Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Jaka jest wspólna cecha wszystkich pracowników redakcji Zwykłego Życia? Że każdy oprócz pracy przy magazynie robi w tym samym czasie kilka innych kreatywnych prac na raz. Ewelina Klećkowska i Mateusz Bzówka od roku pracowali nad odcinkiem znanej już serii przewodników architektonicznych wydawanych przez Centrum Architektury, poświęconym warszawskiej Ochocie. Temat OCH-u ciągle się u nas w redakcji przewijał. A to że fajne odkrycie, a to że stres, bo czasu coraz mniej, a to że jest już projekt okładki i że będzie piękny bakłażan. OCH przyjechał już z drukarni, więc jest wielka radość. W atmosferze zadowolenia i ekscytacji postanowiłam porozmawiać z twórcami o pracy nad książką.

MM: Ilustrowany przewodnik architektoniczny? Co to takiego? 

EK: Matik, na to pytanie ty odpowiadaj – jako przedstawiciel Centrum Architektury.

MB: Ilustrowany przewodnik architektoniczny to innymi słowy atlas architektury. W tym przypadku poszczególnych dzielnic Warszawy. OCH jest już czwartą książką z serii wydawanej przez Centrum Architektury. Wcześniej CA wydało SAS, ŻOLMOK – nazwy łatwe do rozszyfrowania. Sam pomysł na tego rodzaju publikację: trochę atlas, a trochę spacerownik, powstał w głowie Magdaleny Piwowar już prawie 5 lat temu. Książki miały być nie tylko mądre i wartościowe, jeśli chodzi o przekazywane informacje, ale też piękne!

MM: Dlaczego Ochota przypadła właśnie wam w udziale?

MB: Od dwóch lat mieszkam na Ochocie, więc w zasadzie wciąż jestem świeżakiem na dzielni. Przez ten krótki czas absolutnie się w niej zakochałem. Nie tylko w bardzo różnorodnej architekturze, ale też w klimacie dzielnicy, która pomimo niedalekiej odległości od centrum Warszawy, ma opinię peryferyjnej i nieco sennej. Pracowałem przy wydaniu ŻOL-u, pracowałem przy MOK-u, wiedziałem jak wygląda praca nad taką książką, więc zaproponowałem CA, że wspólnie z Eweliną podejmiemy się napisania przewodnika po Ochocie, a Ola, Agnieszka i Grzegorz ten temat podchwycili.

EK: Bardzo chciałam napisać tę część przewodnika, ponieważ z Ochotą ze wszystkich warszawskich dzielnic jestem najbardziej związana. Tu chodziłam do liceum i mieszkam, więc mam dużo sympatii dla tej dzielnicy. Ochota jest bardzo różnorodna i to chcieliśmy pokazać w przewodniku. Na co dzień nie zwraca się uwagi na architekturę, bo z okien tramwaju, czy autobusu niewiele widać. Ja tym przewodnikiem chciałabym trochę odczarować Ochotę, bo w opinii warszawiaków jest to dość nieciekawa dzielnica.

MM: Jak długo pracowaliście nad książką? 

EK: Pomysł, że kolejną częścią będzie OCH powstał już przed premierą MOK-u, czyli prawie rok temu. W zasadzie tyle trwała praca nad książką. Na samym początku stworzyliśmy z Mateuszem listę obiektów, których było znacznie więcej niż 60, więc dużo interesujących budynków musieliśmy odrzucić.

MB: Stworzenie listy 60 obiektów, które ostatecznie wejdą do książki było tak naprawdę ciężkim zadaniem. Pierwsza, wstępna lista, którą zaproponowaliśmy miała około stu obiektów. Obiektów, bo oprócz budynków w OCH-u będą też mozaiki, detale architektoniczne czy rzeźby.

MM: Których z pierwszej setki, które nie weszły do druku, najbardziej wam żal? 

