Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

IMG_3127

Tekst i zdjęcia: Joanna Puławska

Z czym kojarzy się Wam Białystok? Z Podlasiem? Zielenią? A może muzyką disco polo? Niektórzy rejony te nazywają „Polską klasy B“, ale czy słusznie? Lekko zapomniana przestrzeń leżąca w tak zwanych „Zielonych Płucach“ naszego kraju jest tak naprawdę niczym Narnia – krainą niezwykłą, piękną i nie do końca odkrytą! Obwarowaną często niepochlebnymi stereotypami, czy przyozdobioną bardzo kiczowatymi reklamami, ulokowanymi jak pryszcze w miejskiej tkance, bądź stygmatyzowaną paroma innymi, mniej pochlebnymi sprawkami… Jednak, jeśli już się przełamiesz i zdecydujesz na wycieczkę w to miejsce, a szczególnie w terminie zbieżnym z festiwalem Glastonbury, to nagle może się okazać, że jest to przestrzeń co najmniej magiczna. Miasto, w którym odbywa się jeden z najlepszych (i zarazem najmniejszych) muzycznych festiwali w Europie. Wydarzenie, które wbrew lokalizacyjnym pozorom, nie ma nic wspolnego z muzyką, z której teoretycznie słynie Podlasie.

IMG_3193

Halfway Festival, czyli Festiwal w Połowie Drogi, jest małą ziemią obiecaną dla wszystkich fanów gitarowych brzmień, przy czym określenie gitarowych jest tutaj czymś dosyć eklektycznym. To jednosceniczne maleństwo jest idealną propozycją dla miłośników songwriterskich kompozycji, folkowego rysu, akustycznego grania, czy muzycznych eksperymentów (ale nie tylko). Festiwal niepodobny do żadnych innych – łączący w niewielkiej przestrzeni amfiteatru Opery i Filharmonii Podlaskiej publiczność z całej Polski oraz artystów, wśród których nie znajdziemy „słabego“ punktu programu. Każdy dzień przynosi tu nowe odkrycia, umożliwia weryfikację tego, jak muzycy, których znamy z nagrań, bronią swojej twórczości podczas koncertów.

IMG_3196

Tegoroczny spis artystów obfitował w nazwiska, które niekoniecznie mieliśmy wcześniej szansę zobaczyć w Polsce. Z tego grona zdecydowanie największe wrażenie na zebranych wywarła Sharon Van Etten. Subtelna, do granic kobieca, a jednak z odrobiną dziewczyńsko-zadziornego błysku w oku frontmenka, obdarzona niesamowicie dobrym głosem – w pelnej krasie podbiła swoimi songwriterskimi dokonaniami zmysł słuchu zebranej publiczności. Trzeba przy tym wspomnieć, że na scenie wspierał ją zespół bardzo dobrych instrumentalistów, a podczas koncertu (ostatniego z obecnej trasy) obok promowanego albumu „Are We There“ wybrzmiało parę starszych utworów, jak „Magic Chords“ czy „Seprents“, jak również toalna singlowa nówka w postaci balladowego „I Don’t want to let you down“. Jednak najbardziej przeszywającym i zapadającym w pamięć momentem tego koncertu okazał się wieńczący „Everytime The Sun Comes Up“. Dodatkowo na pochwałę zasługuje niesamowity kontakt artystki z publicznością i wywołane tym świetnym porozumieniem stron aż dwukrotne bisy! W trakcie koncertu dowiedzieliśmy się też, że artystka ma trochę sentymentalne podejście do Białegostoku. Jak przyznała – jest tutaj po raz pierwszy, ale stąd pochodził jej dziadek i bardzo cieszy się mogąc zobaczyć miasto i odkryć kawałek rodzinnej historii. Ogromny zachwyt wywołało również brooklyńskie trio The Antlers, których gitarowe dokonania z powodzeniem można przypisać gatunkowo pod klasyczny shoegaze. Spokojni, skromni brooklyńscy chłopcy zdecydowanie zasiali zniszczenia w sercach zgromadzonych fanek i podobnie jak Sharon dali z siebie sto procent mocy przed zgromadzoną publiką. Na uwagę zasługują też dziewczyny z She Keeps Bees, które na scenie poczęstowały nas dobrze skrojoną piosenkową melancholią (wokalnie przypominające momentami Lou Doillon). Wszystkie trzy wymienione powyżej kapele przyjaźnią się prywatnie, a twórczo pochodzą z tego samego miejsca na ziemi… Tym sposobem w „Polsce B“, podczas czwatej edycji HWF, prym wiodły kapele reprezentujące B(rooklynski)-side Nowego Jorku! W pełnej zgodzie i z pełnym podziwem dla organizatorów, wszystkie trzy kapele świętowały miłe spotkanie, które dokonało się na innej części globu.

