warszawy, które dla wielu wciąż pozostają nieodkryte. Polemizuję ze stereotypami, mówiącymi że są one nieciekawe i bez potencjału. No i wydobywam to, co dobre ze wszystkich zakątków. W przewodniku będę sięgać daleko za Muranów albo Plac Unii Lubelskiej, bo mniej popularne miejsca mogą okazać się równie atrakcyjne i warte spędzenia tam dnia lub wieczoru. Po lekturze mojego artykułu stwierdzicie może tak samo jak ja, że nie trzeba wyjeżdżać z miasta, aby poznać coś nowego i naprawdę wartościowego.   

Postanowiłam swoje „miastoznawcze” wycieczki rozpocząć od zwiedzenia Grochowa, który zresztą już po pierwszym dłuższym spacerze okazał się zupełnie inny niż często się go przedstawia. To nie jest smutne miejsce. To nie jest też miejsce, w które nie warto się zagłębiać. Wszystko jak do tej pory wskazuje na to, że  w Grochowie można się zakochać. Coś w nim musi być, skoro tak długo był domem dla  Edwarda Stachury, Mirona Białoszewskiego, Zygmunta Kubiaka, Andrzeja Stasiuka czy Heleny Boguszewskiej. Szybko zauważyłam, że jego mieszkańcy bardzo lubią swoją dzielnicę i czują się z nią zżyci. Dzięki nim Grochów bardzo się rozwija, powstaje tu coraz więcej miejsc ukierunkowanych na działalność społeczno-kulturalną.

A oto lista miejsc i rzeczy moim zdaniem najbardziej zapadających w pamięć, gdy pojedzie się tramwajem na Grochów:  

     

Zakupy warzywno-kwiatowe na bazarze przy Rondzie Wiatraczna.

Pierwszy punkt każdego mojego wypadu na Grochów. Bazar przy Wiatraku jest miejscem, w którym można kupić absolutnie wszystko. To świetna alternatywa dla Hali Mirowskiej albo Bazaru Banacha. Zbudowany w latach 90. przy nieistniejącym już najstarszym centrum handlowym w mieście – Universamie Grochów (dawnej ikonie dzielnicy). Znajdziesz tu dziesiątki kolorowych stoisk z owocami i warzywami, kwiatami, ubraniami, zabawkami dla dzieci, płytami DVD, starociami. To miejsce cieszy się naprawdę ogromną popularnością. Przyjeżdżają tu mieszkańcy z całego miasta: dla atmosfery, niskich cen, produktów, których czasami nie znajdzie się nigdzie indziej. Wszyscy się znają, wymieniają bazarowe plotki, bo przy Wiatraku pracują od wielu lat. Po kilku odwiedzinach mam już swoje ulubione stoiska, stojące zresztą obok siebie. Jest tu superowy pan sprzedający wielkie kawały arbuza, a obok niego przeurocza pani Bogusia, co ma wielgachny stragan owoców, warzyw i kwiatów i chętnie pozwoliła nam swoje cuda fotografować. Wychodzę zawsze z nową byliną w jednej ręce i siatką z warzywami w drugiej. Inaczej się nie da!

Grochowskie specjały

Gdy jesteście na Grochowie, pamiętajcie o spróbowaniu tamtejszych przysmaków! Absolutną koniecznością jest skosztowanie słynnych grochowskich rurek z kremem.”Rurki z Wiatraka” to kultowa cukiernia prowadzona od 1958 r. przez rodzinę Przewłockich. Działa od lat w tym samym miejscu przy Rondzie Wiatraczna. Ich rurki z kremem przez wielu są uważane za najlepsze w Warszawie. Sekretem sukcesu jest tradycja, bo do nadziewania rurek używa się tam maszyny z 1948 r.! W związku z długą tradycją, ten sklep dla wielu mieszkańców Grochowa (i nie tylko!) ma ogromną wartość sentymentalną. Kiedyś chodziło się tam po szkole albo w niedzielę po południu z rodzicami. Mała rzecz, a cieszy. Myślę więc, że dla tutejszych rurek czy gofrów można spokojnie na chwilę zapomnieć o zdrowej diecie. Warto jest też skusić się na buteleczkę grochowskiej oranżady lub toniku, którą dostaniecie w bardzo wielu warszawskich sklepach czy klubokawiarniach. Napoje te są produktami Wytwórni Wód Gazowanych „Ronisz”, która działa na terenach Grochowa od końca lat 40. Smakują świetnie! Do tego stopnia, że w Klubokawiarni Kicia Kocia (przy alei Stanów Zjednoczonych) zostały nieraz zorganizowane mistrzostwa świata w piciu grochowskiej Oranżady Tradycyjnej. Spróbujcie! Szczególnie polecam gruszkową.

Antykwariat Grochowski

Prawdopodobnie największy antykwariat w Warszawie, znajdujący się obok akademika przy ul. Kickiego. Miejsce, w którym każdy może znaleźć szybko coś dla siebie albo przesiedzieć nawet kilka godzin. Antykwariat składa się z dwóch części. W pierwszej znajdziecie książki, dzieła sztuki, stare gazety, pocztówki, albumy i zdjęcia. Dla tych, którzy gubić się nie lubią, została stworzona mapa miejsca, z wyszczególnieniem tematyki lub miejsca pochodzenia autora. Tu celebruje się czytanie książek, twórcy antykwariatu dołożyli wszelkich starań, aby ich goście tak odczuwali. Można usiąść na kanapie, długo czytać, przeglądać starocie. Druga część antykwariatu z kolei jest przeznaczona do sprzedaży płyt winylowych, CD i filmów, a także czasopism poświęconych kulturze i sztuce. Także i tu możesz odpocząć i za niewielką kwotą napić się kawy albo już wspomnianej grochowskiej oranżady. Są też stanowiska, przy których na słuchawkach możesz śmiało odsłuchać albumu winylowego, który właśnie wpadł Ci w ręce. Z każdymi moimi odwiedzinami Antykwariatu Grochowskiego okazywało się, że spędziłam tam naprawdę mnóstwo czasu. I nie chodziło tylko o szukanie odpowiedniej dla siebie lektury. Siedziałam tam po prostu dla klimatu. Ogromną frajdę sprawiło mi szczególnie przeglądanie starych pocztówek i czarno-białych zdjęć zajmujących kilka koszyków. Albo obserwowanie gości, rozmowa z miłymi właścicielami i słuchanie Marka Grechuty.