MB: Mi osobiście najbardziej brakuje meczetu na Szczęśliwicach. Nie udało mi się go przeforsować. Jego forma architektoniczna, jak mówią szydercy „jest wzorowana na stojącym w bliskim sąsiedztwie centrum handlowym Blue City”. Może i coś w tym jest, ale mi się jednak podoba, szczególnie z bliska, bo budynek cały pokryty jest drobniutką mozaiką, pięknie załamującą światło. Za tym budynkiem stoi też walor anegdotyczny: historia zlokalizowania meczetu na Ochocie ma tradycje międzywojenne. Pierwotnie, pierwszy warszawski meczet miał zostać wybudowany na dzisiejszym Skwerze Sue Ryder, obok Parku Wielkopolskiego na Filtrowej, na parceli między dawnymi ulicami Mekki i Medyny.

MM: Jak wyglądał wasz przeciętny dzień pracy? Więcej czasu spędziliście na spacerach czy w bibliotece?

EK: Więcej czasu spędziliśmy w bibliotekach. Na początku dużo chodziliśmy i oglądaliśmy. Obydwoje mieszkamy na Ochocie i wiele obiektów „wpadło nam w oko” jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad przewodnikiem. Spacery były po to, żeby się upewnić, czy na pewno dany budynek jest na tyle interesujący, żeby znaleźć się w przewodniku. Ale już na etapie poszukiwania informacji, gdy lista była zamknięta, zaintrygowana jakąś informacją wygrzebaną w archiwach, podchodziłam do budynku, żeby coś sprawdzić. Jest duża potrzeba obcowania z architekturą, którą się opisuje.

MB: Dla mnie zdecydowanie ważniejsze było spacerowanie niż siedzenie w bibliotece. Żeby poznać budynek, trzeba do niego podejść, zobaczyć jak się starzeje, jak funkcjonuje i jak wygląda na żywo, jak gra w przestrzeni miejskiej z architekturą i zielenią go otaczającą.

MM: Jak się pracuje we dwójkę nad książką? Więcej z tym kłopotów czy ułatwień?

EK: Praca we dwoje to ułatwienie, przynajmniej dla mnie tak było. Zawsze można się tej drugiej osoby poradzić i wzajemnie  mobilizować się do pracy.

MB: Dla mnie była to współpraca idealna. Na co dzień się przyjaźnimy, więc spędzanie czasu na spacerach pod pretekstem pracy nad książką było czystą przyjemnością. Mimo, że Ochota jest stosunkowo młodą dzielnicą, ma bardzo różnorodną architekturę. Na szczęście mnie i Ewelinę interesują różne rzeczy, Ewelina popłynęła bardziej w stronę architektury historyzującej, mnie natomiast ciągnęło w stronę architektury powojennej. Podział tematyczny był więc jasny.

MM: Poznawaliście ochocian podczas tych swoich spacerów? Czy raczej rozmawialiście z budynkami?

MB: Głównie z budynkami. Choć dość często konsultowaliśmy się z ochocianami. Na przykład z Panem Leszkiem Piskowskim, pasjonatem architektury Ochoty, a do tego byłym konserwatorem zabytków, który pilnował, aby wszystkie „twarde informacje” – daty, nazwiska itp., zawarte w książce były na pewno prawdziwe.

MM: Które z obiektów z 60-tki, która weszła do książki, lubicie najbardziej? Macie swoje ulubione?

EK: Ja mam ich przynajmniej kilka. Mamy też takie, które obydwoje bardzo lubimy, dlatego przy podziale obiektów czasami mieliśmy problem, kto będzie opisywał dany budynek.

MB: Tak, było to niekiedy całkiem zabawne! Wymienialiśmy się budynkami czy obiektami jakby były to jakieś karty kolekcjonerskie czy pokemony: „ja ci dam Bibliotekę Narodową, a ty mi dasz Halę Kopińską” itp.

MM: Dla kogo jest OCH?

EK: OCH jest dla wszystkich zainteresowanych architekturą i historią Warszawy.

MB: Dla spacerowiczów i miejskich szwędaczy. Ale z powodzeniem docenią go również kolekcjonerzy pięknych wydawnictw i edytorskich smaczków. No i jest dwujęzyczny, więc to idealny prezent dla obcokrajowców.