Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Mateusz Strama ma 16 lat, gdy postanawia, że nauczy się latać. Nikogo to specjalnie nie dziwi, w końcu jego ojciec był spadochroniarzem w wojsku. Mały Mateusz spędzał więc dużo czasu na lotniskach. Gdy wreszcie osiąga odpowiedni wiek, zapisuje się na kurs szybowcowy, by przez całe wakacje próbować podniebnych lotów.

W tym czasie jeździ z kolegami nad zatokę, bo windsurfing to jego kolejna pasja. W drugiej klasie liceum zapisuje się na wymianę uczniowską do Stanów Zjednoczonych. Marzy mu się Floryda lub Kalifornia. Jest rozczarowany, gdy okazuje się, że trafi daleko od oceanu, w sam środek Stanów – do Missouri. Wkrótce jednak wyjaśnia się, dlaczego przydzielono go właśnie tam. W formularzu zgłoszeniowym w rubryce „zainteresowania” wpisał „latanie” i „samoloty”. A Jim i Louise, pod których skrzydła trafia, są współwłaścicielami starego samolotu typu Cessna. Nie mają dzieci, traktują go jak syna. I pomagają spełnić marzenie o lataniu. Niedaleko ich domu jest lotnisko. Mateusz lata więc po dwie godziny co drugi dzień. W ciągu dwóch i pół miesiąca udaje mu się zrobić szkolenie konieczne do otrzymania licencji turystycznej pilota. Po powrocie do Polski wie już, czym będzie się zajmował w życiu.

Po maturze znowu leci do Stanów, tym razem po licencję zawodową. Sam wybiera miejsce pobytu – miejscowość Benton w stanie Kansas. Tamtejsze lotnisko nosi imię Lloyda Stearmana, konstruktora przedwojennego dwupłatowca.

10 620

Pierwsze projekty tego dwupłatowego szkolno-treningowego samolotu powstały w 1933 roku w firmie Stearman Aircraft w Wichita. W tym samym roku odbył się pierwszy lot prototypowym egzemplarzem. Po wybuchu II wojny światowej gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na samoloty treningowe. Dwupłatowiec został zgłoszony do przetargu na maszynę wstępnego szkolenia sił powietrznych U.S. Navy.

Kiedy firma Stearmana została przejęta przez Boeinga, samolot przechrzczono na Boeing Stearman i zaczęto produkować na szeroką skalę. Szacuje się, że wybudowano nie mniej niż 10 620 egzemplarzy tego modelu.

Wkrótce żółte dwupłatowce latały nad Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Ameryką Południową. Cała generacja pilotów amerykańskich swoje pierwsze podniebne zmagania przeżywała na pokładzie Boeing Stearman Model 75.

Po wojnie tysiące takich samolotów zostały wystawione na aukcjach i sprzedane za symboliczne sumy byłym pilotom. Na prywatny użytek. Pełniły funkcję samolotów pocztowych lub były używane do lotów agrotechnicznych (opryskiwanie pól). Część trafiła do branży rozrywkowej i wykorzystywano je w popularnych wówczas air shows i wing walking. Polegały one na tym, że akrobatka (nierzadko żona pilota) z przedniej kabiny przedostawała się na skrzydła dwupłatowca i chodziła po podczas lotu. Samolot również wykonywał w powietrzu akrobacje. Wariacje zapierały widzom dech w piersiach – akrobaci balansowali na granicy życia i śmierci wykonując stanie na rękach, trzymając się linek zębami czy przechodząc z samolotu do samolotu. Popularność zyskiwały podniebne trupy cyrkowe. Air shows w Stanach Zjednoczonych odbywają się do tej pory. W 2013 roku Jane Wicker, gwiazda podniebnych przedstawień, zginęła wykonując akrobacje na niebie Ohio.

Do dzisiaj stan lotny zachowało około 100 maszyn. Kilkanaście z nich lata w Europie, a jeden, o numerze seryjnym 75-1204, można zobaczyć nad Polską.

