Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Tekst: Agata Napiórska

W poniedziałki, zaczynając od dzisiejszego, będę pytała przyjaciół, bliskich i dalekich znajomych oraz nieznajomych o ich ulubione książki, filmy i piosenki. Sprawa nie tak prosta jak się wydaje. Można wybrać po jednym z każdej dziedziny. I mało tego – wybór trzeba uzasadnić.

Na pierwszy ogień idzie Agata Królak.

Agata Królak (ur. 1987) – urodziła się mieszka i pracuje w Gdańsku; ilustratorka i autorka książek obrazkowych („Ciasta, ciastka i takie tam”, „Z działki, z lasu i takie tam” – znak jakości Trójki, Wytwórnik Domowy – wyróżnienie MUST HAVE 2014, „Skrytki” – wyróżnienie IBBY w kategorii opracowanie graficzne, „Robimisie”, „Różnimisie”), doktorantka i asystentka na Wydziale Grafiki ASP w Gdańsku.

Książka:

Maria Dąbrowska, Przyjaźń / Marcin Kozera / Wilczęta z czarnego podwórza, Nasza Księgarnia, 1962, okładka Janusz Grabiański.

Wybieram za to, że patrzenie na nią sprawia mi olbrzymią frajdę, za kolor i za to, że udało się nadać miękkości i przytulności temu miastu będącemu przecież w ciągłym pośpiechu, za to, że jednocześnie przypomina Park Avenue w Nowym Jorku i elementarze w przedszkolu, za fantastyczny czerwony sweter i żółtą sukienkę i za to, że mimo tego, że powstały z zestawienia plam to wiem, że sweter jest z grubej wełny a sukienka z gniotącego się lnu i pewnie ma ściągacze przy rękawkach, za to, że typografia ma tu swoje miejsce, a nie stąpa po wszystkim jak słoń, za to, że chciałabym teraz tam być.

Piosenka:

Magnetic Fields – Strange powers

Za to, że regularnie do mnie wraca, za to że przypomina lato i wszystkie stare rozwalające się wesołe miasteczka, w których miałam zaszczyć być i jeść ogromne chmury waty cukrowej, za to zdanie: „under more stars than there are prostitues in Thailand”, za to, że jest krótka i można słuchać jej do znudzenia, za to, że jest w niej mowa o snach i kosmosie (co powinno właściwie wystarczyć za uzasadnienie), za ohydnej jakości wideo na youtubie.

Film:

Take this waltz, Sarah Polley, 2011

Za kolor, za muzykę, za to, że jest to film, który oglądam co najmniej trzy razy do roku, za to, że mieści w sobie milion metafor i potrafi znaczyć milion sytuacji, za to, że uwielbiam stare karuzele i kolorowe światła (patrz punkt wyżej). Tę scenę lubię szczególnie za brak dialogu, za to jak się kończy… ohhhhh za wszystko.