Rodzinne ogródki działkowe przy alei Waszyngtona

Warszawiacy coraz chętniej szukają uroczych tras na spacery. Takich, w których poczują się jak poza miastem, choć wciąż będą w jego sercu. Nie chodzi mi tylko o parki i skwery, raczej mam na myśli miejsca podobne do osiedla Jazdów lub „Przyjaźń” na bemowskich Jelonkach, które zyskują coraz większą popularność. Przekonałam się ostatnio o tym, że Grochów ma na nie własną piękną odpowiedź. Jeśli będziecie mieć chwilę wolnego, koniecznie odwiedźcie grochowskie ogródki działkowe, które mieszczą się w pobliżu alei Waszyngtona i ulicy Kinowej. To dziesiątki małych drewnianych domków, a wokół nich ogromne ilości kwiatów, grządek, drzew i krzewów ciężkich od owoców – jabłek, porzeczek, śliwek. Tu znajdziecie odpoczynek i spokój, z dala od zgiełku. Ogromnym skarbem są  wyjątkowo mili mieszkańcy. Moim ulubionym wspomnieniem stamtąd było spotkanie z panią, która zawiesiła na płocie kilka siatek z jabłkami z własnego ogródka i prosiła, żebyśmy zabrały ich jak najwięcej. Między nami, spacer będzie niezłą gratką dla fotografów, bo te ogródki, to miejsce niesamowicie estetyczne. Aż trudno uwierzyć, że w środku miasta znajduje się coś tak bajkowego!

Przyczółek Grochowski

Każdego wielbiciela architektury nie może ominąć wypad na osiedle Przyczółek Grochowski, zlokalizowane na granicy Grochowa z Gocławiem. Przyczółek to bardzo ciekawy peerelowski eksperyment, stworzony przez małżeństwo Zofię i Oskara Hansenów (słynnego ucznia Le Corbusiera). Znajduje się tam najdłuższy w mieście budynek mieszkalny zwany „Pekinem”, który wraz z załamaniami liczy aż półtora kilometra! W świecie architektury projekt „Pekinu” wywołał niezłe poruszenie – pisano o nim w wielu magazynach, nie tylko europejskich. W zamyśle swoich twórców miał być przestrzenią sprzyjającą kontaktom między mieszkańcami i budującą poczucie wspólnoty. Mogły na to wpłynąć ogólnodostępne galerie komunikacyjne, które umożliwiały szybkie poruszanie się między mieszkaniami i klatkami schodowymi. Niestety szybko okazało się, że był to z wielu względów projekt utopijny. Zainteresowanych historią Przyczółka zapraszam do lektury świetnych książek Filipa Springera „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” oraz „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u”. Najlepiej przy znajdującym się nieopodal Jeziorku Gocławskim.

„U Krawca Cafe” 

Z pewnością wielu z Was ma swoją ulubioną warszawską klubokawiarnię. Ja od niedawna też mam i jest właśnie na Grochowie. Do „U Krawca Cafe” trafiłam przypadkiem, spacerując od przystanku Grenadierów ulicą Siennicką. Ta przytulna kawiarenka powstała w lokalu po dawnym zakładzie krawieckim. Znajdziecie w niej ogromny wybór herbat, kaw (zarówno z ekspresu, jak i alternatywnie parzone), pyszne ciasta. „U Krawca Cafe” za dnia stanowi idealne miejsce, wieczorem z kolei pasuje jak ulał na bardzo długie rozmowy i gry planszowe. Podobnych miłych miejsc znajdziesz na mapie Grochowa bardzo wiele. Na kawę polecam także „Grochownię”, na piwo „Kicię Kocię” i „Stację Grochów”. W „Zieleniaku” z kolei zjecie najlepszą wegetariańską pizzę pod słońcem. Pozostało mi jeszcze do zobaczenia kilka innych miejsc, które zbierają bardzo dobre recenzje, np. „Psotne Babki” przy Dwernickiego. Grochów obfituje też w restauracje z kuchnią zagraniczną: arabską, gruzińską, indyjską, włoską; można wybierać spośród naprawdę wielu możliwości. A jeśli po prostu przyjdzie Ci ochota na polski obiad: pierogi, żurek albo naleśniki i nie chcesz dużo wydać, odwiedź okienko „Grochowianka” przy Grochowskiej 248, a za grosze najesz się do syta!

Inne przydatne adresy:

„Bajki jak z bajki” – rewelacyjny sklep i serwis rowerowy przy alei Waszyngtona 136.

Punkt Informacji Informacji Kulturalnej „Akwarium” na Placu Szembeka

Pracownia gorseciarska przy Grochowskiej 173/175 – słynny zakład gorseciarski działający nieprzerwanie od 1968 r.

Centrum Społeczne Paca przy ul. Paca 40 – miejsce otwarte na wszelkie akcje społeczno-kulturalne, które każdy aktywista powinien znać!

Podziękowania dla Mai Głowackiej, mojemu dziadkowi Mirosławowi Szlupowiczowi i siostrze Sandrze Wąsowskiej.