(zobacz galerię zdjęć)

75-1204

Egzemplarz o numerze seryjnym 75-1204 to wersja zbudowana dla marynarki wojennej, ma oznaczenie N2S-3 i silnik Continental W670 o mocy 220 HP. Silnik napędza drewniane śmigło MT (najnowsze wyprodukowane w niemieckiej manufakturze). Wiadomo, że samolot opuścił fabrykę w Wichita 12 marca 1941 roku. Podczas służby dla U.S. Navy wykonywał loty w Kansas, Indianie i Teksasie. Ostatnie zapisy w dokumentacji prowadzą do bazy U.S. Navy w Corpus Christi w stanie Teksas. Tam samolot zakończył służbę 17 września 1944 roku. Po wojnie został odkupiony od wojska przez firmę Desota Flying Service. Podzielił los tysięcy samolotów swojego typu – wykonywał loty agrotechniczne w stanie Teksas. Po kilkunastu latach pracy polegającej na opryskiwaniu pól uprawnych w okolicach Houston samolot został zakupiony przez pilota – weterana II wojny światowej. W 2009 roku kolejny właściciel Thomas Newell (starszy pan na zdjęciu) rozpoczął trwającą trzy lata całkowitą renowację samolotu. Wyremontował silnik, wymienił elementy skrzydeł, zamontował nową instalację elektryczną, paliwową i hamulcową. W całości drewniany samolot pokryty został nowym płótnem. Wszystkie elementy płatowca wymieniono na nowe lub odtworzono zgodnie z historyczną dokumentacją. Nad kokpitem złote litery układają się w powitalne „Hi Tom!”.

(zobacz galerię zdjęć)

714 SP-YWW

Parę lat później Mateusz, który zdążył już zdać egzaminy przed Polskim Urzędem Lotnictwa Cywilnego i rozpoczął pracę w Central Wings, przeszukuje internet w poszukiwaniu odpowiedniego egzemplarza wymarzonego dwupłatowca. I dość szybko znajduje. Thomas chce sprzedać swój ukochany samolot, bo wie, że długo już nie będzie mógł się nim cieszyć. W zakupie pomaga Mateuszowi ojciec. Jesienią 2013 roku Stearman o numerze seryjnym 1204 jest w drodze do Warszawy – płynie do Polski w kontenerach rozłożony na części.

Niedługo potem Thomas Newell przylatuje do Polski, by pomóc złożyć samolot i się z nim pożegnać. Wie, że maszyna trafiła w odpowiednie ręce. Dwa tygodnie spędza w hangarze na warszawskim Bemowie. Towarzyszą mu Mateusz i jego ojciec.

Boeing Stearman o numerach 714 SP-YWW jest najstarszym samolotem zarejestrowanym w Polskim Rejestrze Statków Powietrznych. Numer 714 nadał mu już wcześniej Thomas, bo 14 lipca urodził się jego syn. Akurat wtedy kończył malować kadłub samolotu. Numery SP-YWW nadane zostały przez Mateusza. „Sierra Pappa Yankie Whiskey Whiskey” słyszy w słuchawkach za każdym razem, gdy wznosi się w powietrze. To alfabet fonetyczny używany przez NATO. Samoloty muszą mieć oznaczenia pięcioliterowe.

– Whiskey Whiskey dobrze brzmi, gdy jesteś 200 metrów nad ziemią – mówi Mateusz.

Właśnie zdał egzaminy na kapitana. Lata dużymi samolotami pasażerskimi. Po półtora roku w Central Wings przeniósł się do Air Italy. Obecnie pracuje dla Travel Service.

– Dają mi grafik i zasuwam. Grafik dostajemy kilka dni przed końcem każdego miesiąca. Wtedy dowiaduję się, z kim, dokąd i na ile lecę. Kocham latać, chociaż bywa ciężko, gdy trzeba wstać o 1 w nocy, lot jest o 3, dajmy na to do Grecji, trwa 3 godziny, chwila na miejscu i powrót. Pełna koncentracja przez kilka dobrych godzin. Znajomi zaczynają weekend w piątki. Ja często mam swój w środku tygodnia. Najtrudniej jest, gdy trafiasz do kabiny pilota z kimś, z kim trudno ci się dogadać. W powietrzu nie masz wyjścia, jesteście na siebie skazani czasem przez kilkanaście godzin.
Swoim samolotem Mateusz lata dla przyjemności. Maszyna waży 878 kilogramów. Maksymalna prędkość, jaką jest w stanie osiągnąć, wynosi 217 km/h. Na co dzień trzyma go w hangarze na lotnisku wojskowym na Bemowie. Założył firmę stearman.pl .Chce przybliżać ludziom historię lotnictwa. Pomoże mu w tym żółty dwupłatowiec.

Materiał ukazał się w #6 magazynu Zwykłe Życie.