IMG_3205

Jednak to nie koniec wyliczanki dobrych koncertów! Każdy z trzech dni spędzonych w Bialymstoku przynosił nowe, często zaskakujące odkrycia. Wystukujący rytmy stopą Moddi porwał nas w czysto skandynawskie (Norweskie) songwriterskie klimaty, trzymający w napięciu (jedną, ale jakże dobrą Epką) VÖK udowodniło, że Halfway jest tworem bardzo eklektycznym i odmierzył nam dawkę subtelnej, popowej elektroniki z wokalami na miarę kanadyjskich sióstr z Tegan and Sara. Maggie BjÖrklund przekonała nas, że nie bez kozery jest osobą, która współpracowała (i pewnie jeszcze nieraz współpracować będzie) z czołowymi muzykami reprezentującymi zarówno mainstream, jak też niezal. Z zagranicznego worka warto jeszcze zwrócić po-koncertowo uwagę na Williama Fitzsimmons’a, zwłaszcza jeśli do Waszych serduszek przemawiają panowie uzbrojeni po zęby w długie brody i smutne piosenki.

A nasze rodzime zespoły? Niestety tutaj było tylko poprawnie. Dobrze skrojone sety, muzyka znana z całorocznych wypraw koncertowych i zero zaskoczenia. Najlepiej z całego polskiego zestawu w moim odczuciu wypadła Natalia Fiedorczuk (Nathalie and The Loners), której występ otwierał festiwal.

IMG_3222

Warto nakreślić też sam klimat festiwalowego miejsca. Około hektara zielonego, ładnie rozplanowanego i zadbanego obszaru okalajacego piękny, współczesny budynek Opery i Filharmonii Podlaskiej (zaprojektowany przez prof. Marka Budzyńskiego) – to nie tylko przyjemne dla oka otoczenie, ale również świetne miejsce dostosowane do odpoczynku i międzykoncertowych spotkań z innymi festiwalowiczami. Całość jeszcze bardziej zyskiwała na wartości dzięki przyjaznemu nastawieniu do gości osób z ochrony i obsługi miejsca. Z pewną nieśmiałością i umiarem na teren wydarzenia można było wnieść praktycznie wszystko do jedzenia lub picia. Przy czym, przy pełnej swobodzie takich poczynań, nie zaobserwowałam nikogo, kto w sposób niezgodny z manierami nadużywałby tej gościnności. Na uwagę zasługuje też fakt, że nie znajdziemy tutaj ani fosy, ani barierek odgradzających publikę od artystów, a wszyscy festiwalowicze są traktowani na równi – niezależnie od tego czy prywatnie jesteś VIPem, panią z supersamu, czy dziennikarzem.

Processed with VSCOcam with a4 preset

Halfway na pierwszy rzut oka wydaje się być festiwalem prostym w budowie niczym przysłowiowy cep, jednak kiedy spojrzysz w jego wnętrze okazuje się bogatą, złożoną i wielopoziomową konstrukcją – może w większości zakotwiczoną w molowych tonacjach, ale nad wyraz dostojną, piękną i godną polecenia. Chociaż szczerze mówiąc, nie będę Was szczególnie zachęcać do odwiedzenia tego festiwalu, ponieważ im bardziej kameralna jest jego odsłona, tym milej kontempluje się wszystkie nowsze i starsze brzmienia.