Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Tekst: Marta Mach

Brak jakiejkolwiek rutyny i ciągła zmiana – to przepis na sukces Artura Liebharta, który od dwunastu lat przybliża polskiej publiczności kino artystyczne i autorskie z całego świata. Założyciel firmy dystrybucyjnej Against Gravity i twórca festiwalu Millenium Docs Against Gravity powtarza, że dzięki filmom dokumentalnym, cały świat mamy w zasięgu ekranu.

MM: Oglądałeś w tym roku galę rozdania Oscarów?

Artur Liebhart: W tym roku nie oglądałem. Wśród nominacji w kategoriach amerykańskich nie było ani jednego filmu, na którym mi szczególnie zależało. A jeśli chodzi o dwa nominowane filmy, którymi opiekuję się w Polsce, tj. w kategorii filmy nieanglojęzyczne kolumbijski czarno-biały film „W objęciach węża” i w kategorii pełnometrażowy film dokumentalny „Scena ciszy” – wiedziałem, że nie dostaną nagrody.

MM: Spodziewałeś się nagrody dla „Amy”?

AL.: O wiele łatwiej jest głosować na film muzyczny, niż na film, który zmienia świat. „Scena ciszy” dostała już bardzo wiele nagród na festiwalach na całym świecie. W Polsce miał premierę na zeszłorocznym Docs Against Gravity. Fakt, że ten film nie dostał Oscara nie zaskakuje. W bardzo odważny i poważny sposób ukazuje niewygodną prawdę o tym, kogo w latach sześćdziesiątych wspierał amerykański rząd. To trudny temat nawet dla bardzo otwartych Amerykanów.

MM: Millenium Docs Against Gravity chce poruszać niewygodne tematy?

AL.: Na pewno. Ale nie tylko. W repertuarze mamy dokumenty komediowe, filmy głęboko filozoficzne, poruszające tematy zarówno trudne, jak i bardzo lekkie. W dokumencie niezmiernie ważna jest forma. Czasem o trudnych zjawiskach można opowiedzieć w zabawny sposób. I na odwrót: błahym tematom nadać bardzo poważną formę.

MM: Jak w takim razie dokonujesz wyborów, kiedy przygotowujesz repertuar festiwalu?

AL.: Nie mam jednego klucza. Dla mnie filmy, którymi chciałbym podzielić się z polską publicznością to są filmy, które pokazują świat w niesztampowy sposób. Pokazują nam coś, o czym nie wiedzieliśmy, albo ukazują to, co znamy z zaskakującej perspektywy. Dotyczy to zarówno fabuł, jak i filmów dokumentalnych. Staramy się pokazywać różnorodność samej sztuki dokumentalnej, jak i różnorodność świata, która się w tych dokumentach objawia. I chyba to jest to, co nasi widzowie lubią najbardziej: że mają przez dziesięć dni świat w całej swojej złożoności: pięknie i brzydocie, w zasięgu ekranu. Widzowie naszego festiwalu to teraźniejsza i przyszła elita tego kraju. Ludzie, których świat i prawda o nim interesuje. A nie można tego powiedzieć o całym społeczeństwie.

MM: Mówi się, że to właśnie film dokumentalny jest najdynamiczniej rozwijającą się sztuką filmową.

AL: Jak najbardziej. A my staramy się zmianom dotrzymywać kroku. W tym roku będziemy mieli nową kategorię: fiction non-fiction czyli kategorię dla filmów, które są na pograniczu fabuły i dokumentu.

MM: Co zobaczymy u was w maju?

AL.: Z miłą chęcią. Pokażemy zwycięski film dokumentalny na festiwalu Sundance „Sonita”. Opowiada o młodej afgańskiej raperce, która miała być sprzedana za 11 tysięcy dolarów, by opłacić wesele brata. Sonita wykrzyczała swoimi piosenkami prośbę o pomoc. Więcej nie będę zdradzał. Powiem tylko, że bohaterka jest nieprawdopodobnie charyzmatyczna, a film naprawdę piękny. Pokażemy film, który w przyszłym roku będzie walczył o Oscara. Chodzi o „Krainę oświeconych” („Land of the Enlightened”) – piękna epopeja o nastoletnich konnych gangach w Afganistanie. Zaprezentujemy też najnowsze dzieło Wernera Herzoga: „Lo i stało się. Zaduma nad światem w sieci („Lo and Behold: Reveries of the Connected World”). Sam nie mogę się już doczekać.

zaduma

Festiwal filmowy Millennium Docs Against Gravity odbędzie się 13-25 maja w Warszawie, Wrocławiu, Gdyni i Bydgoszczy

Tekst został opublikowany w 12. numerze magazynu Zwykłe Życie